Chelsea w dziewiątym meczu pod wodzą Grahama Pottera pokonała na wyjeździe 2:1 RB Salzburg. Zatem po przedostatniej kolejce „The Blues” w końcu zagwarantowali sobie udział wiosną w Lidze Mistrzów. Jednak sytuacja pozostałych ekip w grupie E pozostaje niejasna i tylko Chelsea ma gwarancję czegokolwiek. Salbzburg, Dinamo i Milan mogą zakończyć zmagania zarówno na drugim, jak i na ostatnim miejscu.
W 5. kolejce Ligi Mistrzów Chelsea pokonała w meczu wyjazdowym ekipę z Salzburga. Zwycięstwo z mistrzem Austrii dało przybyszom z niebieskiej części Londynu gwarancję udziału w 1/8 finału tych rozgrywek w przyszłym roku. Drużyna byłego opiekuna Brighton jednak nie zachwyca, a mecz wygrała dzięki indywidualnemu błyskowi.
Posiadanie i co dalej?
Właśnie takie pytanie mogą sobie zadawać fani „The Blues”. Drużyna Grahama Pottera bardzo skrupulatnie opiekowała się futbolówką, co przełożyło się na ponad 600 podań oraz 71% posiadania piłki. Tylko właśnie – co dalej? Bo gdy londyńczycy już pod bramkę podchodzili, mieli problemy z wykreowaniem sobie czystej okazji strzeleckiej. Często przy strzałach bronił też golkiper drużyny z Austrii, który zaliczył bardzo dobry występ. Chelsea nie wykreowała sobie jednak prawie żadnych „setek”.
Oczywiście, gra Chelsea może się podobać, zwłaszcza gdy piłkarze zaczynają grać szybko, na jeden kontakt, z piętki itp. Wtedy naprawdę patrząc się w ekran, chce się powiedzieć „wow”. Co warto zauważyć – takie zagrania pojawiły się częściej wraz z przejęciem sterów w klubie przez Grahama Pottera. Jednak trzeba też zwrócić uwagę na fakt, iż Chelsea przeważająca nad rywalem powinna zamknąć mecz wcześniej.
Bo to też nie jest tak, jak wygląda. Gdyby ktoś teraz włączył sobie statystyki, zobaczyłby, że Salzburg oddał więcej uderzeń od drużyny gości. Z tym dyskutować nie będziemy, ale były to strzały oddawane głównie w końcówce meczu, gdy Chelsea cofnęła się i pozwoliła przeciwnikom na więcej. Tutaj ponownie należy zganić drużynę z Londynu, bo nie powinna ona, prowadząc jedną bramką, dawać takiej swobody rywalom. Przecież pod koniec meczu Salzburg, dzięki cofnięciu się oponentów, miał okazję do wyrównania. Raz Kepę musiał wyręczać Thiago Silva, zapobiegając stracie bramki.
Potter zaczął umiarkowanie dobrze
Z takim stwierdzeniem dzisiaj nikt raczej dyskutować nie będzie. W końcu na dziewięć spotkań Anglik poprowadził drużynę do zwycięstwa w sześciu, a trzy skończyły się remisem. Chelsea jednak najlepiej prezentowała się w meczach numer trzy, cztery i pięć. Czyli dwa mecze z Milanem plus spotkanie z Wolves. Drużyna dominowała nad rywalami, wygrywała pewnie, strzelała wiele bramek i żadnej nie straciła.











