Piątkowe granie, a zarazem 11. kolejkę otworzyliśmy starciem na dnie tabeli. Wieczysta Kraków podjęła na Stadionie Miejskim Raków Częstochowa. Gospodarze ulegli przyjezdnym 1:2. Raków łapie oddech, a Wieczysta znów może spaść do strefy spadkowej.
Presja przed meczem
Piątkowe spotkanie miało niezwykle duży ciężar gatunkowy dla obu zespołów. Wieczysta Kraków jako beniaminek desperacko potrzebowała punktów na każdym etapie sezonu. Raków Częstochowa to z kolei dotychczas klub z czołówki PKO BP Ekstraklasy, który szokująco w tym sezonie szoruje po samym dnie tabeli. „Medaliki” muszą zacząć jak najszybciej punktować, aby uciec od upokarzającego miejsca w tabeli. Niedawny mistrz Polski był przecież tym, który rozdawał karty reszcie stawki – w obecnym sezonie to ekipa, której wyniki nikogo nie przerażają.
Wieczysta Kraków poza trudnym położeniem w stawce – które i tak delikatnie poprawiło się się po niedawnym zwycięstwie nad płocką Wisłą – musi mierzyć się również z problemami przy linii bocznej. Željko Kopić, a więc trener Krakowian, musi oglądać piątkowy mecz z trybun. Chorwat wprawdzie powinien już dziś instruować swoich podopiecznych z ławki, złamał on jednak perfidnie zakaz podczas meczu z „Nafciarzami”, pomagając swoim asystentom. Ta niesubordynacja nie uszła mu na sucho, a komisja ligi przedłużyła karę o piątkowy mecz z Rakowem.
Raków Częstochowa to natomiast drużyna, która w tym sezonie ma problemy głębsze od studni bez dna. Od fatalnej gry w obronie oraz żonglerki wokół trenerów po ucieczkę Adriano Amorima z zespołu i jego niedawny powrót. W skrócie – klub spod Jasnej Góry nie może zaliczyć ostatnich dwóch miesięcy do udanych. Śmiało można stwierdzić, że jest to najgorszy okres „Medalików” od ich powrotu na najwyższy szczebel rozgrywkowy. Szorowanie po dnie tabeli i najmniej szczelna defensywa ligi – to zdanie mówi samo za siebie. Dla sympatyków Rakowa to wszystko zdaje się nieśmiesznym żartem. Szansa na choć delikatną osłodę nadeszła więc w Krakowie podczas piątkowego starcia z tamtejszą Wieczystą.
W Rakowie zmiany, w Krakowie bez
Tomasz Kaczmarek postawił w tym meczu na zmiany personalne, przebudowując zespół względem meczu z GKS-em Katowice. W wyjściowym składzie Rakowa zabrakło tym razem Jerzego Napieraja, Jeana Carlosa, Marko Bulata czy Arvida Brorssona, którzy wystąpili w ostatnim ligowym starciu. W ich miejsce na murawie pojawili się . Rotacja ta dotknęła niemal każdą linię – od bloku obronnego, przez środek pola, aż po skrzydła. Nowo zestawiona jedenastka miała za zadanie wnieść na boisko zupełnie inną charakterystykę gry i przełamać dotychczasowy marazm. Zmiana tak wielu zawodników oznaczała, że na krakowskim gruncie Tomasz Kaczmarek poszedł w sporą zmianę, chcąc tym samym znaleźć upragniony złoty środek.











