Polska z reprezentacją Włoch zagrała w swojej historii sporo, bo aż 5 meczów towarzyskich. Sześciokrotnie mierzyliśmy się z nimi również w spotkaniach eliminacyjnych (4 razy były to eliminacje do mundialu, 2 razy do europejskiego czempionatu). Akurat do tych batalii niechętnie wracamy wspomnieniami (4 remisy, 2 zwycięstwa Włochów, bilans bramkowy 1-9 dla Italii). Do historii polskiej piłki przeszły tak naprawdę trzy mecze przeciwko piłkarzom z Półwyspu Apenińskiego.
Decydujący pojedynek w grupie D
W 1974 roku system rozgrywania mistrzostw świata był inny niż dzisiaj. W turnieju były dwie fazy grupowe. Dwie najlepsze drużyny z każdej z czterech grup awansowały do drugiej rundy, gdzie w dwóch grupach toczyła się walka o udział w finale – najlepsze drużyny grały w finale, ekipy z drugich miejsc walczyły miedzy sobą o 3 miejsce. Z Włochami zmierzyliśmy się w pierwszej fazie turnieju rozgrywanego w RFN.
Dla „Biało – Czerwonych” był to pierwszy powojenny mundial, na który pojechaliśmy. Na dodatek do Niemiec (wówczas RFN), co też miało swoją symboliczną wymowę. Polska zaskoczyła cały piłkarski świat, kiedy po słynnym remisie na Wembley, awansowała do mistrzostw świata kosztem Anglików. Eksperci piłkarscy nie stawiali na Polskę mimo, że ta dwa lata wcześniej (również w RFN) zdobyła złoty medal olimpijski. Jednakże kibice wiedzieli, że drużynę Kazimierza Górskiego stać na sprawienie niejednej niespodzianki. Polska wygrała aż 6 meczów na mundialu i jest jedną z niewielu drużyn w historii tej imprezy, która wygrała taką ilość spotkań i nie została mistrzem świata. W pokonanym polu zostawiliśmy między innymi Włochów.
Ten mecz decydował o tym kto i z którego miejsca awansuje do drugiej fazy turnieju. Polska miała na koncie cztery punkty po zwycięstwach z Argentyną i Haiti (wówczas za zwycięstwo przyznawano dwa punkty), a Włosi mieli trzy „oczka” po pokonaniu Haiti i remisie z Argentyną. Kandydatów do awansu było więc trzech, a miejsca tylko dwa. Nasz mecz z Włochami był ważniejszy dla Squadra Azzurra. Potrzebowali przynajmniej remisu, żeby zapewnić sobie awans, podczas gdy my byliśmy go już pewni przed meczem. Jednakże podopieczni Kazimierza Górskiego w starciu z Włochami grali o zapewnienie sobie pierwszego miejsca w grupie D. Wydarzeniom ze Stuttgartu uważnie przyglądali się też Argentyńczycy, którzy trzymali kciuki za „Biało – Czerwonych”. Nasze zwycięstwo z Włochami oznaczał awans piłkarzy z Ameryki Południowej.
W pierwszej połowie to Polacy zdecydowanie dominowali. Graliśmy z rozmachem, efektownie i strzeliliśmy dwa piękne gole przed przerwą. Najpierw w 38 minucie Andrzej Szarmach cudownym strzałem głową pokonał Dino Zoffa, a następnie gola do szatni w 45 minucie meczu wpakował atomowym strzałem zza pola karnego Kazimierz Deyna. Kapitanowi Polaków po tym uderzeniu pękł but.
Druga połowa była już trudniejsza. Włosi rzucili wszystkie siły do ataku, ponieważ nie mieli już nic do stracenia. Czuli, że znajdują się nad przepaścią, bowiem ten wynik eliminował ich z dalszego udziału w mistrzostwach. Jednakże Polacy mądrze się bronili i pozwolili Włochom tylko na jedno trafienie. W 85 minucie meczu Jana Tomaszewskiego pokonał Fabio Capello – późniejszy znakomity trener.











