Betis Sewilla na dobre stracił imponującą formę z początku sezonu. W niedzielnym spotkaniu podopieczni Pepe Mela przegrali u siebie z Rayo Vallecano 0:2. Bramki dla gości zdobyli Lass oraz Koke.
Pierwsza akcja meczu należała do gości: prawym skrzydłem pomknął Piti, po czym dośrodkował w pole karne do Tamudo, ale ten w ostatniej chwili został uprzedzony przez stoperów. Kolejne minuty również potwierdzały, ku uciesze kibiców, że Rayo nie przyjechało na Benito Villamarin tylko po to, żeby się bronić. Mało tego, inicjatywa należała właśnie do podopiecznych Sandovala, którzy przez większą część pierwszego kwadransa gry przebywali na połowie „Los Verdiblancos” i rozgrywali piłkę pod polem karnym Casto. W 14. minucie świetną akcją błysnął Ruben Castro, który przerzucił sobie piłkę nad Figuerasem i Casado, po czym stanął oko w oko z zastępującym Gimeneza Cobeno. Golkiper gości, z pomocą obrońców, z trudem wybił piłkę na rzut rożny po strzale zawodnika gospodarzy.

Od tego momentu mecz się wyrównał. Rayo wciąż stwarzało sobie sytuację, wynik mógł otworzyć w 18. minucie Raul Tamudo, ale gdy już składał się do strzału, piłkę spod nóg wybił mu Amaya. Później na przestrzeni kilkudziesięciu sekund groźnie z narożnika pola karnego strzelał Michu, a po rzucie rożnym Arribas. W międzyczasie dwie świetne akcje przeprowadził Betis: najpierw Iriney fantastycznie zastawił się w środku pola i podaniem piętą zainicjował kontratak, ale ostatecznie piłka wyszła na rzut rożny. Podobnie było po świetnym dryblingu Jeffersona Montero, który po ograniu kilku rywali strzelał z ostrego kąta na bramkę. W ostatnich minutach drugiego kwadransa tempo meczu nieco siadło, a piłkarze obydwu drużyn próbowali się przedzierać w pole karne rywali za pomocą długich podań.
Tendencja ta utrzymała się również później, przy czym Rayo, zamiast zdecydowanie zaatakować, skupiało się na utrzymaniu przy piłce, Betis natomiast myślał o tym, żeby jak najprostszymi metodami przedostać się pod pole karne. Udało się to 37. mincuie, kiedy to ponownie Figuerasa ośmieszył Castro (zakładając mu siatkę), ale zamiast spokojnie pokonać Cobeno, strzelił potężnie i nad bramką. W kolejnych minutach drużyny ponownie wymieniały ciosy, znów robiło się gorąco w polu karnym Betisu za sprawą Tamudo, a w przeciwległej „szesnastce” znów zamęt siał Montero. Wspomniane akcje nie przyniosły jednak wymiernego efektu w postaci bramek.
Początek drugiej połowy należał do Betisu, najpierw okazję na bramkę miał Jorge Molina, później dwukrotnie na bramkę Cobeno mocno strzelał Sevilla. Za pierwszym razem bramkarz Rayo sparował piłkę, za drugim natomiast uderzenie minęło bramkę. Goście odpowiedzieli akcją aktywnego przez cały mecz Lassa, który zapoczątkował akcję, po której strzelał Michu. Casto jednak nie dał się pokonać. Później zaatakował Betis, ponownie motorem napędowym ich akcji okazał się Montero, który mimo pieczołowitego krycia ze strony Labaki zdołał dośrodkować w pole karne. Tam dwukrotnie próbowali strzelać Castro i Molina, ale wobec znacznej liczby graczy Rayo w polu karnym nie byli oni w stanie skutecznie wykończyć akcji.










