Polacy narzekanie mają w genach. To chyba jedna z najbardziej polskich cech. Zresztą nie ma się co dziwić, bo zawsze lubiliśmy narzekać. Mamy w zwyczaju narzekać na pogodę, pracę, sąsiadów, a także polską ekstraklasę. I OK, poziom naszej rodzimej ligi jest, jaki jest. Jednakże są takie chwile, kiedy o narzekaniu nie powinno być mowy…
I jedną z takich chwil był weekend z naszymi rozgrywkami po przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa. I w piątek, i w sobotę, i w niedzielę można było spokojnie usiąść w fotelu, włączyć telewizor i delektować się przynajmniej jednym ciekawym spotkaniem PKO BP Ekstraklasy. W żadnym meczu 27. kolejki nie padł bezbramkowy remis. W żadnym meczu nie mieliśmy czegoś, co nie zaciekawiłoby choćby neutralnego widza. Jeśli po długiej przerwie laicy oglądali naszą ekstraklasę, to z pewnością się nie zawiedli.
Różne interpretacje
Już w pierwszym dniu powrotu PKO BP Ekstraklasy byliśmy świadkami pięciu bramek. Najpierw obejrzeliśmy ciekawe starcie we Wrocławiu, które choć w pierwszej połowie toczyło się miarę wolnym tempem, to w drugiej nudzić się nie mogliśmy. A z pewnością nudzić się nie mogliśmy w końcówce, w której to ostatnio działo się naprawdę wiele dobrego. I w pierwszym, i w ostatnim meczu 27. kolejki rozstrzygnięcie padło w ostatnich minutach spotkania. Podobnie zresztą w przedostatnim starciu. Zresztą w hicie kolejki również takowa sytuacja miała miejsce. Oczywiście za sprawą pudła Tymoteusza Puchacza w ostatniej akcji ligowego klasyku…
Co to oznacza? Ano różnie można to interpretować. Oczywiście gra do końca jest bardzo ważnym elementem dzisiejszego futbolu. Tak naprawdę przed końcowym gwizdkiem sędziego jeszcze nic nie jest pewne. A doskonale pamiętamy starcia ekstraklasy sprzed kilku lat, kiedy to dość często można było odnieść wrażenie, jakoby drużyny strzelające pierwszego gola w meczu, i to w drugiej połowie, już nie musiały się martwić o końcowy rezultat. Dzisiaj to nieco uległo zmianie. Najlepszym potwierdzeniem są choćby comebacki, w tym „podwójny” comeback Lechii Gdańsk i „pojedynczy” Korony Kielce.
Poza tym w 27. kolejce byliśmy świadkami tak zwanego efektu nowej miotły. I pewnie wielu śmie twierdzić, iż jest to wyłącznie znak na niezbyt wysoki poziom naszej ekstraklasy. Ale czy na pewno? Tutaj oczywiście każdy będzie miał swoje zdanie. Co nie zmienia faktu, że takich trenerów jak Maciej Bartoszek czy też Ireneusz Mamrot nasza rodzima liga z pewnością potrzebuje.











