Skandal w h(k)icie dnia. Koniec serii Lewandowskiego


Kontrowersje w „Derbach Północy”

24 lutego 2018 Skandal w h(k)icie dnia. Koniec serii Lewandowskiego

Dotychczasowe mecze 24. kolejki Bundesligi nie rozpieszczały kibiców, serwując bardzo małą liczbę goli. W Monachium doszło do małej niespodzianki. Na Allianz Arena, mimo dużego naporu na przeciwnika, Bayern tylko zremisował z Herthą BSC. W hicie dnia było bardzo gorąco w Bremie. Zanosiło się na bezbramkowy remis po niezwykle słabym widowisku, ale w końcówce kontrowersyjną bramkę zdobył Werder. Porażka dla HSV może oznaczań pierwszy krok w stronę spadku do 2.Bundesligi.


Udostępnij na Udostępnij na

Przez wiele lat „Derby Północy” uchodziły za jedne z najlepszych meczów w Bundeslidze. Od kilku sezonów ranga tego wydarzenia spadła wraz z siłą piłkarzy Werdera oraz HSV. W rundzie jesiennej doświadczyliśmy słabego widowiska w Hamburgu. Wynik 0:0 i pierwsze od 18 lat bezbramkowe derby. Na podobny rezultat zanosiło się w Bremie. Zresztą sami piłkarze byli świadomi, co prezentują obie ekipy.

Popis kibiców

Mecz na Weserstadion nie powalał jakością piłkarską. Na początku inicjatywę przejął Hamburger SV, ale w zasadzie gra obu drużyn polegała na bieganiu oraz masie błędów. W trakcie pierwszej połowy kibice zobaczyli tylko jeden celny strzał na bramkę Jiriego Pavlenki. Niestety to nie piłkarze zwrócili na siebie największą uwagę podczas pierwszej odsłony Nordderby. Głupotą popisali się kibice HSV, którzy w sektorze gości na początku meczu odpalili… fajerwerki. Sędzia Felix Zwayer na chwilę wstrzymał grę, bo zagrożony był bramkarz Werderu. Jeszcze ok. 40. minuty ponownie fani przyjezdnych odpalili kolejne „achtungi” i arbiter po raz kolejny przerwał grę. W przerwie meczu pojawił się komunikat od sędziego, że jeszcze jeden taki wyskok sprawi, że zatrzyma grę i zaprosi piłkarzy do szatni.

Wraz ze zniknięciem sztucznych ogni zniknęła gra HSV. Goście sprawiali wrażenie, jakby zostali w szatni. Obraz meczu za bardzo się nie zmienił. Werder posiadał piłkę, ale nie działo się nic nadzwyczajnego. Typowy klimat derbów – dużo walki, fauli oraz podgrzewania atmosfery. Dopiero w 70. minucie wreszcie widowisko się rozkręciło. Zawodnik Werderu Maximilian Eggestein łatwo balansem ciała minął Kyriakosa Papadopoulosa i oddał silny mierzony strzał. Niestety minął on słupek bramki Christiana Mathenii. Parę minut później ponownie 21-latek zmarnował okazję dla gospodarzy.

Sama końcówka przyniosła kontrowersyjną bramkę. Po podaniu z głębi pola Aron Johannsson stanął w oko w oko z bramkarzem HSV. Jego strzał odbił się między obiema nogami Mathenii i zmierzał do pustej bramki. Walka o turlającą się piłkę pomiędzy Rickiem van Drongelenem a Ishakiem Belfodilem kończy się bramką samobójczą. Kontrowersyjny był moment strzału Johannssona, bo wtedy na minimalnym spalonym znalazł się algierski napastnik Werderu. VAR nie wykazał spalonego, ale już w tym sezonie w Niemczech był problem z linią spalonego w tym systemie. Z powtórek telewizyjnych można było zobaczyć pozycję spaloną piłkarza gospodarzy.

Porażka dla HSV oznacza wielkie utrudnienie w drodze po utrzymanie. W tym momencie strata do miejsca barażowego wynosi siedem punktów, a do bezpiecznej strefy osiem punktów. Największy rywal być może wyprowadził śmiertelny cios, a widmo spadku dla Hamburga jest prawdopodobne jak nigdy wcześniej. Również nie została przerwana niechlubna seria Bernda Hollerbacha. W poprzedniej kolejce trener „Dinozaurów” jako pierwszy w historii nie odniósł wygranej w czterech pierwszych meczach po objęciu posady szkoleniowca. Po przegranej w „Derbach Północy” dołożył do tego dorobku piąte spotkanie.

Przerwana seria w jubileusz

W najciekawszym spotkaniu pierwszej serii sobotnich meczów Bundesligi w Monachium Bayern tylko zremisował z Herthą. Dla „Bawarczyków” był to ważny mecz, ponieważ chcieli kontynuować swoją serię. Mistrz Niemiec wygrał dotychczas 14 spotkań z rzędu, licząc wszystkie rozgrywki, w jakich brał udział. W przypadku pokonania „Starej Damy” Bayern pobiłby swój 38-letni rekord, który za sprawą ówczesnego trenera Pala Csernaia został ustanowiony w 1980 roku.

O pobicie innego rekordu walczył Robert Lewandowski. Polak zdobywał gole w każdym z 11 ostatnich meczów na boisku w Monachium. Dzięki temu zrównał się z Juppem Heyckesem, który w barwach Borussii Moenchengladbach ustanowił ten rekord. Niestety podobnie jak seria Bayernu, tak i seria kapitana reprezentacji Polski zakończyła się na Hercie. Jedyny powód do małego świętowania Lewandowskiego to jubileuszowy 250. występ na boiskach Bundesligi. Oczywiście 29-latek wolałby uczcić go zdobytą bramką i wygraną Bayernu.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na wygraną Bayernu. Co prawda mistrz Niemiec ma przewagę 19 oczek nad drugim miejscem, ale Jupp Heynckes chce wygranej w każdym meczu. Nie pozwala na zdekoncentrowanie się swojej drużyny, co tylko wpływa na odpowiednie przygotowanie się do rywalizacji w Lidze Mistrzów. A propos europejskich pucharów. W ostatnim meczu przeciwko Besiktasowi w pierwszym składzie nie znalazło się miejsce dla Arjena Robbena i Francka Ribery’ego. Holender i Francuz nie ukrywali oburzenia decyzją trenera. Tę złość mieli przelać na boisku w spotkaniu przeciwko „Starej Damie”.

Od samego początku to „Bawarczycy” byli drużyną przeważającą. Dłużej utrzymywali się przy piłce i kreowali coraz więcej akcji. Problemy zaczęły pojawiać się w okolicach pola karnego gości. Tam świetnie pracująca defensywa Herthy niemal nie popełniała błędów. Jedyny błąd, jaki popełniła, był na początku meczu, gdy Lewandowski stanął przed okazją do zdobycia gola. Raz jego strzał głową wybronił Rune Jarstein, dwa sędzia liniowy dopatrzył się spalonego. Jednak najgroźniejszą sytuację miał Ribery po kontrze Bayernu. Niestety osamotniony w polu karnym Francuz wysłał piłkę w trybuny.

Trudno było przedrzeć się Bayernowi zarówno przez środek pola, jak i po bokach. Świetnie do obrony przesuwali się Mathew Leckie oraz Salomon Kalou, którzy wspierali bocznych obrońców. Rękę do gości po części wyciągali gospodarze popełniający sporo błędów w końcowych momentach akcji. To nie był mistrz Niemiec, jakiego oglądaliśmy we wtorkowym meczu Ligi Mistrzów. Trener gości Pal Dardai zapowiadał przed meczem na konferencji prasowej, że jego podopiecznym może udać się zdobyć punkt w Monachium. Jak pokazało spotkanie na Allianz Arena, to węgierski szkoleniowiec mógł się cieszyć po ostatnim gwizdku sędziego.

Goli jak na lekarstwo

Niestety 24. kolejka Bundesligi nie rozpieszcza fanów golami. W jedynym piątkowym arcyważnym meczu Mainz zremisowało z Wolfsburgiem. Mecz był określany mianem pojedynku o sześć punktów. Ekipa z Moguncji znajdowała się w strefie barażowej, z kolei „Wilki” są tylko dwa punkty nad nią. Żadna z drużyn nie chciała zaryzykować odsłonięcia się po wygraną za wszelką cenę, więc spotkanie zakończyło się wynikiem 1:1.

W sobotnich pozostałych starciach nie było lepiej. Wraz z nowym trenerem Stuttgart złapał serię wyników 1:0, ale udało się pokonać Eintracht. Drużyna z Frankfurtu ma duże aspiracja na obecny sezon i nie może potykać się w takich spotkaniach. W innym meczu na HDI Arena też padł wynik jednobramkowy. Tym razem to jednak pokonani do szatni zeszli gospodarze. Borussia Moenchengladbach przełamała serię porażek, pokonując Hannover po ładnym golu Christopha Kramera. W innym sobotnim meczu Hoffenheim u siebie tylko zremisował z Freiburgiem. Już nie pierwszy raz w obecnym sezonie podopieczni Juliana Nagelsmanna wypuszczają wygraną z rąk.

Komplet piątkowych i sobotnich wyników

1.FSV Mainz 05 – VfL Wolfsburg 1:1 (0:1)

0:1 – Brekalo 6′
1:1 – Muto 44′

Bayern Monachium – Hertha BSC 0:0

Hannover 96 – Borussia Moenchengladbach 0:1 (0:0)

0:1 – Kramer 72′

TSG 1899 Hoffenheim – SC Freiburg 1:1 (0:0)

1:0 – Kramarić 57′
1:1 – Petersen (rzut karny) 66′

VfB Stuttgart – Eintracht Frankfurt 1:0 (1:0)

1:0 – Thommy 13′

SV Werder Brema – Hamburger SV 1:0 (0:0)

1:0 – Van Drongelen (sam.) 86′

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze