Wygląda na to, że Walijczycy po raz drugi z rzędu na mistrzostwach Europy awansują do fazy pucharowej. Nawet jeśli w ostatniej kolejce wydarzy się cud i to Szwajcaria zajmie drugie miejsce, Walia wyjdzie z grupy z trzeciego miejsca. Choć w grupie z drużyną Italii czy typowanej na czarnego konia Turcji Walia była raczej underdogiem, zespół pokazał, że rok 2016 nie stanowił przypadku.
Cztery punkty w dwóch spotkaniach i właściwie pewne wyjście z grupy. Walijczycy rozpoczęli te mistrzostwa w najlepszy możliwy dla siebie sposób, tracąc tylko jednego gola. Przed nimi jednak starcie z rozpędzonymi Włochami. Lider grupy A zapewnił już sobie awans, więc możliwe, że na spotkanie z Walijczykami trener Mancini wystawi drugi garnitur.
Szczęśliwa inauguracja
Walia, podobnie jak 5 lat temu, nie gra porywającego futbolu. Pragmatyczne zwycięstwo nad Słowacją i nieco bardziej przekonujące nad fatalnie grającą Rosją pozwoliły drużynie zająć pierwsze miejsce w grupie. W fazie pucharowej zespół z Wysp znów skromnie pokonał Irlandczyków z północy, aby w ćwierćfinale w świetnym stylu odprawić Belgów, czarnego konia rozgrywek. Półfinał należał jednak do Portugalczyków.
Wbrew pozorom niewiele zmieniło się od tamtego czasu. Walijczycy dalej grają piłkę pragmatyczną, jednak kiedy poczują krew, potrafią porwać widownię i zaprezentować bardzo wysoki poziom. Taka swoista nieregularność wynika raczej z faktu, że drużyna nieco podporządkowuje się rywalom. Bada przeciwników, po czym stara się rozbić defensywę rywali.
Nie inaczej było w spotkaniu przeciwko Szwajcarom. To piłkarze z centralnej części Europy zdominowali ten mecz, Embolo i Seferović raz za razem marnowali dogodne sytuacje. Walijczycy natomiast czekali na swoją okazję. Szybko okazało się, że w polu karnym Szwajcarów dobrze radzi sobie Kieffer Moore. Już w 15. minucie zagroził bramce Yanna Sommera i dla Walijczyków stało się jasne, że przewagę napastnika trzeba będzie wykorzystać.
Walia górą w powietrzu
Walijczycy próbowali swojego szczęścia po stałych fragmentach gry. Dokładne dogrania Aarona Ramseya (który swoją drogą rozegrał świetny mecz) ocierały się jednak o głowy partnerów. Szwajcarzy zamykali drogę do własnej bramki, z czym ich rywale mieli spore kłopoty. Mecz inaugurujący mistrzostwa nie będzie najlepiej wspominany przez defensorów. Fakt, że Szwajcarzy zdobyli tylko jedną bramkę, wynika raczej z tego, że napastnicy marnowali swoje okazje. Świetnie w bramce spisywał się także Danny Ward.










