W pierwszym niedzielnym meczu 35. kolejki Serie A Udinese Calcio pokonało Sampdorię Genua 3:1. Na dwa gole Antonio Di Natale i trafienie Muriela odpowiedział Eder.
Dzisiejsze zmagania w ramach 35. kolejki Serie A rozpoczęło starcie walczącego o puchary Udinese z cały czas oglądającą się na strefę spadkową Sampdorią. Dla polskich kibiców najważniejszą informacją była obecność Piotra Zielińskiego w pierwszym składzie gospodarzy.
Pierwsze minuty były – delikatnie rzecz ujmując – niezbyt ciekawe. Obie ekipy próbowały przede wszystkim akcji skrzydłami, ale wszystkie dośrodkowania były albo niecelne, albo wyłapywane przez bramkarzy, albo blokowane przez obrońców. Małą przewagę miało Udinese, jednak tylko przez pierwszy kwadrans. Od 15. minuty gospodarze się cofnęli i wyczekiwali na kontry. Pierwszą niezłą sytuację stworzyli goście. Obiang zagrał prostopadłą piłkę do wbiegającego w pole karne Edera, którego uprzedził bramkarz. Na pierwszy strzał musieliśmy czekać aż do 29. minuty. Domizzi zagrał w pole karne, a tam niezawodny Di Natale przyjęciem zmylił obrońcę i precyzyjnym strzałem przy dalszym słupku zdobył gola. Od tego momentu mecz zdawał się rozkręcać, bo pięć minut później Sampdoria wyrównała. Icardi podał do Edera, który mierzonym uderzeniem zza pola karnego pokonał bramkarza. Niestety, po tych dwóch przebłyskach piłkarze wrócili do leniwej, typowo niedzielnej gry. Co prawda w końcówce pierwszej połowy próbował jeszcze uderzać Di Natale, ale oba strzały głową nie stanowiły żadnego zagrożenia dla bramkarza Sampdorii i pierwsza część meczu zakończyła się remisem.
Druga połowa rozpoczęła się zdecydowanie lepiej od pierwszej, bo już w 52. minucie gospodarze objęli prowadzenie. Danilo zagrał długą piłkę do Di Natale, który pięknie przelobował wychodzącego bramkarza i zdobył swojego drugiego gola. Chwilę później na boisko wszedł Muriel. Zmienił on Zielińskiego. Polak oprócz jednego rajdu w pierwszej połowie, z którego ostatecznie nic nie wynikło, był niemal niewidoczny. Piłkarze wydawali się o wiele chętniejsi do gry niż w pierwszej połowie. Odpowiedzieć na trafienie Di Natale próbował Eder, ale tym razem jego strzał obronił Brkić. Brazylijski napastnik uderzył raz jeszcze kilka minut później po krótko rozegranym rzucie wolnym, jednak i tym razem dobrze interweniował bramkarz Udinese. Oprócz Edera strzelali również Mustafi i Obiang, lecz czynili to niecelnie. Wyraźnie było jednak widać przewagę Sampdorii.
Niezwykle bliski wyrównania był Sansone, który bardzo ładnie uderzył z dość ostrego kąta, ale trafił w słupek. Udinese liczyło na kontrataki i po jednym z nich bardzo bliski strzelenia gola był Muriel, lecz piłka po jego uderzeniu o centymetry minęła słupek. Muriel zaprzepaścił również świetną sytuację w 82. minucie. Po kolejnej kontrze trafił w obrońcę gości. Trzy minuty przed końcem Muriel już się nie pomylił. Naciskany przez Di Natale, bramkarz Sampdorii wybił piłkę wprost pod nogi rezerwowego gospodarzy, który mocnym, precyzyjnym strzałem zapewnił Udinese zwycięstwo.
Ten gość nie przestaje zachwycać
Po co robić taka relacje skoro nie ma żadnej
wzmianki o grze Zielińskiego? Słabe...
di Natale znów demoluje. To moim zdaniem najlepszy
snajper na świecie.
Jeden z lepszych. Moim zdaniem Suarez najlepszy.