Levante pokonało przed własną publicznością Atletico Madryt 2:0. Wynik został ustalony jeszcze w pierwszej połowie. Gospodarze prowadzili po dwóch minutach, dzięki golowi Valdo. W 10. minucie drugą bramkę zdobył Kone.
Już w 2. minucie starcia na Ciutat de Valencia mieliśmy potwierdzenie przedmeczowych zapowiedzi, wedle których można było wnioskować, iż goście nie przyjadą do Walencji w najlepszej dyspozycji. Gospodarze po zaledwie 120 sekundach objęli prowadzenie za sprawą Valdo, który wykorzystał dośrodkowanie Barkero z lewej strony boiska. Atletico bez Falcao w składzie kompletnie nie wiedziało, jak zagrozić bramce Munuy. Jakby tego było mało, w 10. minucie straciło drugiego gola. Do dośrodkowanej z rzutu wolnego przez Barkero piłki najwyżej wyskoczył Kone i pokonał bezradnego Courtois. Nawet druga stracona bramka nie była w stanie na tyle rozbudzić „los Colchoneros”, by ci zaczęli odważniej poczynać sobie w ataku. Dwukrotnie na bramkę walenckiej drużyny uderzał co prawda Adrian, swoich sił próbował także Gabi, ale żaden z tych strzałów nie mógł zaskoczyć golkipera Levante.
Zadowolone dwubramkowym prowadzeniem Levante oddało pola rywalowi, który miażdżył miejscowych, jeśli chodzi o posiadanie piłki. W dalszym ciągu nic z tego niestety nie wynikało i Munua pozostawał bezrobotny. Madrytczycy mogli się za to kilka razy naciąć na kontry Levante. Najlepsza z nich nastąpiła w 29. minucie spotkania. Prawą stroną świetnie popędził Valdo i wystawił piłkę jak na tacy Barkero, ten niestety w oddanie strzału włożył zbyt dużo siły, przez co piłka poleciała daleko obok bramki. Dwie minuty później „Żaby” miały kolejną dobrą sytuację, ale uderzenie Valdo po wrzutce z rzutu rożnego zablokował Diego Godin. Miejscowi niesieni głośnym dopingiem kibiców i gromkim „ole” powrócili do gry z początku pierwszej części spotkania i tym razem to oni zamknęli rywala na jego połowie, bez problemu utrzymując się przy piłce. Bardzo dobrze dysponowani Valdo i Kone co chwila pokazywali się do gry partnerom z drużyny, całkowicie zaskakując linię defensywną „los Colchoneros”. W końcówce pierwszej połowy gubić zaczęła się jednak defensywa podopiecznych Juana Ignacio Martineza. Madrytczycy coraz częściej gościli w „szesnastce” przeciwnika, jednak ciągle nie potrafili stworzyć sobie dogodnej sytuacji do zdobycia bramki. Sporo pracy miał arbiter, który musiał temperować zapędy zawodników obydwu drużyn, którzy zamiast na grze skupiali się przede wszystkim na wymuszaniu na nim decyzji. Efekt był taki, że żaden z zespołów w pierwszej połowie nie był już w stanie sobie zagrozić.
Na drugą połowę Atletico wyszło dużo bardziej zdeterminowane. W 51. minucie w znakomitej sytuacji znalazł się Salvio, jednak gospodarzy od utraty gola ustrzegł Munua. Golkiper Levante na wysokości zadania stanął również dwie minuty później, kiedy to na rzut rożny wybił groźne uderzenie sprzed „szesnastki” w wykonaniu Ardy Turana. Po szturmie na bramkę gospodarzy, który trwał niecały kwadrans, spotkanie się wyrównało. Levante zaczęło dochodzić do głosu, czego potwierdzeniem były dwa groźne strzały – najpierw Valdo, później Iborry, z którymi poradził sobie jednak Courtois. Ofensywny zapał graczy Martineza trwał niestety bardzo krótko, a w 65. minucie na boisku w końcu zameldował się najlepszy strzelec Atletico, Radamel Falcao. Kolumbijski napastnik w pierwszej sytuacji strzeleckiej znalazł się dopiero na kwadrans przed końcem meczu, kiedy doszedł do środkowania z prawej flanki. Nie był jednak w stanie oddać celnego strzału.










