Ostatnie pojedynki w grupie F okazały się o tyle ciekawe, że nieważne ,jaki nie padłby wynik, układ tabeli pozostałby ten sam. Na szczycie Chelsea, za nią Marsylia oraz Spartak. W pojedynku mistrzów Anglii i Francji zwyciężyli ci drudzy. Drugie spotkanie zakończyło się z opóźnieniem, o czym będzie można przeczytać w poniższym sprawozdaniu.
Olympique Marsylia – Chelsea
Na Stade Velodrome powrócił najskuteczniejszy strzelec zeszłego sezonu Premier League, Didier Drogba. Ostatnio nie był on w najlepszej formie, z uwagi na chorobę, którą przeszedł, lecz i tak dostrzegano jego wkład w wyniki drużyny. Tylko, że z tymi wynikami było nie najlepiej, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie kolejki rozgrywek. Chociaż Chelsea straciła miejsce na fotelu lidera, to wciąż wiedzie prym w Lidze Mistrzów. Jako jedyna drużyna zgarnęła komplet punktów w pierwszych pięciu meczach fazy grupowej.

Do pierwszych sytuacji bramkowych doszli podopieczni Didiera Deschampsa. Już po kilku minutach od rozpoczęcia spotkania pierwszy strzał oddał Valbuena (aczkolwiek zablokowany), a chwilę później swoje trzy grosze wtrącił Loic Remy, podobnie jak Benoit Cheyrou. Chelsea nie mogła się odnaleźć na boisku rywala, a gospodarze dyktowali tempo meczu. W 11. minucie Olympique mogło objąć prowadzenie za sprawą wspomnianego już Valbueny, lecz nieźle uderzona piłka trafiła w poprzeczkę. Krótko mówiąc, zgromadzeni kibice na brak akcji narzekać nie mogli, bo w ataku udzielało się wielu zawodników. Chelsea odpowiedziała w 21. minucie, kiedy to o ładny strzał pokusił się Essien, a za chwilę zawtórował mu Ramires, lecz jego uderzenie było już niecelne. Cztery minuty później uruchomił się Drogba, który oddał całkiem dobry strzał. Tym razem czujny pozostał Mandanda. Jedną z godnych uwagi akcji w pierwszej połowie była też ta, która miała miejsce pod jej koniec, kiedy to Brandao mógł poczuć dreszcz na plecach spowodowany całkiem dobrą sytuacją bramkową. Dobra postawa obrony londyńczyków przełożyła się jednak na to, że do ostatniego gwizdka w tej odsłonie spotkania wynik już się nie zmienił.
Po przerwie emocje nie ustały. Zaraz po wznowieniu gry okazję miał Florent Malouda, lecz strzelił niecelnie. To było jednak za mało, zwłaszcza dla Carlo Ancelottiego, który z pewnością tęsknił za zwycięstwem. Na pewno ze względu na dłuższą przerwę w braku strzałów na bramkę Mandandy Włoch dokonał zmian w formacji ofensywy. Boisko opuścił Drogba, a zameldował się na nim Sturridge. Również i Deschamps dokonał zmian, zdjął on Valbuenę oraz Abriela, a wprowadził Lucho oraz Ayewa. Wciąż inicjatywą wykazywali się jednak gospodarze i to się opłaciło, Chelsea tego wieczoru nie znalazła pomysłu na dobrą ofensywę. Tymczasem Marsylia wyszła na prowadzenie w 81. minucie za sprawą Brandao. Zapewne był to zimny prysznic dla mistrzów Anglii, lecz nie zdołali już oni wydostać się z tego dołka. Gospodarze do ostatniego gwizdka arbitra zachowali przewagę i na osłodę zamykają swoją grę w fazie grupowej zwycięstwem.











