Wybitny amerykański pisarz Mark Twain powiedział kiedyś, że są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, kłamstwa bezczelne i statystyki. W futbolu trudno jednak o bardziej miarodajny wskaźnik obrazujący faktyczny stan rzeczy niż wspomniane statystyki. Słowa Twaina mógłby powtarzać Aleksandar Vuković, którego liczby w roli trenera Legii Warszawa nie są zbyt imponujące. Zwłaszcza, że jego poprzednik Ricardo Sa Pinto mógł pochwalić się lepszą średnią punktów zdobywanych na mecz. Fakt, iż Portugalczyk do dziś jest uważany w Warszawie za wielki niewypał trenerski, pokazuje w jak niekorzystnym położeniu jest Vuković. Licznik RSP przy Łazienkowskiej zatrzymał się na 28 spotkaniach. Drużyna prowadzona przez obecnego szkoleniowca Bragi odniosła 16 zwycięstw oraz zanotowała sześć remisów i sześć porażek. W zaokrągleniu daje to 1,93 punktu na mecz. Biorąc pod uwagę dwa spotkania, w których „Vuko” prowadził Legię jak trener tymczasowy, Serb uzbierał jak dotąd 30 gier w roli pierwszego szkoleniowca. Jego bilans to 13 wygranych, 10 remisów i siedem przegranych. Średnia: 1,63 punktu.
Już w sierpniu statystyki Vukovicia prezentowały się słabo na tle poprzedników.
https://twitter.com/bartek_rem/status/1158713219952926720
Nie tylko punkty
Jak się okazuje słaba średnia zdobywanych punktów, to nie jedyne zmartwienie z jakim musi sobie radzić Aleksandar Vuković. Również statystyka strzelonych bramek jest dla niego przytłaczająca. Otóż za kadencji Sa Pinto Legii zdarzyło się tylko pięciokrotnie kończyć mecz bez zdobyczy bramkowej. Natomiast serbski szkoleniowiec ma na koncie już 11 takich spotkań.
Pokazuje to, jak bardzo skuteczność Legii ucierpiała pod wodzą Vukovicia. Czynnikiem, który niewątpliwie miał wpływ na taki stan rzeczy, jest częsta rotacja w linii ataku. Przecież jeszcze nie tak dawno kibice „Wojskowych” wyrywali sobie włosy z głowy na myśl o tym, że w kolejnym meczu w ataku wystąpi Sandro Kulenović. Chorwat swoimi bezbarwnymi występami irytował fanów do tego stopnia, że Ci zaczęli go prześmiewczo nazywać „defensywnym napastnikiem”.
Kulenovicia przy Łazienkowskiej jednak już nie ma. Podobnie jak Cartlitosa. Najskuteczniejszy strzelec Legii w zeszłym sezonie na początku trwającej kampanii nie otrzymywał zbyt wielu szans od Vukovicia i postanowił zamienić Warszawę na Bliski Wschód. Legii pozostał Jarosław Niezgoda, którego wystawianie mogłoby pomóc Vukoviciowi odzyskać przychylność kibiców. Więcej o tym pisaliśmy tutaj.
Od początku pracy Vukovicia w roli pierwszego trenera nie sposób nie zauważyć, że Serb dużo więcej uwagi poświęca grze defensywnej. Wychodzi na to, że średnio w co trzecim spotkaniu Legia nie strzela gola. Jak na drużynę o mistrzowskich aspiracjach i marzącej o ligowej hegemonii, jest to wynik wręcz zatrważający. Warto wspomnieć, że w okresie pracy Sa Pinto warszawiakom nie zdobywali bramek średnio raz na pięć spotkań.
Styl gry, a w zasadzie jego brak
Jest jednak jeden wspólny mianownik dla Vukovicia i Sa Pinto. Chociaż trzeba otwarcie powiedzieć, że nie przynosi on chluby ani jednemu, ani drugiemu. Ten aspekt trudno ukazać w liczbach. Chodzi o styl gry. Ricardo Sa Pinto zasłynął bardziej z kłótliwości i niezbyt trafnych wypowiedzi, natomiast trudno powiedzieć coś konkretnego o sposobie grania prowadzonej przez niego drużyny. Pozytywnym elementem, za który można pochwalić RSP i jego sztab, jest przygotowanie fizyczne. Wydolnościowo Legia prezentowała się naprawdę dobrze, a gdy portugalski trener opuszczał stolicę, kontynuację współpracy zaproponowano trenerowi przygotowania fizycznego, który trafił do Warszawy razem z Sa Pinto.











