W meczu kończącym 24. kolejkę ekstraklasy Jagiellonia Białystok na własnym boisku podejmie Lecha Poznań. W obliczu sobotniego remisu Legii poznaniacy mogą odrobić do „Wojskowych” dwa punkty. Nie będzie to jednak łatwe, ponieważ białostoczanie nie przegrali już od pięciu spotkań i zamierzają tą serię przedłużyć. Zapowiada się bardzo ciekawe starcie.
Lech Poznań notuje fantastyczną serię meczów bez porażki. W ostatnich sześciu spotkaniach podopieczni trenera Rumaka wygrali pięć razy, a raz zremisowali. Jeszcze bardziej imponująca jest seria dziewięciu zwycięstw w meczach wyjazdowych. Już tylko lechici są w stanie przegonić Legię w wyścigu o mistrzowską koronę.

− Jeśli my i Legia wygramy wszystkie mecze do końca sezonu, to będzie to też efektem słabości tej ligi. Okazałoby się, że rozgrywki zostały zdominowane przez dwa zespoły. A przecież w Polsce są jeszcze inne drużyny z potencjałem, które powinny punktować, również w meczu z nami – stwierdził Mariusz Rumak.
Trener poznańskiej jest zadowolony z postawy swoich piłkarzy. − Zespół jest niezwykle umotywowany, głównie przez pracę, jaką wykonuje na treningu. Ja już niewiele mówię na zajęciach. Koncentrujemy się przede wszystkim na sposobie naszego funkcjonowania na boisku. Wyciągamy wnioski z ostatniego spotkania i staramy się pewne elementy poprawić. Nie popadamy w euforię po zwycięstwach, tak jak nie popadaliśmy w marazm po porażkach.
Rumak docenia również ostatnie dokonania swojego najbliższego rywala. − Jagiellonia przegrała mniej meczów niż Lech Poznań, ma tylko cztery porażki na koncie. To zespół bardzo szybko grający, w defensywie broni blisko siebie, ma swój styl.
W poniedziałkowym spotkaniu w drużynie Lecha na pewno nie zagrają Łukasz Trałka i Karol Linetty. Pierwszy zgromadził za dużo kartek, a drugi zmaga się jeszcze z kontuzją. Nie wiadomo też, czy zagrać będzie mógł Luiz Henriquez, który ostatnio przebywał w ojczystej Panamie. Opiekun wicelidera ekstraklasy będzie mógł natomiast skorzystać z usług Hamalainena, który w ostatnim meczu doznał niegroźnej kontuzji.

Jagiellonia Białystok to drużyna, która ma najwięcej remisów w lidze – 12. Piłkarze z Podlasia nie przegrali już od pięciu spotkań, w których trzykrotnie zgarnęli komplet punktów. To wszystko sprawia, że zespół prowadzony przez Tomasza Hajtę ma ciągle szansę na europejskie puchary.
− Szóste miejsce to jest nasz cel minimum, a jeżeli wywalczymy coś więcej, to będzie wielka radość. Faktycznie nie jest daleko do miejsc pucharowych, ale głośno nie chciałbym teraz o tym mówić. Zobaczymy, jak będzie na koniec sezonu, nadzieja jest zawsze – powiedział Dawid Plizga, gracz, który decyduje o grze ofensywnej podlaskiej ekipy.
Filigranowy skrzydłowy „Jagi” nie obawia się starcia z Lechem Poznań. − Na pewno, ale trudne mecze graliśmy już i na Legii, i na Lechu, i we Wrocławiu. Skazywano nas na porażki, a dawaliśmy przecież radę. Wydaje mi się, że teraz, kiedy ustabilizowaliśmy już formę, znów możemy wygrywać z najlepszymi.
Trener Hajto ma bardzo dobrą sytuację kadrową. Nikt nie jest zawieszony za kratki, a kontuzjowani są tylko Niko Dzalamidze i Tomasz Porębski. Ci dwaj piłkarze leczą się już od dłuższego czasu.
W rundzie jesiennej pojedynek Lecha i „Jagi” zakończył się zwycięstwem białostoczan 2:0. Bramki dla Jagiellonii strzelali wtedy Pazdan i Alexis. Poniedziałkowy mecz rozpocznie się o godzinie 18:30, a sędziować go będzie Paweł Gil z Lublina.
Czyli już wszyscy zapomnieli o Arboledzie...