Najmłodsi kibice tego już pewnie nie pamiętają, ale jeszcze nie tak dawno był taki czas, gdy cała Polska elektryzowała się pewnym szczególnym pojedynkiem, kluczowym dla walki o mistrzostwo kraju. Mniej więcej w tym samym czasie spotkania na antenie Canal+ komentował jeszcze Jacek Laskowski, a na Polsacie leciało więcej teleturniejów niż seriali paradokumentalnych. Największym rywalem Legii Warszawa nie był zaś Lech Poznań, lecz właśnie Wisła Kraków. Dziś można w to wierzyć lub nie, ale fakty są takie, że w pierwszej dekadzie XXI wieku to właśnie te starcia szumnie i w pełni zasłużenie określano mianem derbów Polski. Z okazji dzisiejszego szlagieru przy R22 postanowiliśmy sentymentalnie powrócić do najciekawszych spotkań z tamtego okresu. Wzięliśmy pod uwagę tylko mecze na stadionie w Krakowie. Za każdą łzę w oku wiślackich kibiców serdecznie przepraszamy.
Wisła Kraków – Legia Warszawa 2:1
Sezon 2002/2003
Wielki sezon Wisły Kraków, która w europejskich pucharach dostarczyła nam jednej z najbardziej pasjonujących przygód w XXI wieku. Kto jednak dobrze pamięta, że sukcesy w Europie drużyna Henryka Kasperczaka przypłaciła dużymi trudnościami w walce o mistrzostwo kraju. I choć ostatecznie legendarny zespół zwyciężył w tamtym sezonie, triumf ten poprzedziło wiele wymagających spotkań.
Spotkanie z Legią nie miało może szczególnie dużego wpływu na ówczesną sytuację w tabeli. Z drugiej strony, to właśnie zwycięstwami w takich pojedynkach buduje się pewność zespołu. Do Krakowa przyjeżdżał przecież aktualny mistrz Polski. Zespół, który rok wcześniej sprzątnął ekipie z Krakowa tytuł na ostatniej prostej. Z tej perspektywy wygrana nad odwiecznym rywalem musiała stanowić poważny impuls.
Dla wiślaków mecz zaczął się jednak bardzo źle, ponieważ już po kilku minutach rywali na prowadzenie wyprowadził Stanko Svitlica. Gospodarze ruszyli jednak do odrabiania strat ostatecznie wyszarpując końcowe zwycięstwo po kapitalnym spotkaniu z obu stron.
Wisła Kraków – Legia Warszawa 1:0
Sezon 2003/2004
Przed spotkanie 19. kolejki oba zespoły dzieliły dwa punkty. Wisła miała już za sobą zwycięstwo po dramatycznych okolicznościach z innym pretendentem do tytułu, Amiką Wronki. Nikt nie miał jednak wątpliwości, że Legia stanowi poważne zagrożenie dla drużyny Henryka Kasperczaka. A Wisła nie mogła sobie pozwolić na porażkę w lidze, skoro zimą tego roku sprowadzono do klubu chociażby Radosława Majdana, czy Tomasz Kłosa, a nawet Nikolę Mijailovicia.
Kluczowa dla losów spotkania okazała się 45. minuta, gdy Tomasz Frankowski wykorzystał w sprytny sposób dośrodkowanie Macieja Żurawskiego. „Łowca bramek” raz jeszcze pokazał, że w kategorii lisów pola karnego nie miał absolutnie sobie równych. Może i faktycznie obaj panowie za sobą nie przepadali, lecz na boisku nie było tego kompletnie widać.











