Po emocjach związanych z meczami Ligi Mistrzów przychodzi czas na rozgrywki Ligi Europy. Zapraszamy do zapoznania się z zapowiedzią spotkań w grupach od G do L.
GRUPA G
KRC Genk – Videoton
Goście z Węgier jeszcze nigdy w swojej historii nie wystąpili w fazie grupowej w europejskich pucharach, jednak zdążyli udowodnić, że wcale nie muszą być dla Genku łatwym rywalem. Obydwie drużyny jeszcze ze sobą nie grały, ale w III rundzie kwalifikacji Videoton mierzył się z innym belgijskim zespołem, KAA Gent. Zwycięstwo 1:0 na własnym stadionie może szokiem nie było, ale wyniku 3:0 dla węgierskiej ekipy w rewanżu nie spodziewał się chyba nikt. W czwartkowym meczu faworytem będą jednak bez wątpienia gospodarze. W zeszłym sezonie Belgowie występowali w fazie grupowej Ligi Mistrzów, jednak po raz pierwszy w historii mierzyć się będą na tym etapie w Lidze Europy. Obydwie ekipy są już w trakcie rozgrywek ligowych. Genk w lidze belgijskiej po siedmiu spotkaniach zajmuje czwarte miejsce z jedenastoma punktami na koncie. Videoton po takiej samej liczbie kolejek również plasuje się na czwartym miejscu, ale z trzema punktami więcej. Jak na razie niepodane są informacje na temat stanu kadrowego obydwu zespołów, jednak w spotkaniach ligowych najważniejsi zawodnicy byli do dyspozycji trenerów, więc wszystko wskazuje na to, że i w czwartkowy wieczór oglądać będziemy najsilniejsze zestawienia.
Sporting Lizbona – FC Basel
Emmanuel Adebayor ma poprowadzić Tottenham do zwycięstwa w hicie pierwszej kolejki LE (fot. Skysports.com)
Niezbyt wielkie szanse w starciu ze Sportingiem zdaje się mieć szwajcarski FC Basel. Portugalczycy wygrali wszystkie cztery ostatnie mecze przeciwko tej ekipie, w każdym z nich zachowując czyste konto. Lizbończycy w ogóle bardzo dobrze radzą sobie w potyczkach przeciwko szwajcarskim drużynom. Na dwanaście meczów Sporting wygrywał osiem razy, dwukrotnie remisował i dwukrotnie przegrywał. Niestety, początek obecnego sezonu nie jest dla ekipy Ricardo Sa Pinto udany. Po trzech rozegranych pojedynkach ma ona na swoim koncie zaledwie dwa punkty. W lepszej sytuacji jest FC Basel, który po ośmiu meczach w szwajcarskiej Superlidze zajmuje czwarte miejsce z dorobkiem trzynastu oczek. Trenerzy obydwu drużyn nie mają żadnych powodów do niepokoju. Do dyspozycji mają wszystkich swoich najlepszych zawodników i nic nie stoi nie przeszkodzie, aby posłać ich do boju. Niewiadomą jest jednak, w jakim ustawieniu na murawę wyjdą gospodarze. W ostatnim pojedynku ligowym obok siebie występowało aż trzech napastników, jednak nie potrafili oni zapewnić drużynie kompletu punktów, tylko remisując 1:1 z Maritimo. W starciu przeciwko ekipie z Bazylei portugalski trener może powtórzyć podobne ustawienie, jednak jest wielce prawdopodobne, że wzmocniona zostanie druga linia, a w szczególności boki pomocy.
Po raz kolejny włoska i rosyjska drużyna spotykają się w fazie grupowej europejskich rozgrywek. W sezonie 2009/2010 Inter i Rubin rywalizowały ze sobą w Lidze Mistrzów. W pierwszym meczu w Kazaniu padł remis 1:1, jednak w rewanżu prowadzony przez Jose Mourinho Inter wygrał 2:0 po bramkach Eto’o i Balotellego, których na San Siro już nie ma. Później, jak doskonale pamiętamy, „Nerazzuri” sięgnęli po tytuł najlepszej drużyny Starego Kontynentu. Czy możliwa jest powtórka? Inter bez wątpienia należy do grona faworytów tegorocznych rozgrywek Ligi Europy. Nie można tego powiedzieć o Rubinie, który nie dość, że piłkarsko jest zdecydowanie słabszy od swojego rywala, to jeszcze w obecnym sezonie spisuje się nieco poniżej oczekiwań. W ośmiu rozegranych meczach w lidze ekipa z Kazania po cztery razy wygrywała i przegrywała, przez co zajmuje dopiero ósme miejsce. Na całe szczęście do Mediolanu Kurban Bierdyjew zabierze wszystkich swoich zawodników. Andrea Stramaccioni nie będzie mógł z kolei skorzystać z usług Chivu, Stankovicia, Marigi, Castelazziego, Palacio i Obi Joela, ale ostatni pojedynek w Serie A pokazał, że włoski trener świetnie sobie z tymi absencjami radzi. W starciu przeciwko FC Torino z dobrej strony pokazali się Diego Milito i Antonio Cassano, czyli piłkarze, na których w Mediolanie bardzo się w tym sezonie liczy.
Partizan Belgrad – Neftczi Baku
Dla obydwu ekip będzie to pierwsze bezpośrednie starcie. Partizan mierzył się jednak w swojej historii z jednym azerskim zespołem. Doszło do tego w II rundzie kwalifikacji do Ligi Mistrzów w sezonie 2008/2009. Belgradczycy pokonali wówczas Inter Baku 2:0 na własnym stadionie po wcześniejszym remisie 1:1 na wyjeździe. W czwartkowym meczu przeciwko Neftczi faworytem również będzie zespół Vladimira Vermezovicia, choć Partizan w europejskich pucharach jak na razie wielkich sukcesów nie osiągał. Na dziewięć spotkań Pucharu UEFA i Ligi Europy na własnym stadionie wygrał tylko dwa mecze, dwukrotnie zremisował i poniósł aż pięć porażek. W czwartkowym pojedynku serbski zespół będzie szukał swojego trafienia numer 300 w rozgrywkach pod patronatem UEFA. Mimo wszystko niespodzianką byłoby, gdyby ten gol nie padł. Neftczi to na europejskiej arenie debiutant, z którym Partizan raczej bez większych problemów powinien sobie poradzić, zwłaszcza że na urazy nie narzeka żaden z najważniejszych zawodników.
GRUPA I
Olympique Lyon – Sparta Praga
Stały bywalec rozgrywek Ligi Mistrzów z ostatnich lat, Olympique Lyon, w tym roku musi się zadowolić grą w Lidze Europy. Po tym jak OL stał się między innymi prawdziwym koszmarem i przekleństwem Realu Madryt w Lidze Mistrzów, w zeszłym roku przyszedł mały kryzys. Odpadnięcia w 1/8 finału z APOEL-em Nikozja nie spodziewał się absolutnie nikt, tak samo jak nikt nie wyobrażał sobie, że na Stade Gerland nie zagości w sezonie 2012/2013 hymn Champions League. Tak się jednak stało i teraz francuska drużyna ma szansę zapisać nową kartę w swojej historii. Nie jest jednak powiedziane, że w Lidze Europy będzie Lyonowi łatwiej. W obecnym sezonie podopieczni Remiego Garde’a spisują się już zdecydowanie lepiej i w czwartkowym meczu ze Spartą Praga będą zdecydowanym faworytem. W potyczce przeciwko czeskiemu zespołowi nie będzie mógł zagrać jedynie Yoann Gourcuff. Brak to bez wątpienia poważny, ale Francuzi bez większych problemów powinni sobie z tym poradzić. Czesi przyjadą na Stade Gerland w najmocniejszym składzie, ale i tak jest on zdecydowanie słabszy od rywala. W bardzo dobrej formie znajdują się obydwaj napastnicy gospodarzy, Lisandro Lopez i Bafetimbi Gomis. Efektowny, lecz mniej efektywny jest Jimmy Briand, który zawsze może pomóc drużynie z ławki rezerwowych. Aspiracje do gry w czołowych klubach Europy ciągle potwierdza Michel Bastos, który po czterech meczach Ligue 1 ma na swoim koncie już trzy gole. Również historia nie przemawia za gośćmi. W fazie grupowej Ligi Mistrzów sezonu 2004/2005 Lyon pokonał Spartę 2:1 w pierwszym meczu i aż 5:0 w rewanżu.
Athletic Bilbao – Hapoel Kirjat Szmona
Wskazanie faworyta w drugim meczu grupy I nie jest trudnym zadaniem. Bez względu na wszystko Baskowie muszą wyjść z tej konfrontacji zwycięsko, zwłaszcza że ostatnimi czasy chyba zaczęli łapać formę. W miniony weekend drużyna Marcelo Bielsy w szalonym meczu zremisowała 3:3 z Espanyolem Barcelona, ale najważniejsze jest to, że do gry nareszcie powrócił Fernando Llorente. Reprezentant Hiszpanii ledwo co wszedł na boisko z ławki rezerwowych i od razu wpisał się na listę strzelców. Początek sezonu w wykonaniu Athleticu nie był najlepszy, ale wszystko zaczyna wracać do normy. W czwartek Bielsa nie będzie mógł więc skorzystać jedynie z kontuzjowanych Gurpegiego i Andera Herrery. Od pierwszej minuty ma wystąpić za to wspomniany Fernando Llorente, za którym fani „Lwów” bardzo tęsknili. Zatęsknią zapewne jeszcze bardziej, kiedy ten z klubu w końcu odejdzie. Na razie jednak sam napastnik zapewnia, że jego celem jest ponowne skupienie się na grze i pomoc drużynie w odnoszeniu kolejnych sukcesów. Hiszpan będzie miał okazję, aby jeszcze raz przywitać się z kibicami na San Mames.
GRUPA J
NK Maribor – Panathinaikos
Panathinaikos po odpadnięciu z Ligi Mistrzów przystępuje do rozgrywek Ligi Europy. Gdyby nie mecze z Malagą w IV rundzie kwalifikacji do Champions League, moglibyśmy powiedzieć, że Grecy są w stanie powalczyć o awans z grupy J. Andaluzyjczycy pokazali rywalowi jego miejsce w szeregu i bardzo możliwe, że zrobią to również Tottenham i Lazio. W czwartkowej konfrontacji „Koniczynki” będą jednak nieznacznym faworytem. NK Maribor to drużyna, która również walczyła w tym roku o prawo gry w Lidze Mistrzów, ale – podobnie jak grecka ekipa – zakończyła zmagania na IV rundzie, przegrywając z Dynamem Zagrzeb. W Lidze Europy nie trafiła najlepiej, bo bez wątpienia jest określana mianem najsłabszego zespołu. W pojedynku przeciwko ateńczykom nie jest rzecz jasna bez szans, ale ewentualna porażka gości byłaby małą niespodzianką. Dla obydwu klubów będzie to pierwsza bezpośrednia konfrontacja, a dla gospodarzy w ogóle pierwszy start w fazie grupowej Ligi Europy. Czy udany? Wiele zależeć będzie od przyjezdnych. Jesualdo Fereira zabierze do Słowenii swój najmocniejszy skład. Jeśli jednak zawodnicy zagrają tak jak w pierwszym meczu ze wspomnianą Malagą, to za wiele w Mariborze nie ugrają. Celem Słoweńców na pewno nie będzie gra na remis, dlatego Panathinaikos musi być bardzo czujny w defensywie.
Tottenham Hotspur – Lazio Rzym
Jeden z najciekawiej zapowiadających się pojedynków pierwszej kolejki. Zarówno jedni, jak i drudzy będą musieli poradzić sobie z kilkoma dość istotnymi absencjami, ale nie powinno nam to przeszkodzić w oglądnięciu bardzo ciekawego widowiska. Mimo że gospodarze nie rozpoczęli sezonu ligowego zbyt dobrze, londyńscy zawodnicy przekonują, że forma powoli nadchodzi. „Koguty” w czterech rozegranych meczach uzbierały pięć punktów, ale faktem jest, iż z każdym kolejnym pojedynkiem prezentowały się coraz lepiej. W czwartkowy wieczór Andre-Villas Boas nie będzie mógł jednak skorzystać z usług kontuzjowanych Gomesa, Assou-Ekotto, Kaboula i Parkera. Jeśli chodzi o rzymian, to Vladimir Petković po zabójczo udanym początku rozgrywek włoskiej Serie A nie będzie mógł zabrać na Wyspy Brytyjskie sześciu zawodników. Są nimi Konko, Rocchi, Diakite, Zauri, Stankevicius i Radu. Mimo to Petković z ich nieobecnością bardzo dobrze sobie radzi, co potwierdza choćby wspomniana dyspozycja w lidze. W starciu z „The Spurs” Bośniak najprawdopodobniej pośle do boju tę samą jedenastkę co w ostatnim meczu przeciwko Chievo. W barwach Tottenhamu z kolei po raz pierwszy w tym sezonie w wyjściowym składzie ma wybiec Emmanuel Adebayor. Togijczyk nie zajmie jednak miejsca obok Jermaine’a Defoe. Anglik rozpocznie mecz na ławce rezerwowych. Szansę debiutu otrzyma ponadto Hugo Lloris, sprowadzony przed sezonem z Olympique’u Lyon.
GRUPA K
Rapid Wiedeń – Rosenborg
Pogromcy Legii Warszawa swój pierwszy pojedynek grupowy rozegrają w Wiedniu. Czy warszawiacy mieliby szanse w tej grupie? Nie sposób tego przewidzieć, podobnie jak nie sposób przewidzieć przebiegu pojedynku Rapidu Wiedeń z Rosenborgiem. Kandydatem do wygrania całej grupy wydaje się Bayer, a pozostała trójka powinna walczyć o zajęcie miejsca numer dwa. Jeśli Rapid w to wierzy, to absolutnie musi wygrywać pojedynki na własnym stadionie. W czwartek będzie pierwsza ku temu szansa, ponieważ Norwegowie są w tym sezonie bardzo niestabilni. W rodzimej lidze rozegrali już 22 spotkania, ale tylko połowę z nich wygrali. Drużyna Jana Jonssona to mistrz remisów, których na swoim koncie ma aż dziesięć. Rapid z kolei w austriackiej Bundeslidze rozegrał jak na razie osiem meczów – pięć z nich wygrał, dwa przegrał i jeden zremisował. Wydaje się, że wiedeńczycy znajdują się już w optymalnej formie, dlatego – mając do dyspozycji wszystkich zawodników – powinni się pokusić o komplet punktów. Rosenborg przyjedzie do Austrii również w możliwie najmocniejszym składzie – jedynym nieobecnym będzie kontuzjowany Erik Brathen. W najnowszej historii zespoły te jeszcze ze sobą nie rywalizowały. Ostatni raz spotkały się aż 44 lata temu i lepsi byli wtedy gospodarze czwartkowej konfrontacji.
Bayer Leverkusen – Metalist Charków
„Aptekarze” po bolesnej porażce 0:3 z Borussią Dortmund skupiają się na Lidze Europy. Niemiecki zespół to główny faworyt w swojej grupie, w której na początku będzie miał teoretycznie łatwe zadanie. Charkowianie postarają się jednak napsuć swojemu rywalowi trochę krwi, zwłaszcza że przyjadą do Leverkusen w najmocniejszym składzie. W szeregach gospodarzy zabraknie kontuzjowanych Sidneya Lama i Niklasa Lomba, ale nie są to osłabienia, które spędzałyby sen z powiek Samiego Hyypii. Piłkarze Metalista mogą mieć przed spotkaniem z Bayerem pewne obawy. W sezonie 2010/2011 drużyny rywalizowały bowiem ze sobą w 1/16 finału Ligi Europy. Bayer nie dał wówczas swojemu przeciwnikowi żadnych szans, wygrywając 2:0 przed własną publicznością i aż 4:0 w Charkowie. Większość zawodników, którzy tworzyli wtedy ukraińską drużynę, znajduje się w kadrze także w tym sezonie. Drastycznie nie zmienił się również niemiecki zespół, co rzecz jasna nie wróży niczego dobrego naszym wschodnim sąsiadom. Mimo to Metalist na pewno bez walki meczu nie odda. Podopieczni Mirona Markiewicza prezentują się z całkiem dobrej strony w rozgrywkach ligowych, w których po dziewięciu kolejkach zajmują czwarte miejsce z siedemnastoma punktami na koncie. Defensorzy Bayeru będą musieli szczególną uwagę zwrócić na brazylijskiego napastnika Cleitona Xaviera, który ma na swoim koncie już pięć zdobytych bramek.
GRUPA L
Levante – Helsingborg
Rewelacja poprzednich rozgrywek w hiszpańskiej Primera Division rozpoczyna swój debiutancki sezon w europejskich pucharach. Pierwszym rywalem będzie szwedzki Helsingborg, z którym „Żaby” nigdy w historii nie walczyły. Fakty są takie, że Levante nigdy nie grało przeciwko szwedzkiej drużynie, a Helsinborg nigdy nie mierzył się z ekipą z Półwyspu Iberyjskiego. Ogólnie jednak hiszpańskie zespoły lepiej radzą sobie przeciwko Szwedom. Na 25 starć hiszpańsko-szwedzkich osiemnaście kończyło się zwycięstwami tych pierwszych. Jest wielce prawdopodobne, że ten wynik zostanie w czwartkowy wieczór poprawiony. Levante jest bardzo niebezpieczne na własnym stadionie, a trener Juan Ignacio Martinez ma do dyspozycji praktycznie wszystkich swoich piłkarzy. Kontuzjowany jest jedynie Vicente Iborra. Goście swoich szans będą mogli upatrywać w tym, że walencki klub nie jest w tym sezonie w najlepszej formie. Po czterech rozegranych meczach w Primera Division ma cztery punkty, a dwukrotnie schodził z boiska pokonany – przegrał 1:3 z Malagą i 0:2 z Realem Valladolid. Sam Helsingborg również gra w kratkę, jednak jest już w połowie sezonu w rodzimej lidze, dlatego na jego korzyść przemawiać będzie większe ogranie. Mimo wszystko, jeśli gospodarze wykorzystają chociaż połowę swojego potencjału, to powinni bez większych problemów uporać się ze swoim przeciwnikiem.
Twente – Hannover
Ostatnią wycieczką jest wyprawa do Holandii, gdzie Twente podejmie osłabiony kontuzjami Hannover. Trener Mirko Slomka nie będzie mógł zabrać do Enschede Christiana Pandera, Christiana Schulza, Mame Dioufa, Yannika Schulze’a, Saschy Schunemanna i kilku innych zawodników. Podobnych problemów nie ma Steve McClaren, który będzie mógł skorzystać ze wszystkich swoich najlepszych piłkarzy. Anglik może więc głęboko wierzyć w udaną inaugurację europejskiego sezonu. To pierwszy mecz pomiędzy tymi drużynami, a do tego w ogóle pierwszy pojedynek Hannoveru z zespołem z Holandii. Twente spotykało się z naszymi zachodnimi sąsiadami siedemnaście razy, osiem razy przegrywało i wygrało tylko cztery spotkania. Holendrzy są jednak niepokonani przeciwko niemieckim ekipom od czterech meczów na własnym stadionie – mają na koncie trzy zwycięstwa i jeden remis. W czwartkowy wieczór nadarza się idealna okazja do przedłużenia tej serii, choć Hannover obecnie w niczym swojemu rywalowi nie ustępuje. W Bundeslidze po trzech kolejkach zajmuje czwarte miejsce z dorobkiem siedmiu punktów. Twente jest jednak jeszcze lepsze i po piątej serii gier zasiada w fotelu lidera Eredivisie z kompletem punktów.
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.