Widzew Łódź zremisował bezbramkowo z Wisłą Kraków, ale przebieg spotkania nie daje gospodarzom wielu powodów do zadowolenia. Biała Gwiazda była lepszą drużyną i miała szansę przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, jednak nie wykorzystała rzutu karnego. Mecz pokazał zarówno problemy Widzewa, jak i mankamenty Wisły w finalizacji akcji.
Osłabiony Widzew Łódź i dalsze problemy kadrowe Wisły Kraków
Widzew Łódź przystępował do meczu z Wisłą Kraków w nieco zmienionym składzie względem poprzedniego spotkania z Piastem. Przede wszystkim trener Mateusz Stolarski nie mógł skorzystać z Mario Garcii, czyli jednego z najlepszych zawodników Widzewa w tym sezonie. Hiszpański boczny obrońca nabawił się urazu i będzie niedostępny przez kilka najbliższych tygodni. Jego absencja wymusiła zmianę ustawienia Widzewa, który na to spotkanie wyszedł z trójką środkowych obrońców. Poza oczywistym zestawieniem w postaci Wiśniewskiego i Kapuadiego w składzie znalazł się także Ricardo Visus, pełniący w tym sezonie głównie rolę rezerwowego. Zmiany zaszły również w środku pola, gdzie od pierwszej minuty wystąpił Dani Silva, wygrywając rywalizację z Emilem Kornvigiem. Ostatnia korekta dotyczy pozycji napastnika. W miejsce Sebastiana Bergiera do podstawowej jedenastki wskoczył Karol Świderski.
Wisła Kraków dokonała natomiast tylko jednej zmiany w wyjściowej jedenastce. W kadrze na to spotkanie zabrakło Marko Bozicia ze względu na problemy zdrowotne. Trener Mariusz Jop dał szansę Julianowi Lelieveldowi, który musiał wystąpić na nietypowej dla siebie pozycji. Biała Gwiazda zmaga się również z poważnymi problemami kadrowymi, a wąska ławka rezerwowych pozostaje jednym z jej największych mankamentów. W meczu z Widzewem zabrakło nie tylko Bozicia, ale także Macieja Kuziemki i Jeremy’ego Guillemonta, co dodatkowo osłabiło ofensywę Wisły Kraków.
Zarówno Widzew Łódź, jak i Wisła Kraków przystępowały do tego spotkania z pewnymi problemami. W obu zespołach doszło do zmian w składzie i ustawieniu, które wynikały z nieobecności ważnych zawodników. Obie ekipy mają również problemy na boisku. Widzew wygrał jak dotąd zaledwie jedno spotkanie w tym sezonie. Wisła Kraków, mimo dobrej postawy na własnym stadionie, ma spore problemy w meczach wyjazdowych, w których zdobyła zaledwie dwa punkty. Zapowiadało się więc spotkanie drużyn, które z pewnością miały coś do udowodnienia.
Długa pierwsza połowa bez goli
Jak można było się spodziewać, Widzew Łódź oraz Wisła Kraków od początku starały się grać ofensywnie i tworzyć sytuacje. Już w drugiej minucie Marcel Łubik podał wprost do Frana Álvareza. Pomocnik Widzewa próbował przelobować bramkarza Białej Gwiazdy, jednak strzał był zbyt lekki i ostatecznie cała akcja zakończyła się bez konsekwencji dla Wisły.
Następne minuty były spokojniejsze, a na kolejną groźną sytuację trzeba było czekać do 18. minuty. Wtedy Álvarez po rajdzie Jusufa Gazibegovicia oddał świetny strzał z dystansu, ale jeszcze lepiej zachował się Łubik, który sparował piłkę na poprzeczkę. Chwilę później swoją szansę po rzucie rożnym miał Ricardo Visus, jednak piłka poleciała nad bramką. Widzew przez pewien czas wyglądał lepiej, jednak spotkanie zostało przerwane z powodu zadymienia stadionu po odpaleniu rac przez kibiców łódzkiego klubu. Sędzia doliczył przez to aż 10 minut do pierwszej połowy.
Po wznowieniu gry do głosu zaczęła bardziej dochodzić Wisła. Goście dobrze wykorzystywali odbiory piłki w środku pola i szybko przenosili grę pod pole karne Widzewa. W 46. minucie Julius Ertlthaler oddał strzał z dystansu, ale piłka przeleciała nad bramką. Dwie minuty później indywidualną akcją popisał się Kacper Duda, jednak jego uderzenie również było niecelne. Wisła stwarzała zagrożenie także po rzutach rożnych wykonywanych przez Rodado. Najgroźniejsza sytuacja miała jednak miejsce w 53. minucie, gdy po akcji Juliana Lelievelda, Frederico Duarte i Jakuba Krzyżanowskiego do piłki dopadł hiszpański napastnik. Rodado uderzył mocno, ale futbolówka przeleciała tuż obok bramki.
Widzew mimo problemów w drugiej linii dobrze radził sobie w defensywie. Na duży plus zasługiwał Visus, który dobrze wszedł w to spotkanie. Wisła natomiast skutecznie stosowała wysoki pressing, ale miała problemy z finalizacją. Pierwsza połowa była naprawdę ciekawa, jednak zabrakło najważniejszego aspektu, czyli goli.
Widzew Łódź był tłem, a Wisła zmarnowała idealną sytuację
Druga połowa rozpoczęła się od zmian w drużynie gospodarzy. Na boisku pojawili się Juljan Shehu i Luka Selahi, którzy zastąpili Giannisa Papanikolaou oraz Frana Álvareza. Sam Widzew dobrze wszedł w drugą część spotkania. W 48. minucie Stipe Biuk posłał bardzo dobre, niskie dośrodkowanie w pole karne, jednak żaden z jego kolegów nie zdołał zamknąć tej akcji. Wisła szybko odpowiedziała i ponownie zaczęła przeważać. Swoje szanse mieli Julius Ertlthaler, Julian Lelieveld oraz Ángel Rodado, ale brakowało konkretów. Najlepsza sytuacja dla gości pojawiła się w 62. minucie, gdy po analizie VAR sędzia podyktował rzut karny dla Wisły za zagranie ręką Ricardo Visusa. Do piłki podszedł Rodado, jednak trafił w poprzeczkę i zmarnował świetną szansę na zdobycie bramki.
Zmiany w Widzewie nie przyniosły oczekiwanego efektu i to Wisła nadal kontrolowała przebieg spotkania. W 72. minucie Kacper Duda oddał groźny strzał z ostrego kąta, a po interwencji Bartłomieja Drągowskiego szansę na dobitkę miał Ertlthaler. Pomocnik gości nie zdołał jednak wykorzystać tej sytuacji. Z czasem tempo meczu spadło, ale Biała Gwiazda wciąż szukała zwycięskiego gola. W 82. minucie swoją próbę miał Marc Carbó, jednak jego uderzenie minęło bramkę.
Widzew Łódź był w drugiej połowie jedynie tłem dla krakowskiego zespołu i próbował szukać swoich szans w kontratakach. Te nie przynosiły jednak większych efektów, a z trybun zaczęły dochodzić gwizdy niezadowolonych kibiców. Gospodarze doczekali się jeszcze groźnego uderzenia w 88. minucie, gdy Jusuf Gazibegović oddał strzał z rzutu wolnego. Łubik zdołał jednak obronić to uderzenie. Ostatecznie spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, z którego żadna z drużyn nie może być w pełni zadowolona. Wisła może szczególnie żałować zmarnowanego rzutu karnego.
Widzew Łódź nadal nie zachwyca i Wisła to pokazała
Widzew Łódź w tym sezonie PKO Ekstraklasy ogólnie prezentuje się słabo i ten mecz tylko to potwierdził. Zespół prowadzony przez Mateusza Stolarskiego nie pokazał jakości, jakiej kibice w Łodzi oczekują. Było to kolejne spotkanie przypominające te, które regularnie oglądamy w wykonaniu Widzewa. Problemy wydają się jednak większe, niż można było wcześniej zakładać. Coraz wyraźniej widać, że nie jest to wyłącznie wina trenera. Mimo remisu ten mecz jest dla gospodarzy do zapomnienia, szczególnie ze względu na ich postawę w drugiej połowie.
Wisła Kraków była znacznie lepszą drużyną, jednak nie potrafiła tego wykorzystać. Pomijając nawet rzut karny, Biała Gwiazda miała ogromne problemy z wykończeniem akcji. Zespół trenera Jopa, mimo dobrej i skutecznej gry w budowaniu akcji, nie potrafił przełożyć swojej przewagi na gole. Z pewnością jest to łatwiejszy problem do rozwiązania niż kłopoty Widzewa Łódź, ale i tak wymaga sporo pracy ze strony sztabu szkoleniowego. Ostatecznie, mimo bezbramkowego wyniku, spotkanie nie należało do najgorszych. Na boisku można było dostrzec piłkarską jakość, choć zabrakło najważniejszego, czyli bramek.
Zobacz także:
Raków w końcu się przełamał. Ważne zwycięstwo z Wieczystą Kraków
Warta Poznań wymęczyła jednobramkowe zwycięstwo, Unia znów w strefie spadkowej











