31. kolejka rozpoczęła się w Gdyni, gdzie po sześciu dniach znów doszło do derbów Trójmiasta. Lechia po raz trzeci pokonała Arkę po golach Vitorii i Paixao. Bramkę dla gospodarzy z rzutu karnego zdobył Szwoch. W drugim dzisiejszym meczu Lech nieoczekiwanie przegrał z Koroną na własnym terenie. Dla poznaniaków piątek trzynastego okazał się pechowy.
Spotkanie w Poznaniu otwierało rywalizację w grupie mistrzowskiej. Lider Lotto Ekstraklasy Lech Poznań podejmował przy ulicy Bułgarskiej Koronę Kielce. Przed spotkaniem trener „Kolejorza” Nenad Bjelica zapewniał, że to poznaniacy są faworytem walki o tytuł. Trzeba to było jeszcze udowodnić na boisku.
Pudło Jevticia i szybka odpowiedź Korony
Mecz rozpoczął się dość spokojnie. Żadna z drużyn nie forsowała tempa, ale też i nie odpuszczała. W ciągu pierwszych piętnastu minut zarówno Lech, jak i Korona atakowały bramkę rywali, jednak nie potrafiły zdominować przeciwnika. Mimo defensywnego ustawienia Korony z pięcioma obrońcami goście nie dali się zepchnąć do obrony przez piłkarzy Lecha. Podopieczni Gino Lettierego starali się założyć wysoki pressing i grać z kontry. W 31. minucie po rzucie wolnym we własnym polu karnym faulował Diaw. Sędzia wskazał na wapno. Do piłki podszedł Jevtić , ale nie zdobył bramki. Fenomenalną interwencją popisał się Zlatan Alomerović.
https://twitter.com/HubertMichno/status/984870878650556416
Stare piłkarskie przysłowie mówi, że niewykorzystane sytuację się mszczą. Na własnej skórze odczuli to lechici. Parę minut po niewykorzystanym rzucie karnym gola dla Korony cudownym strzałem zza pola karnego popisał się Sanel Kapidzic. Piłka jeszcze otarła się o nogę któregoś z obrońców gospodarzy.
https://twitter.com/m_kuznia/status/984877399459483650
Po stracie gola Lech przycisnął. Momentami udawało się nawet zamknąć Koronę na jej połowie, jednak poznaniacy nie potrafili stworzyć sobie dogodnej sytuacji na pokonanie bramkarza gości. Kielczanie zamurowali dostęp do własnej bramki i nastawili się na grę długimi podaniami w kierunku wysuniętych napastników. Do szatni piłkarze Lecha schodzili z niezadowalających ich wynikiem 0:1.
Lech walił głową w mur
Lech na drugą połowę wyszedł podrażniony i nacierał na bramkę Korony. Głęboko cofnięta defensywa gości uniemożliwiała zdobycie bramki przez gospodarzy. Lechowi nie sprzyjało też szczęście, w sytuacji sam na sam przestrzelił Chobłenko po świetnej wrzutce Klupsia.
Korona wciąż atakowała bramkę Lecha po grze z kontry, starając się utrzymywać piłkę z dala od własnego pola karnego. Lech próbował stworzyć sobie sytuację na strzelenie gola po ataku pozycyjnym, ale przeważnie tracił piłkę przed polem karnym gości. W końcu udało się oddać groźny strzał w kierunku bramki Korony. Po dośrodkowaniu Jevitcia z wolnego bliski pokonania golkipera gości był Trałka, ale fantastyczną paradą popisał się świetnie dziś dysponowany Alomerović.
Doskonale dziś zorganizowana defensywa Korony (nie licząc sytuacji, po której podyktowany został rzut karny) nieoczekiwanie zatrzymała rozpędzonego Lecha. Gospodarze atakowali do samego końca, starając się doprowadzić do wyrównania. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 0:1, ale emocji nie brakowało. Porażka poznaniaków oznacza, że jeszcze w ten weekend mogą pożegnać się z fotelem lidera. Korona w tym momencie wskakuje na piąte miejsce w tabeli.












