Warta Poznań pokonuje Unię Skierniewice 1:0 po golu Jakuba Apolinarskiego w 7. minucie spotkania. Nie było to łatwe zadanie, w końcówce meczu goście mocno nacierali na swoich rywali.
Warta Poznań zanotowała nie najlepszy powrót po przerwie reprezentacyjnej. W niedzielę uległa na wyjeździe 1:2 ze Stalą Mielec, która wygrała ostatni mecz w lipcu. Nie wpłynęło to znacząco na obraz tabeli. „Zieloni” wciąż utrzymali miejsce w czołówce. Unia Skierniewice wciąż plasuje się w dolnej części tabeli. Kiepsko rozpoczęli sezon, ale z czasem zaczęli punktować. W ostatnim meczu zremisowali z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza 2:2.
Oba zespoły mierzyły się dwukrotnie w Betclic 2. Lidze. W obu konfrontacjach wyglądała Unia Skierniewice. Mocniejszą kadrę na nowy sezon zbudowała jednak Warta Poznań. Dzisiaj zespół z „Ogródka” plasuje się w ligowej czołówce, a wszystko wskazuje na to, że Unia Skierniewice będzie bić się o przetrwanie na zapleczu Ekstraklasy.
Kosztowny błąd w defensywie Unii Skierniewice
Swoją klasę Warta udowodniła dość szybko. Choć od początku mierzyła się z wysokim pressingiem ze strony rywali, sama nie pozostawała im dłużna. W 7. minucie błąd w rozegraniu popełnił Jonatan Straus. Wykorzystał to Jakub Apolinarski, który pewnym strzałem otworzył wynik meczu. W 18. minucie spotkania również prawą stroną atakował Patryk Kusztal. Oddał strzał, ale minimalnie chybił.
Unia Skierniewice przez następne fragmenty pierwszej części nie pozwalała rywalom wejść głębiej na własną połowę. Nie było przestrzeni na rozpędzenie się, a na małych przestrzeniach Unia Skierniewice radziła sobie na tyle dobrze, że oddalała zagrożenie. Brakowało jednak akcji ofensywnych. Goście przełamali impas w 34. minucie. Groźne dośrodkowanie egzekwował Bartłomiej Eizenchart. Piłka znalazła się w polu karnym, ale szybciej dopadli do niej obrońcy Warty. W końcowej części pierwszej połowy grę prowadzili podopieczni Kamila Sochy. Mieli jednak problem z wykreowaniem dogodnej okazji. Musieli próbować strzałów z nieprzyjemnych pozycji, wrzutek. Linia obrony Warty wyglądała bardzo dobrze. Szczególnie odznaczał się jej lider, Oleksandr Azacki.
W 41. minucie spotkania kontratak wyprowadził Bartłomiej Eizenchart. Wywalczył przestrzeń, przebiegł znaczną część boiska, wyegzekwował płaskie podanie w kierunku pola karnego, przejął je jednak czujny Jan Niedzielski. Dwie minuty później atakowała już Warta Poznań. Groźny strzał z dobitki oddał Patryk Kusztal, był jednak zablokowany. Gdyby nie to, piłka zapewne znalazła się w siatce, bowiem Stanisław Pruszkowski nie wstał z płyty boiska po obronie poprzedniego strzału.
Dużo walki w środku pola
Unia Skierniewice nieco agresywniej weszła w drugą część spotkania. Próbowała szczęścia po rzutach rożnych, kilkukrotnie pod bramką Leo Przybylaka robiło się groźniej. Goście przejęli inicjatywę nad meczem. Podopieczni Macieja Tokarczyka atakowali głównie z kontrataku. Byliśmy świadkami groźnie wyglądającego kontrataku prowadzonego przez Marcela Stefaniaka. Zagrał w pole karne do Karola Łysiaka, ale ten poślizgnął się.
Marcel Stefaniak w 60. minucie groźnie dośrodkowywał, piłka znalazła się nad głową Patryka Kusztala. Zawodnik Warty Poznań oddał mocny strzał, ale czujny był Pruszkowski. Poza tym widzieliśmy dużo walki w środku pola. Długimi fragmentami spotkania żadna z drużyn nie była w stanie wyprowadzić jakiejkolwiek groźnej akcji. Oba zespoły grały w dość zwartej formacji. Unikano ryzyka, nikt nie chciał zaatakować większą grupą zawodników. Warto pochwalić defensywy obu zespołów, które nie dopuszczały do sytuacji, w których jakikolwiek ofensywny zawodnik rywala miałby więcej przestrzeni. Aż do 69. minuty, gdy groźną akcję lewym skrzydłem przeprowadził Mateusz Szmyd. Zakończyła się strzałem, który obronił Leo Przybylak.
Warta Poznań miała nerwówkę
Sporo chaosu w polu karnym widzieliśmy w okolicach 73. minuty spotkania. Niekiedy coś z tych zawirowań wynikało. W 74. minucie najgroźniejszy strzał w meczu oddał Eryk Woliński. Leo Przybylak musiał srogo się nagimnastykować, ale finalnie obronił naprawdę niełatwy do powstrzymania strzał. Unia Skierniewice doskonale radziła sobie po lewej stronie. Bartosz Lelito nie radził sobie z atakami Mateusza Szmyda. Z każdym kolejnym rzutem rożnym dla gości, sytuacja pod bramką Przybylaka robiła się coraz trudniejsza dla defensywy „Zielonych”.
W 79. minucie Jan Mierzwa napędził akcję prawą stroną. Zagrał do dobrze wyglądającego dziś Antoniego Burkiewicza, ale oddał niecelny strzał. Inicjatywę przejęła Warta Poznań, ale miała problem ze skonstruowaniem ataku, który zmusiłby Pruszkowskiego do interwencji. W 86. minucie ponownie, bliski szczęścia był Jan Mierzwa. Z niemal pozycji leżącej próbował pokonać Leo Przybylaka. Zagrał piłkę w stronę siatki, będąc parę metrów od Przybylaka, ale Warta znów miała sporego fuksa.
Podopiecznym Macieja Tokarczyka udało się dowieźć jednobramkowe prowadzenie do końca meczu. Warta Poznań awansowała na 2. miejsce w tabeli Betclic 1. Ligi.











