Lata dziewięćdziesiąte i dwutysięczne były bardzo dziwnym czasem dla polskiej piłki. Niektóre historie nadawałyby się wręcz na hollywoodzkie superprodukcje. Jedną z nich śmiało mogą być losy Świtu Nowy Dwór Mazowiecki.
Klub ten został założony w 1935 roku. Po wojnie podpięty został najpierw pod resort spraw wewnętrznych, a następnie handlu wewnętrznego i usług. Spore wsparcie zapewniały także pobliskie zakłady chemiczne Pollena. W rezultacie Świt Nowy Dwór Mazowiecki stale się rozwijał, a największe sukcesy święciły sekcje kajakarska i podnoszenia ciężarów. Piłkarze stali nieco z boku, grając najwyżej w III Lidze (sezon 1976/1977). Wszystko zmieniło się wraz z odbywającą się w Polsce transformacją ustrojową. Rozwijający się do tej pory wielosekcyjny klub ograniczył się do prowadzenia drużyny piłkarskiej. Warto dodać, że bardzo pomogła unia z wojskowym klubem Falą Kazuń. Połączenie sił umożliwiło wywalczenie długo wyczekiwanego awansu do III Ligi.
Sukces zwrócił uwagę inwestorów. Wówczas do klubu wszedł właściciel sieci piekarni Jacek Nowakowski. Lokalny biznesmen nie ograniczył się do finansowego wsparcia; sam został napastnikiem Świtu Nowy Dwór Mazowiecki. Zatrudnił znanego trenera, Jerzego Masztalera, który poprowadził drużynę do awansu do II Ligi w 1995 roku. Warto wspomnieć, że był to największy sukces w dotychczasowej historii Nowodworzan. Z tego powodu to małe miasto oszalało na punkcie piłki.
Promocja na zaplecze elity była wielkim krokiem naprzód dla klubu. Właśnie wtedy zwiększyły się wpływy niedawno zmarłego Wojciecha Szymańskiego, właściciela firmy Lukullus. Piekarza jako fundatora sukcesów zastąpił potentat branży wędliniarskiej. W rezultacie Świt Nowy Dwór Mazowiecki dobrze wszedł w rozgrywki II Ligi, zajmując szóste miejsce. Wynik ten przerósł oczekiwania absolutnie każdego. Kilka lat później pojawiły się podejrzenia co do tak dobrych rezultatów drużyny. Wtedy nikt jednak nie zaprzątał sobie tym głowy.
Świt na drodze do I Ligi
Następne sezony były już gorsze; trzeci zakończył się spadkiem do III Ligi. Mimo to biało-zieloni wrócili natychmiastowo na zaplecze elity. Pieniądze Szymańskiego napędzały klub, umożliwiając mu rywalizację z wieloma uznanymi markami, takimi jak chociażby Lech Poznań, Śląsk Wrocław czy ŁKS Łódź. Chociaż łatwo nie było, to nowodworzanie dawali sobie radę, a w 2002 roku doszli nawet do ćwierćfinału Pucharu Polski, gdzie ulegli Orlenowi Płock (0:1, 1:2). Pucharowy sukces był tylko zapowiedzią tego, co wydarzyło się rok później.
Świt przez większą część sezonu 2002/2003 zajmował fotel lidera II Ligi. Ostatecznie bezpośredni awans z pierwszego miejsca wywalczył Górnik Polkowice. Prowadzeni przez Mirosława Jabłońskiego piłkarze uplasowali się na drugiej lokacie, uzyskując prawo do barażu z przedostatnią drużyną I Ligi. Była nią Szczakowianka Jaworzno, także ciekawostka tamtych czasów. Dwumecz ten zapisał się w historii polskiej piłki, choć na jej ciemniejszych kartach.
Propozycja ustawienia tego barażu wyszła od samych zawodników Świtu, jeszcze przed pierwszym meczem. Problemem były jednak pieniądze. Oni chcieli 500 tysięcy złotych, a nasze możliwości sięgały dużo mniejszej kwoty. Sprawę rozprowadzał były kierownik drużyny Polonii Warszawa Marek Kęska z naszym trenerem Albinem Mikulskim. Oni się znali z pracy w Polonii. Kiedyś przyszedł do mnie Mikulski i powiedział o tej propozycjidyrektor Szczakowianki Jerzy F. zeznający w prokuraturze
Nieprawdopodobny awans
Pierwszy mecz w Nowym Dworze Mazowieckim zakończył się zwycięstwem gospodarzy 1:0. Jednak na Śląsku górą okazali się zawodnicy Szczakowianki, wygrywając 3:0 i zapewniając sobie miejsce w elicie. Prezes Świtu, wcześniej wspomniany Wojciech Szymański oskarżył swoich piłkarzy o sprzedanie tej rywalizacji. Wydział Dyscypliny PZPN przeprowadził dochodzenie, w którym ujawniono przekupienie graczy Świtu Nowy Dwór Mazowiecki kwotą 265 tys. złotych. Rewanż zakwalifikowano jako walkower dla gości, co oznaczało awans biało-zielonych do I Ligi. Sprawa zyskała miano „afery barażowej”, na której temat szeroko rozpisywały się ogólnopolskie media informacyjne. Przyspieszyło to proces wprowadzenia przestępstwa przekupstwa sportowego do Kodeksu Karnego.
Szczęście uśmiechnęło się do Nowodworzan, którzy kosztem Szczakowianki znaleźli się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Jeszcze kilkanaście lat wcześniej bardzo odważnym byłoby o tym marzyć. Problemem stał się stadion, który nie spełniał wymogów na I Ligę. W związku z tym jesiennym domem klubu miał stać się później Stadion Legii. Tymczasem nad Narwią powstała silna ekipa (choć niegotowa na grę w elicie), złożona z takich zawodników jak Arkadiusz Malarz, Łukasz Mierzejewski czy Jerzy Podbrożny. Kibicowsko fani Świtu byli pochodzącymi z Nowego Dworu sympatykami Legii.

Obiekt przy Sportowej 66 przechodził pośpieszną modernizację, gwałtowne zmiany spotkały także strukturę klubu. Wszystko po to, by najlepiej przygotować się do rozgrywek I Ligi. Ziścił się sen zwykłego miasta powiatowego o wielkim sukcesie.
Historyczny sezon Świtu
Początek nie był najlepszy. Pucharowe spotkanie z czwartoligową Ceramiką Paradyż zakończyło się kompromitacją i odpadnięciem po rzutach karnych. Co więcej, to był tylko początek tragikomedii. Przez całą rundę jesienną Świt Nowy Dwór Mazowiecki nie wygrał żadnego meczu, zdobywając zaledwie cztery punkty w trzynastu meczach! Słabe występy przeplatał kompromitacjami (1:5 z Lechem, 0:4 z Wisłą i Dyskobolią).
Żenująca seria dziewięciu porażek z rzędu zakopała Nowodworzan bardzo głęboko w strefie spadkowej. Co więcej, rozgrywki były wtedy bardzo okrojone – rywalizowało zaledwie czternaście drużyn na przestrzeni 26 kolejek. Misja uratowania Świtu Nowy Dwór Mazowiecki przed spadkiem mogła więc wydawać się niewykonalna. Szymański wiedział jednak, że Jabłoński tego nie dokona. Potrzebny był człowiek nie tylko z dobrym warsztatem trenerskim, ale także z szerokim wachlarzem kontaktów. Które niekoniecznie miały być wykorzystywane w uczciwych celach.
Wybór padł na nie byle kogo, bo na Janusza Wójcika, czyli postać absolutnie legendarną. Byłego selekcjonera (w latach 1997-1999), obieżyświata i srebrnego medalistę z olimpiady w Barcelonie. Przed Świtem prowadził reprezentację… Syrii, a wybiegając trochę w przyszłość, rok później zamienił Nowy Dwór Mazowiecki na Sejm RP. Takie doświadczenie nowego trenera nie zmieniało jednak absolutnie fatalnej sytuacji klubu. Ze względu na niedokończone sprawy drużynę objął dopiero w kwietniu.

Liga wracała do gry w marcu, więc Wójcik miał odpowiednio sporo czasu, by wdrożyć do drużyny swoje pomysły. Już wtedy konsultował wszystko, co działo się w klubie. Pierwszy mecz rundy wiosennej był także pierwszoligowym debiutem Stadionu przy Sportowej 66. Dodatkowo atrakcyjność rywala (Widzew Łódź) spowodowała, że mecz stał się kibicowskim świętem. Niestety pseudokibice Legii i RTS-u wywołali zamieszki pod stadionem, interweniować musiała policja. Na boisku nie było takich fajerwerków; padł bezbramkowy remis. Łodzianie zajmowali zimą ostatnie miejsce nie skutkujące bezpośrednim spadkiem, a strata Świtu do nich wynosiła sześć punktów.
Wiosna cudów
Pierwsze zwycięstwo w sezonie biało-zieloni odnieśli dwa tygodnie później, pokonując na własnym boisku GKS Katowice (2:1). Następne tygodnie to kolejne domowe wygrane i wyjazdowe porażki. Sytuacja stała się paradoksalna, gdy pojawiła się szansa na utrzymanie w lidze. Świt Nowy Dwór Mazowiecki zwyciężał z Odrą Wodzisław, Górnikiem Łęczna, Polonią Warszawa i Lechem Poznań. Wójcik był bliski niemożliwego, a bezpośrednimi rywalami w walce o bezpieczną lokatę byli wcześniej wspomniany Widzew oraz Górnik Polkowice.

Dobre rezultaty Nowodworzan doprowadziły do tego, że wszystko miało rozstrzygnąć się w ostatniej kolejce. W niej miało dojść do bezpośredniej konfrontacji Świtu z Górnikiem Polkowice. Ekipa z Dolnego Śląska plasowała się jedno miejsce wyżej w tabeli z jednym punktem przewagi. Wygrana biało-zielonych dawała im baraż o utrzymanie, każdy inny rezultat zsyłał ich do II Ligi.
Mecz zakończył się remisem 0:0. Oznaczało to klęskę misji Wójcika, która była przecież tak bliska cudu. No właśnie, ten cud okazał się nie być do końca cudem. Do tego śledczy dochodzili w kolejnych latach.
Kupione wyniki
Śledztwo prokuratury doprowadziło do postawienia byłemu selekcjonerowi jedenastu zarzutów, skupionych wokół kupowania meczów. Wójcik stale współpracował z Ryszardem F. „Fryzjerem”, czyli lordem korupcji w polskiej piłce. Trener Świtu wydał około pół miliona złotych na łapówki dla sędziów i przeciwników. Oprócz siedmiu meczów Biało-zielonych, przekupiony został też wynik spotkania Górnik Polkowice – Lech Poznań.
Szczególnie absurdalny był mecz ostatniej kolejki z Górnikiem, przed którym Wójcik przekazał sędziemu 100 tys. złotych. Z racji niekorzystnego wyniku zażądał później zwrotu pieniędzy, co uzyskał. Sprawa ciągnęła się bardzo długo, bo aż do 2014 roku. Wtedy Sąd Okręgowy we Wrocławiu uznał doświadczonego trenera winnym przedstawionych zarzutów i skazał go na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat. Warto dodać, że wyrok dotyczył tylko części z tych spotkań.
Co się stało ze Świtem?
Koniec przygody z I Ligą oznaczał również koniec zaangażowania Wojciecha Szymańskiego w klubie. W przeciwieństwie do wielu podobnych projektów, Biało-zieloni nie zbankrutowali i przystąpili do rozgrywek na zapleczu elity. Dopiero drugi sezon przyniósł spadek. Świt nie stoczył się do niższych lig, od dwunastu lat nieprzerwanie gra w III Lidze. Najbliżej powrotu na szczebel centralny był w sezonie 2020/2021, gdy ze stratą trzech punktów do Pogoni Grodzisk Mazowiecki zajął drugą lokatę.
Przed rozpoczęciem ubiegłorocznych rozgrywek do drużyny wrócił Michał Kucharczyk. Reprezentant Polski wrócił do macierzystego klubu po szesnastu latach przerwy.











