W drugim sobotnim meczu 24. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Lechia Gdańsk uległa u siebie walczącemu o utrzymanie Podbeskidziu Bielsko-Biała 1:2. Bielszczanie zagrali bardzo skutecznie i zasłużenie wywieźli komplet punktów z PGE Areny. Walka o utrzymanie zapowiada się równie emocjonująco co walka o mistrzostwo.

W pierwszej połowie więcej z gry mieli gospodarze. Piłkarze Lechii może nie panowali na boisku całkowicie, ale stworzyli sobie więcej sytuacji do strzelenia gola. Jak zawsze bardzo aktywny był duet Buzała – Wiśniewski. Obaj zawodnicy mogli się wpisać na listę strzelców, ale na drodze stanął im bramkarz Zajac. Słowak najpierw wybronił dobry strzał Buzały, a kilka minut później nie dał się pokonać „Wiśni”, który uderzał zza pola karnego. „Górale” odpowiedzieli sytuacją sam na sam Demjana, ale najlepszy strzelec bielszczan przegrał pojedynek z Buchalikiem.
W Lechii bardzo słabo prezentował się Ricardinho, który jest cieniem samego siebie. Od czasu odejścia z drużyny z Gdańska Abdou Razacka Traore Brazylijczyk nie może się odnaleźć. To on miał być liderem lechistów i decydować o grze defensywnej. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Pokracznie wyglądał też występ Adama Dudy. Młody napastnik gospodarzy zupełnie nie radził sobie z obrońcami Podbeskidzia, którzy bardzo skutecznie utrudniali mu życie. Trzeba jednak oddać rosłemu napastnikowi, że to po faulu na nim Lechia miała rzut wolny tuż sprzed pola karnego. Nic więcej dobrego o 22-letnim piłkarzu nie można napisać.

Goście z kolei grali swoje. Ustawili się szczelnie w defensywie i starali się kontrować. Gdyby Demjan przymierzył trochę celniej, to właśnie oni schodziliby na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem. Stało się jednak inaczej i po pierwszych 45 minutach utrzymywał się bezbramkowy remis.
Dobre granie w drugiej połowie rozpoczęło się dopiero w 77. minucie. Wtedy to właśnie Przemysław Frankowski zdobył kontaktową bramkę. Wcześniej bielszczanie strzelili dwa gole i wydawało się, że ich zwycięstwo jest już przesądzone. Najpierw w tłoku w polu bramkowym po rzucie rożnym piłkę z najmniejszej odległości wpakował do siatki Górkiewicz, a dziesięć minut później strzał Cetkovicia dobił Chmiel. Piłkarze „Bobo” Kaczmarka się jednak nie poddali. Niestety dla kibiców gdańskiej drużyny, premierowa bramka Frankowskiego w lidze była jedynym trafieniem Lechii w tym starciu. Gospodarze ambitnie starali się jeszcze zdobyć wyrównującego gola, ale „Górale” nie dali sobie wydrzeć zwycięstwa.
Brawo Podbeskidzie ! Jeszcze się utrzymają, ja w to
wierzę :)