Znowu w jedenastce kolejki brylują przede wszystkim Leo Messi i Cristiano Ronaldo, którzy urządzili sobie kolejny festiwal strzelecki. Na wyróżnienie zasługują jednak także gracze Athleticu Bilbao.
Ruben Martinez – to może trochę dziwne, że w drużynie Rayo Vallecano wyróżniamy akurat bramkarza, ale nie ulega wątpliwości, że bez jego znakomitej dyspozycji do zwycięstwa z Realem Betis mogłoby nie dojść. Rayo nadspodziewanie łatwo rozprawiło się z Andaluzyjczykami, ale laury za ten mecz powinien zbierać właśnie Ruben Martinez.

Nacho Monreal – bohater Malagi w starciu z Mallorcą. Hiszpan najpierw asystował przy golu Isco na 2:0, a w drugiej połowie zdobył niezwykle istotną bramkę na 3:1. Istotną w kontekście tego, co na boisku działo się później. Gol dający dwubramkową przewagę pozwolił Maladze grać nieco spokojniej, a ostatecznie okazało się, że trafienie Monreala było trafieniem zwycięskim, ponieważ gospodarze zdołali zdobyć kontaktowego gola.
Ricardo Costa – kolejny defensor, który uratował w miniony weekend swoją drużynę. Zgodnie z przewidywaniami Valencia niemiłosiernie męczyła się na boisku ostatniego w tabeli Deportivo i zwycięstwo zapewniła sobie dopiero w doliczonym czasie gry właśnie za sprawą Ricardo Costy. Portugalczyk nie dość, że zapewnił „Nietoperzom” trzy punkty, to przez cały mecz był bardzo pewnym punktem defensywy walenckiej ekipy.
Aymeric Laporte – kto to taki, prawda? Ano, 18-latek z Bilbao, który w miniony weekend stanął przed nie lada wyzwaniem – zmierzenia się z Diego Costą, Ardą Turanem czy Tiago Mendesem. Francuski obrońca wypadł w tym starciu znakomicie. Nie popełniał błędów i nie kalkulował, kiedy trzeba było wybić piłkę w aut, to tak właśnie robił. Był to dla niego dopiero siódmy mecz w La Liga, dlatego tym bardziej należy docenić to, jak zaprezentował się na tle „Los Rojiblancos”.

Sergio Ramos – mistrz świata i Europy powrócił na prawą stronę obrony i od razu dał znać o sobie. Różne źródła podają różne informacje, jednak pierwszego gola dla Realu mimo wszystko należy uznać hiszpańskiemu obrońcy. Nawet jeśli nie, to on miał przy nim największy udział. W dalszej części meczu Sergio uratował swój zespół od utraty gola, wybijając głową zmierzającą pod poprzeczkę piłkę. Stary, dobry Ramos.











