W grudniu Real Madryt zaklepał sobie Marco Asensio, wczoraj kontrakt podpisała inna nadzieja hiszpańskiej piłki, Jesus Vallejo, a w tle pojawia się jeszcze nazwisko Daniego Ceballosa – złotego dziecka Betisu. Włodarze klubu z Concha Espina ewidentnie poszli po rozum do głowy i wdrożyli w życie nową strategię ściągania młodych utalentowanych, zanim tak naprawdę zbiorą oni pierwsze piłkarskie szlify w dorosłej piłce. Ale czy przypadkiem nie powtórzą oni losu Sergio Canalesa?
W Madrycie przez wiele lat domagano się zmiany polityki transferowej i położenia większego nacisku na wychowanków cantery, a także piłkarzy hiszpańskiego pochodzenia. Sukcesy barcelońskiej La Masii, a także byłych zawodników Realu w innych klubach z Negredo, Soldado (kilka lat temu) i Parejo na czele zdawały się potwierdzać potrzebę zmiany polityki kadrowej.
Klubowi trudno było się jednak pogodzić z taką myślą, zwłaszcza że jak pisał Phil Ball w książce „Real Madryt. Królewska historia najbardziej utytułowanego klubu świata”, Madryt zawsze był miejscem otwartym i gościnnym dla innych. Wynikała z tego tendencja do tworzenia multikulturowej drużyny, a przekonanie o tym, że Real zawsze musi być najsilniejszy, powodowało, że klub beznamiętnie wydawał wielkie sumy na piłkarzy, pozostając w przeświadczeniu, że tak właśnie robić powinien.
W 2009 roku doszło do pierwszej wielkiej „talentyzacji Realu”, a do klubu dołączyły największe piłkarskie osobistości z Ronaldo, Kaką, Benzemą i Alonso na czele. Następnie była ona kontynuowana poprzez transfery Oezila, Khediry i Di Marii. Wszyscy raczej znamy tę historię, a przypominanie o kwotach, jakie zostały wydane na tych piłkarzy, mija się z celem.
Perez – po porażce swojego projektu i zdobyciu zaledwie jednego mistrzostwa w ciągu sześciu lat – wydaje się zmieniać strategię. Okej, powiecie, że Asensio podpisany był już w grudniu, a więc nikt nie mógł przewidzieć wiosennej katastrofy w wykonaniu „Królewskich”. Mimo to w ostatnim czasie zauważalny jest wyraźny trend zmierzający ku ponownej hispanizacji zespołu, której próby były podejmowane przez ostatnie kilka lat. Czy można mówić o talentyzacji drużyny, podobnie jak w roku 2009? Tak, ale jest ona przeprowadzana w sposób cichy, nie tworząc wokół siebie medialnego i marketingowego cyrku.
Niska cena odstępnego, narodowość, wiek – wszystko to wydaje się działać na korzyść tych działań, odsuwając na bok mniejszą wartość marketingową zawodników i niepewność związaną z dalszym rozwojem. Przykładów na to, że w Madrycie nie każdy nastolatek radzi sobie z presją, jest przecież wiele. Jak sam Rafael van der Vaart stwierdził niedawno w wywiadzie – „nie ma na świecie drugiego tak niecierpliwego klubu jak Real Madryt” – i trudno się z nim nie zgodzić.
Na ten moment w Madrycie zdają się rozumieć, że najważniejszy w tym wieku jest organiczny rozwój i regularne granie. Dlatego wraz z ogłoszeniem transferu Vallejo potwierdzono również, że od razu uda się on na roczne wypożyczenie do Saragossy, aby dalej zbierać seniorskie doświadczenie. Podobnie rzecz ma się z Marco Asensio, którego transferem zainteresowane jest ponad 20 klubów, z czego lwią część stanowią przedstawiciele La Liga.











