Grasz w piłkę w trzeciorzędnej lidze na peryferiach futbolowej Europy. Nie masz z tego wymiernych korzyści. Szukasz sposobu na zmiany. Raptem olśnienie, wstawiasz filmik na YouTube, na którym trzy razy przypadkiem uderzasz futbolówkę. Jest odzew, dzwonią z polskiej ekstraklasy, oferują niebotyczny jak dla ciebie kontrakt.
Oryginały czy podróbki
Wiele sarkazmu na wstępie, ale czy tak odległego od prawdy? Polskie boiska od lat stały się przytułkiem dla wszelakiej maści piłkarskich odpadów z lig, powiedzmy sobie szczerze, lekko śmiesznych. Mekką dla zawodników, których umiejętności piłkarskie nadawałyby się do programu „Futbolowe jaja”. Taki stan rzeczy doprowadza do tego, że wizyta na meczu Lotto Ekstraklasy przeciętnemu Kowalskiemu kojarzy się z wizytą w kabarecie. Słusznie zresztą.
Kiedy w Europie rozpoczyna się okienko transferowe, w Polsce wtedy jest odpust, na którym włodarze klubów kupują drogie w utrzymaniu, ładnie opakowane towary, sprowadzane z zagranicy przez znajomych handlarzy (skauci, dyrektorzy sportowi) przez co – zamiast stawiać na rozwój surowca piłkarskiego i szlifować rodzime diamenty – wrzucamy na ich miejsce kogoś, kto świeci jak złoto, wygląda jak najlepszy jakościowo kruszec, a tymczasem gdy później przestanie nam się już podobać, idziemy do jubilera (żeby ten ocenił wartość), na co ten mówi: „Ładny okaz, bardzo piękny, a mógłbym zobaczyć oryginał?”. Niestety, oryginały biegają po boiskach Paryża, Madrytu, Manchesteru, ba nawet Gentu. Nam pozostają marnej jakości podróbki, tandeta, i to jeszcze w porażającej ilości.
Płaca a umiejętności
Spójrzmy więc na liczby. W tej chwili w Lotto Ekstraklasie mamy 161 obcokrajowców. W poszczególnych klubach wygląda to tak:
Liczba obcokrajowców w klubach Lotto Ekstraklasy 2018/2019:
17 – Cracovia Kraków
17 – Legia Warszawa
13 – Lech Poznań
13 – Korona Kielce
12 – Zagłębie Sosnowiec
11 – Jagiellonia Białystok
11 – Miedź Legnica
11 – Piast Gliwice
10 – Arka Gdynia
9 – Lechia Gdańsk
8 – Pogoń Szczecin
8 – Wisła Kraków
7 – Śląsk Wrocław
6 – Wisła Płock
5 – Zagłębie Lubin
3 – Górnik Zabrze
Zasadnicze pytanie, które ciśnie się na usta: Czy liczby te przechodzą w jakość piłkarską? Nie, absolutnie nie. Widać to podczas każdej ligowej kolejki czy to na murawie, czy na trybunach. Na trybunach, które pustoszeją. Kibic przestaje się identyfikować ze swoim od lat ukochanym klubem, widząc snujących się po boisku pożal się Boże gwiazdorów, którzy przyjechali tu, bo w Polsce płacą. I to jak.
Ostatnio usłyszałem z ust osoby dosyć blisko związanej z jednym z klubów Lotto Ekstraklasy, że minimalna kwota, jaką gracze z zagranicy chcą widzieć na kontrakcie, to 15 tysięcy euro miesięcznie netto. Kwota powalająca jak na nasze warunki. Wypłacana za wątpliwej jakości pracę. Lekko, łatwo i przyjemnie. I tutaj od razu nasuwa się odpowiedź na pytanie: Komu kontrakt, komu? Każdemu, aby tylko nazwisko kończyło się na -ić lub -ovas.











