Zakończyło się najdłuższe okienko reprezentacyjne w historii. Jan Urban dostał aż cztery spotkania i dwa tygodnie treningów. „Biało-czerwoni” mieli czas na to, aby wzmocnić kręgosłup kadry, znaleźć wreszcie właściwe opcje i przygotować się lepiej taktycznie. A tak otrzymaliśmy magię, która rozpadała się na rywalach z poziomu Dywizji B Ligi Narodów. Drużyna grająca w ten sposób nie ma już więcej racji bytu.
Remis 0:0 z Bośnią i Hercegowiną, porażka 1:3 ze Szwedami, wygrana 6:0 z Rumunią i przegrana w wyjazdowym meczu z Bośniakami 0:1. Graliśmy z rywalami z teoretycznie nie najwyższej półki, a praktycznie każdy z nich miał momenty, w których tłamsił naszą drużynę. Im dalej szliśmy w to zgrupowanie, tym bardziej Jan Urban wyglądał na zagubionego. Nie możemy zaprzeczyć, że do marca i barażowego meczu ze Szwedami ta drużyna robiła progres. Jednak od czerwcowego okienka coś pękło i nie da się naprawić. A selekcjoner próbuje wymyślić koło na nowo, zamiast tworzyć z tego, co ma w składzie.
Złotousty Jan Urban
To zgrupowanie reprezentacji Polski pokazało, że Jan Urban ma duże problemy z selekcją. Pomijamy sprawę braku powołań dla kilku zawodników, którzy wyróżniali się w swoich klubach. To temat na osobny artykuł. Najbardziej boli nas to, że selekcjoner sam sobie zaprzecza. Jakby zebrać jego wszystkie wypowiedzi, to trudno stwierdzić, co miał na myśli. Pamiętacie świetny występ Kacpra Potulskiego z pierwszego meczu z Bośnią i Hercegowiną? Selekcjoner też był z niego zadowolony, a w nagrodę piłkarz 1.FSV Mainz 05 już nie zagrał w żadnym innym spotkaniu. Byłoby to zrozumiałe, jakby trener „Biało-czerwonych” postawił na grę tylko z dwójką stoperów, bo przecież Jan Bednarek i Jakub Kiwior znają się dobrze z Porto. Tylko w kolejnym meczu graliśmy z trójką z tyłu, a 18-latek świetnie zna ten system z klubu…
Od dawna wszyscy wiedzieli, że Kiwior słabo sobie radzi w roli typowego lewego obrońcy. Jan Urban musiał przekonać się sam, wystawiając piłkarza Porto na boku defensywy. Czy nie mieliśmy nominalnego lewego obrońcy na liście powołanych? Był taki – Tymoteusz Puchacz. Ok, nie zagrał on dobrego spotkania ze Szwecją, ale w tym spotkaniu grał jako wahadłowy. A oczywiście w klubie tak nie gra. Jedynie czym selekcjoner zapunktował, to postawieniem na Wiktora Nowaka. Zawodnik Slavii Praga powinien na dłuższą metę „załatwić” nasz problem z pozycją numer 6.
Najwięcej pretensji do selekcjonera można mieć o obsadę ataku. Skoro dla Jana Urbana Karol Świderski nie jest napastnikiem, to dlaczego na tak długie zgrupowanie powołano AŻ dwóch nominalnych napastników? Robert Lewandowski się wykartkował i zostaliśmy tylko z Mateuszem Żukowskim. Pierwotnie na liście powołanych był jeszcze Adrian Benedyczak, ale nawet kontuzja piłkarza Kasimpasy nie spowodowała, że trener powołał Karola Czubaka. Znalazło się miejsce dla Marcela Reguły, ale był on tylko opcją. Jedną z wielu.
Jan Urban jest przekonany, że to nie był rzut karny. W rozmowie na TVP Sport twierdzi, że takich sytuacji jest wiele, a w środku pola się tego nie gwiżdże i była to dziwna decyzja.
— Tomek Hatta (@Fyordung) October 5, 2026
Na sam koniec w wywiadzie pomeczowym Jan Urban stwierdził, że jego zespół został oszukany. Według niego Jan Bednarek nie faulował w polu karnym. Szkoda tylko, że niemal każdy ekspert i kibic widział w tej sytuacji ewidentną „jedenastkę”. Mecz, który był toporny i ciężki dla naszej reprezentacji, skończył się porażką na własne życzenie. Nie błędną decyzją sędziego.
Niezrozumiałe decyzje selekcjonera
Podczas czterech ostatnich meczów kadry Jan Urban w KAŻDYM z nich podjął bardzo dziwne decyzje związane z ustawieniem poszczególnych piłkarzy. Pierwsza sprawa to wystawienie Jakuba Kiwiora na lewej obronie, kiedy trener miał do dyspozycji co najmniej trzech piłkarzy mogących grać na tej pozycji. Wystarczyło 45 minut, aby selekcjoner odszedł od tego pomysłu. Jednocześnie wpadł na inny, aby postawić na Przemysława Frankowskiego, który na lewej stronie nie grał od czasów RC Lens. Efekt początkowy był dobry, ale i w meczu z Bośnią i Hercegowiną (tym ostatnim) oraz w meczu ze Szwecją bajecznie łatwo dawał się ogrywać w obronie. Co oczywiście dało na jego konto co najmniej dwie stracone bramki Polaków.
W kolejnym spotkaniu selekcjoner zdecydował się wrócić do gry w ustawieniu 1-3-4-3. I tutaj wystawił na nie swoich nominalnych pozycjach Tymoteusza Puchacza oraz Matty’ego Casha. Do kompletu wstawił jeszcze Przemysława Wiśniewskiego, kosztem Kacpra Potulskiego. Efektem był popisowy numer obrońcy Widzewa, który zapomniał o kryciu Viktora Gyokeresa, który dobił nasz zespół. W nagrodę 28-latek w następnym meczu wylądował na trybunach.
Osobny akapit trzeba poświęcić Sebastianowi Szymańskiemu. Pomocnik Stade Rennes strzelił gola w meczu ze Szwecją, ale czy jest ktoś w stanie powiedzieć nam, na jakiej pozycji gra w kadrze 27-latek? Dlaczego nie ustawić go głębiej i razem z Piotrem Zielińskim? Jan Urban próbuje na siłę znaleźć miejsce temu piłkarzowi, przez co robi mu tylko krzywdę. Próbując go na pozycji numer 10, mamy za dużo momentów, w których go kompletnie nie widać. Na boku jeszcze za czasów Paulo Sousy było widać, że nie nadaje się on na tę pozycję. Urbanowi to nie przeszkadzało i rzucał Szymańskim po boisku, gdzie się da. W starciu z Rumunią był ustawiony na boku, a potem znowu przesunął go do środka, bo tam go brakowało… Dlaczego selekcjoner nie widzi, że w klubach jest on ustawiany głębiej w drugiej linii? Na czym ma polegać selekcja?
Jesteśmy w stanie zrozumieć, że selekcjoner ma swoich paru ulubieńców. Stąd obecność Karola Świderskiego na liście powołanych. Było to dla nas ok, bo sądziliśmy, że gracz Widzewa Łódź będzie tylko zadaniowcem. Jednak kiedy weszliśmy źle w zgrupowanie i brakowało pomysłów, to Jan Urban postawił na swojego sprawdzonego piłkarza. Ten jednak bardziej irytował, niż zachwycał kibiców. Można go chwalić za to, że mocno pracuje na boisku, można chwalić za ambicje i chęć walki, ale przypominamy – to jest napastnik. Jego powinniśmy rozliczyć za sytuacje strzeleckie, a było ich na lekarstwo. A nie, moment! Przecież dla Urbana nie jest to napastnik…
Do całości nieszczęść możemy dołączyć zarządzanie meczem. Jak w pierwszym spotkaniu zmiany w jakiś sposób pomogły w płynności gry, tak już od drugiego meczu zmiennicy nie czarowali. Dlaczego? Najczęściej selekcjoner robił zmiany za późno, jak choćby szybsze zdjęcie Lewandowskiego w pierwszym meczu, czy też za późna zmiana Puchacza w drugim. Wisienką na torcie był jednak rewanż w meczu z Bośnią i Hercegowiną, ten przegrany 0:1. Pośród wszystkich graczy selekcjoner (wg własnych słów) miał JEDNEGO napastnika i Świderskiego w odwodzie. A jak straciliśmy bramkę w 84. minucie, to zostali zdjęci wszyscy nominalni napastnicy… Jak trzeba było gonić wynik. Więc wsadzono na szpicę Marcela Regułę, który z tą kadrą się dopiero poznaje. Cieszy nas wiara selekcjonera w młodzież, ale chyba nie powinno to wyglądać w taki sposób.
Jedna jaskółka wiosny nie czyni
Jakby popatrzeć na cały 2026 rok reprezentacji Polski, to od marca zaczęło się coś psuć. Do tego selekcjoner pomylił się z możliwością eksperymentowania. Podczas majowo-czerwcowego zgrupowania miał czas na to, aby testować nowe ustawienia i dawać więcej szans młodym piłkarzom. Na mijającym zgrupowaniu zaczął od eksperymentów, które skończyły się po dwóch meczach. Jan Urban ze strachu wrócił do sprawdzonych nazwisk i ugiął się pod grą w formacji 1-4-4-2. I przyszedł bardzo szczęśliwy mecz z Rumunią, który dla nas zakończył się wysokim zwycięstwem. Jak już wspominaliśmy niedawno na naszym portalu, była to tylko złudna wygrana.
Jakie wnioski można wyciągnąć po kończącym się okienku reprezentacyjnym? Z pozytywów to Marcin Bułka jak najbardziej zasłużył na bluzę z numerem 1. Akurat do piłkarza NEOM SC mamy najmniej pretensji, bo praktycznie przy żadnym straconym golu nie zawinił. A tylko wzmocniła się jego pozycja. Wiemy już, że środek pola powinien być zarezerwowany dla Piotra Zielińskiego i Wiktora Nowaka. Lewa flanka w ofensywie jest bezapelacyjnie dla Nicoli Zalewskiego. Zresztą po liczbach minut widać, kto u Urbana ma stanowić siłę „Biało-czerwonych”.
Zgrupowanie reprezentacji Polski trwało dwa tygodnie. 14 dni. Dłużej może być tylko w okresie przygotowawczym do dużego turnieju. Czy aż tak dużo czasu jest odpowiednie na wypracowanie jakichś schematów? Mając na uwadze grę w czterech meczach z rzędu, to dobry czas na wypracowanie sobie gry bez Roberta Lewandowskiego? Wydaje się, że jak najbardziej. A w ostatnim spotkaniu wyszło, że na ten moment mamy problemy w ataku, jeżeli nie ma w nim naszego etatowego snajpera. Mogliśmy na dłuższą metę zobaczyć Mateusza Żukowskiego w grze. W starciu ze Szwedami wypadł dobrze, ale rywale dawali mu bardzo dużą swobodę gry. Bośniacy już grali twardziej i bliżej, więc piłkarz Magdeburga miał swoje problemy. Do tego nie do końca widzieliśmy, żeby skrzydłowi dobrze współpracowali z piłkarzami ofensywnymi w okolicy lub w samym polu karnym.
Nie możemy napisać, że nasza drużyna narodowa nie oddaje strzałów. Owszem, strzelamy sporo. Jednak poza meczem z Rumunią, bardzo często chcieliśmy z bramkarzy rywali robić bohaterów spotkania. Przeanalizujcie sobie sytuacje strzeleckie „Biało-czerwonych” (z wyłączeniem meczu z Rumunami) i sami zobaczcie, ile razy oddano strzał prosto w golkipera rywali lub defensora blokującego strzał. Mieliśmy naprawdę mało dobrze wykreowanych sytuacji z akcji skrzydłowych lub głębokich podań w „szesnastkę” przeciwników. Również kiedyś naszą silną bronią były rzuty rożne, z których potrafiliśmy być naprawdę groźni. Co prawda Jan Bednarek zdobył gola po jednym z rzutów rożnych, ale ile z tych stałych fragmentów gry wykonywaliśmy dobrze? Masę dośrodkowań zbijali przeciwnicy.
Czy Jan Urban pożegna się z pracą?
Na koniec musi paść to pytanie. I wydaje nam się, że jeszcze do tego nie nadejdzie. Choć powyższe akapity naszego artykułu pokazują masę błędów selekcjonera, to cały czas stoją za nim piłkarze. Po meczu z Bośnią i Hercegowiną wypowiedział się Piotr Zieliński, który stanął murem za Janem Urbanem. Z jednej strony to faktycznie wpadamy w karuzelę trenerską, bo od kiedy prezesem PZPN jest Cezary Kulesza, to tych zmian jest zdecydowanie za dużo. Inna sprawa to wydaje nam się, że brakuje realnych kontrkandydatów będących w zasięgu Polskiego Związku. Czy przez to wpadniemy w błędne koło? Czy prezes posłucha głosu z szatni?
Skoro sami zawodnicy stoją za selekcjonerem, to czego my nie wiemy? Teoretycznie powinniśmy widzieć jakieś zalążki lepszej gry kadry narodowej. A widzimy obraz, który cały czas nas ciągnie w dół. Sami stwarzamy sobie coraz więcej problemów. Trudno za to wszystko obwiniać wyłącznie selekcjonera, to prawda. Jednak on też sam swoimi decyzjami się nie obronił. Do tego niektóre decyzje nie pasują do wypowiedzi Jana Urbana. Z całym szacunkiem do jego pracy, ale wydaje nam się, że od kiedy nie ma z nami Jacka Magiery, to cała kadra narodowa poleciała poziomem o półkę niżej. Gdzie się podział ten zespół, który tak pięknie potrafił zagrać w barażu ze Szwedami, choć w nim poległ.
Niezależnie od decyzji prezesa, która powinna jednak zmierzać w stronę dymisji, to wydaje nam się, że Jan Urban może dostać jeszcze pożegnalne okienko w listopadzie. Teoretycznie naszej sytuacji w Lidze Narodów już bardziej nie zepsuje, ale może to być dodatkowy czas dla Cezarego Kuleszy na znalezienie nowej opcji dla „Biało-czerwonych”. Oby w końcu skutecznej, bo nie chcemy więcej widzieć takich okienek, w których gramy fatalnie przez cztery spotkania z rzędu…










