Jeszcze tydzień temu wydawało się, że w finale zagrają drużyny, które zwyciężyły w pierwszym meczu. Jednakże tegoroczne rewanże to dowód na to, by nigdy się nie poddawać, by walczyć do upadłego i po prostu robić swoje. Z takiego założenia wyszli w tym sezonie m.in. obecni finaliści – Liverpool oraz Tottenham, którzy musieli odrabiać straty. I to niemałe… Liga Mistrzów całkowicie zaskakuje!
Dwie wymienione wyżej drużyny to niejedyne ekipy, które w tym sezonie Ligi Mistrzów odwracały losy dwumeczów. Tegoroczna faza pucharowa to bowiem kwintesencja walki do samego końca. Bardzo trudno wybrać jeden najlepszy rewanż. Strasznie trudno wskazać najlepszy powrót do żywych. Jednak za co zapamiętamy tę edycję? Czy istnieje w futbolu „niemożliwe”? Przypomnijmy najważniejsze comebacki i zwroty akcji tej edycji Ligi Mistrzów.
Młodziutki Ajax, fantastyczne „Czerwone Diabły” i Mr. Champions League
Jeśli chodzi o 1/8 finału, grzechem byłoby nie wspomnieć o dwóch znakomitych dwumeczach. Jeden z nich zakończył się na Estadio Santiago Bernabeu, a drugi na Parc des Princes w Paryżu. Ekipy gości jechały na rewanż z nożem na gardle. Obie ze stratą do odrobienia – Ajax 1:2, a Manchester United 0:2. Jednakże obie potrafiły odwrócić losy dwumeczu.
Jeśli chodzi o amsterdamczyków, wydawało się, że niespodzianki raczej nie sprawią. Real był podburzony niedawną porażką z Barceloną w Pucharze Króla, zresztą w meczu, w którym grali lepiej, ale byli strasznie nieskuteczni. Ponadto „Królewscy” grali u siebie i co najważniejsze – mieli jednobramkową zaliczkę. Ajax by awansować, musiał zdobyć co najmniej dwa gole. I młodziutcy mistrzowie Holandii zrobili to bez problemu już w pierwszej połowie. Ostatecznie rozgromili już byłych triumfatorów Ligi Mistrzów na ich terenie aż 4:1! Doświadczenie uległo młodości!
„Czerwone Diabły” jechały do Paryża z plagą kontuzji i było wiadomo, że awansować będzie im niebywale trudno. Do tego wcześniej na własnym boisku w „Teatrze Marzeń” zagrali zupełnie bez pomysłu i zaangażowania. Wydawało się, jakby przeszli zupełnie obok meczu, co za kadencji wówczas jeszcze „tymczasowego” menedżera – Ole Gunnara Solskjaera, było rzadkością. Jednakże w rewanżu w „Parku Książąt” już od początku grali zdecydowanie lepiej niż w pierwszym spotkaniu. Strzelanie zaczął już w pierwszych minutach meczu Romelu Lukaku i kiedy niedługo później paryżanie wyrównali, reprezentanci Premier League ani myśleli o poddaniu się.











