Czwarta (a tak naprawdę trzecia) kolejka hiszpańskiej Primera Division zostanie zainaugurowana już dzisiaj o godzinie osiemnastej, kiedy to na boiska wybiegną zaliczane do czołówki zespoły Villarrealu, Valencii i Malagi. Cała wymieniona trójka, a także murowani faworyci ligi, Real i „Barca”, zagrają w tej kolejce z niezbyt wymagającymi rywalami.
Real Sporting Gijon – Valencia CF
Znajdujący się niemal na samym dnie tabeli zawodnicy Manolo Preciado podejmą mistrza reszty Hiszpanii, jak nieraz nazywana jest Valencia.
Zawodnicy występujący na co dzień na El Molinon jeszcze nie wstrzelili się w rozgrywki. W pierwszym spotkaniu ulegli u siebie Realowi Sociedad, natomiast w zeszłym tygodniu nie potrafili się przeciwstawić słabiutkiej Osasunie. Co gorsze dla fanów czerwono-białych ich drużyna zdobywała w tych meczach gole honorowe w końcówkach, kiedy rywale byli już pewni wyniku. W ekipie z Gijon po odejściu Diego Castro ewidentnie brakuje jakości i jeżeli któryś z zawodników nagle nie zabłyśnie, Sporting może mieć duże problemy z utrzymaniem.

Jeszcze większe będzie miał z pokonaniem Valencii, która po dwóch meczach usadowiła się w ścisłej czołówce z kompletem punktów, a Roberto Soldado próbuje uczynić to samo w klasyfikacji najlepszych strzelców, gdzie za głównego rywala ma jak na razie Cristiano Ronaldo. Zespół z Walencji w premierowej kolejce rozegrał iście hokejowy mecz z Racingiem, przed tygodniem zaś pokonał bez większych problemów solidnie wzmocnione Atletico. Mimo odejścia Juana Maty „Los Ches” nie zamierzają rezygnować z miana trzeciej siły ligi i trudno przewidywać w sobotę inny wynik niż pewne zwycięstwo podopiecznych Unaia Emeryego.
RCD Mallorca – Malaga CF
Pojedynek ekip, które jeszcze rok temu plasowały się na niemal identycznym pułapie, natomiast na chwilę obecną znajdują się na dokładnie przeciwległych biegunach. Biorąc pod uwagę przede wszystkim ambicje i finanse.
Gospodarze są biedni jak myszy kościelne i już w poprzednich rozgrywkach mieli spory problem z uniknięciem degradacji. Teraz teoretycznie powinno być jeszcze gorzej, bo z ofensywnego tria De Guzman – Webo – Nsue, które stanowiło o sile wyspiarzy w zeszłym sezonie, pozostał tylko ten ostatni . I trudno oprzeć się wrażeniu, że bez wartościowych partnerów czeka go w Mallorce marnacja. Jeśli w najbliższym meczu na wyżyny umiejętności nie wzniesie się para stoperów Ramis – Nunes oraz stojący między słupkami Izraelczyk Aouate, nie należy się spodziewać, że gospodarze dadzą radę dotrzymać kroku ekipie z Malagi.
Tym bardziej że w minionej kolejce wzmocnieni za arabskie pieniądze Andaluzyjczycy pokazali, jaki los czeka mierzących się z nimi słabeuszy. Granada, która przyjechała na La Rosaleda na miękkich nogach, odjechała z obolałymi pośladkami, bagażem czterech bramek i ulgą, że nie był on bardziej pokaźny. Debiutantów wypunktował stary wyjadacz Joaquin oraz jeden z bardziej błyskotliwych piłkarzy biegających po hiszpańskich boiskach, Santi Cazorla. W starciu z tym duetem oraz wspomagającymi ich kolegami zespoły pokroju Mallorki nie mają większych szans, nawet u siebie.














