Niespodzianką zakończyła się wizyta łódzkiego Widzewa na stadionie przy ulicy Konwiktorskiej w Warszawie. Niezdobyta jeszcze w tym sezonie twierdza Polonii Warszawa legła w gruzach, i to zasłużenie. Do tego triumfu przyczynił się między innymi obrońca gości, Łukasz Broź.
Zaskakująco strzelona bramka ustawiła Wam mecz?
Trudno powiedzieć, czy ustawiła. Na pewno grało się lepiej, bo wiedzieliśmy, że Polonia musi atakować. My mogliśmy się nastawić na kontry. Było widać, że wyprowadziliśmy kilka fajnych, które mogliśmy lepiej wykorzystać. Byliśmy w stanie wygrać wyżej. Na szczęście w ogóle wygraliśmy.
Mecz z Polonią rozpoczęliście pewni siebie. Jakie było nastawienie przed nim w szatni?

Wiadomo, że przegraliśmy ostatni mecz u siebie z Podbeskidziem. Wiedzieliśmy, że musimy zdobywać punkty, a na wyjazdach przynajmniej remisować. Każdy piłkarz jest zmotywowany i chce wygrywać, jaki mecz by to nie był. Czy byśmy grali o mistrzostwo, utrzymanie, czy też utrzymanie mielibyśmy zapewnione, to chcemy grać, wygrywać dla siebie i dla własnej promocji. Dlatego też nie trzeba było nas za bardzo motywować, widać to było na boisku.
Skąd jednak się wzięła ta nerwówka w końcówce?
Wynik był korzystny, końcówka meczu i chcieliśmy to dowieźć. Nie takie drużyny jak Widzew Łódź mają problemy z utrzymaniem wyniku i presją. Na to można zrzucić winę.
Nowy zawodnik w Waszym zespole i strzelec pierwszego gola wniósł wiele świeżości i jakości.
Robił to, co do niego należało, czyli przytrzymywał piłkę, walczył o nią, wygrywał główki. Na pewno jest pożytecznym graczem i dodał nam jakości.
Tydzień temu porażka z Podbeskidziem, dziś wygrana z pretendentem do tytułu. Na co stać Widzew?
Widzew, jak widać, jest nieobliczalny. Z teoretycznie słabszymi przeciwnikami gorzej nam się gra niż z tymi lepszymi. Tak samo było jesienią. Sądzę, że na pewno możemy patrzeć na górną część tabeli. Tak trzeba robić, by nie znaleźć się w tej dolnej.