Do przerwy Real Madryt nie był w stanie poważnie zagrozić bramce „Żółtej Łodzi Podwodnej”. Podopieczni Miguela Lotiny z kolei jakby zapomnieli, że zajmują siedemnastą pozycję w lidze – prezentują się zdecydowanie lepiej od gości i byli bliżej objęcia prowadzenia. W drugiej połowie obydwa zespoły zdobyły po jednym golu i w efekcie Real stracił kolejne punkty przewagi nad Barceloną.
Zawody lepiej rozpoczęli przyjezdni, którzy już w pierwszych sekundach przedarli się pod pole karne Lopeza – zza „szesnastki” niecelnie uderzał Ronaldo. Chwilę później za swoją pierwszą interwencję (kopniak w korpus Marcosa Senny) żółtą kartką został ukarany Lass. Villarreal nie zamierzał poddać się dyktatowi lidera – Nilmar bez trudu ograł Ramosa w polu karnym, ale ostatecznie nie zdołał skutecznie odegrać partnerom. „Los Merengues” mieli zaskakująco często problemy z rozegraniem i przyjmowaniem piłki. Nie przeszkodziło to jednak Xabiemu świetnie dośrodkować z rzutu wolnego, a uderzenie głową Pepego zostało w ostatniej chwili wybite przez Zapatę. Chwilę później gospodarze powinni wyrównać – przed Casillasem znalazł się tylko Marco Ruben i piłka, ale ta, zamiast wpaść do siatki, wolała objęcia golkipera.

W kolejnych akcjach Villarreal bez problemu przedzierał się przez niesamowicie niepewną obronę Realu, graczom Lotiny brakowało jednak dokładności w wykończeniu. Goście natomiast największe zagrożenie stwarzali po stałych fragmentach – groźny strzał głową Ramosa. Jeszcze groźniej było w kolejnych minutach pod bramką Casillasa – najpierw Cani minimalnie przestrzelił z dystansu, a chwilę później Nilmar po raz kolejny w tym meczu ośmieszył Ramosa, ale strzelił wprost w bramkarza rywali. Chwilę później po kolejnej akcji prawą stroną boiska piłkę jak na tacy otrzymał Senna, ale jego potężne uderzenie minimalnie minęło bramkę Realu. Jose Mourinho, widząc, co się święci, zastąpił zagrożonego drugą żółtą kartką Lassa Jose Callejonem. W dwóch pierwszych kwadransach Villarreal był zdecydowanie groźniejszy od gości.
W 31. minucie gospodarzom należał się rzut karny – Arbeloa przytrzymywał za koszulkę Nilmara, uniemożliwiając mu oddanie strzału. Po chwili Real ponownie zagroził po rzucie wolnym – i znów piłkę niegroźnie uderzał Pepe. Im bliżej końca pierwszej części spotkania, tym mniej klarownych sytuacji stwarzał Villarreal. Gospodarze wciąż jednak przeważali, łatwo kasowali akcje „Los Merengues” już w zalążku i długo rozgrywali piłkę. Real, gdy już ją odzyskał, grał długie piłki, ale niekoniecznie trafiały one do adresatów. W przedostatniej minucie kolejny raz fatalną decyzję podjął Paradas Romero, pokazując żółtą kartkę Pepemu za symulowanie faulu po starciu z Musacchio. Problem w tym, że Brazylijczyk naprawdę ucierpiał (albo czym prędzej przegryzł sobie wargę, aby być bardziej wiarygodnym).











