Trzy dni po remisie 2:2 z Juventusem w Turynie, w Lidze Europy, Stade Rennais wróciło na Roazhon Park z pomysłem na grę, który Franck Haise odkurzył po latach trenowania Lens. Trójka stoperów, wahadła szeroko, a między liniami Sebastian Szymański. Jak widać trener miał nosa. W spotkaniu z RC Strasbourg Szymański, podobnie jak cały zespół, zalicza świetny występ, a Frankowski dokłada kolejną asystę.
Dla Szymańskiego zostaje pytanie, na jak długo pozostanie on centralnym punktem w osi trenera. Czy gol z 61. minuty to początek jesieni, w której pomocnik przestaje być tylko trybikiem między Valentinem Rongierem a Camarą, czy kolejny błysk w sezonie, który sam trener widzi jako nierówny? Póki piłka w grze, nic nie jest przesądzone.
Początek należał do gości. Od początku spotkania Strasbourg nacierał na bramkę rywali, jednak nic większego z tego nie wyniknęło. Głowa Giovanniego Reyny po dośrodkowaniu Antwiego nie sprawiła kłopotu Sambie, ale Strasbourg miał piłkę i kontrolował boisko. Rennes wchodziło w mecz spokojnie, ale potem weszło na zdecydowanie wyższe obroty.
Chorągiewka w górę i asysta Frankowskiego
W 34. minucie odezwał się Przemysław Frankowski. Z prawej strony dograł piłkę w pole karne, a Boulaye Dia, trzy dni po karnym w Turynie, za wciąż nieobecnego Lepaula, dokończył akcję z najbliższej odległości. Liniowy najpierw widział spalony. VAR potrzebował chwili na weryfikację, ale ostatecznie gola uznał. Było 1:0. Rennes na moment wychodziło nawet na czoło ligowej tabeli.
Siedem minut później wykończenie było już tylko polskie. Coulibaly poślizgnął się przy przyjęciu, Mousa Al-Tamari wypuścił Nagidę lewą stroną, a dośrodkowanie Kameruńczyka, Dia przepuścił za plecy. Przy dalszym słupku czekał nie kto inny jak Sebastian Szymański, sam, i z bliska nie dał szans Filipowi Jorgensenowi. Do przerwy Rennais prowadziło już 2:0. RC Strasbourg zaczął odważnie, z młodzieńczym polotem i zapłacił za własne błędy.
Lewa noga w samo okienko – Sebastian Szymański z pięknym golem
Po przerwie Strasbourg znów ruszył do odrabiania. Yaya Dieme, wprowadzony za Dario Essugo, uderzył w boczną siatkę, a zawodnik Rennais wybijał głową sprzed własnej bramki. Jednak Strasbourg nie zdołał znowu podtrzymać swojego tempa. Wystarczyło, że zawodnicy trenera Haise podeszli nieco wyżej i ponownie zdominowali grę. W 61. minucie Al-Tamari cofnął piłkę na prawą stronę, na linię pola karnego. Szymański przestawił się na swoją lepszą lewą nogę, podciął uderzenie i wpakował je w samo okienko, z poprzeczką po drodze. Klubowa relacja nie szukała ozdobników i pisała jasno: to magik. VAR sprawdził jeszcze spalony przy wyjściu do akcji i gola utrzymał. Było 3:0.
Dla 27-latka z Białej Podlaskiej, który w styczniu 2026 roku przeszedł do Rennes z Fenerbahçe, to druga i trzecia bramka w tym sezonie Ligue 1. Poprzednią, jedyną do dzisiejszego wieczoru, strzelił 23 sierpnia w remisie 2:2 z Paris Saint-Germain. W całym poprzednim ligowym roku w Bretanii trafił raz. Około 77. minuty schodził przy brawach, a na boisko wchodził za niego Ludovic Blas. Frankowski drugiej bramki nie dołożył. Wcześniej strzał gdańszczanina ze stałego fragmentu minął Mahdiego Camarę. Asysta przy golu na 1:0 i tak zamyka jego wieczór z wpisem do protokołu meczowego.
Kolejna ławka dla Piekutowskiego
Trzeci z Polaków oglądał ten wieczór z dystansu. Miłosz Piekutowski siedział na ławce Hugo Oliveiry i nie wszedł. W kadrze meczowej na mecz z Rennes nie było Maxiego Oyedele. Cały ciężar biało-czerwonych wziął więc duet z pierwszego składu zespołu z Bretanii. Jedna asysta, dwie bramki i łącznie trzy gole dla gospodarzy. Liczby z końcówki tylko to podkręcają. Strasbourg miał więcej piłki, około 53 do 47 procent, i tyle samo strzałów celnych: cztery. Rennes oddało 14 uderzeń, goście 12. Różnicę zrobiły miejsca, w których stawał Szymański, i interwencja Charliego Cresswella, który w 75. minucie wybił piłkę z linii po próbie Jacobo Ortegi. Czyste konto Samby.
Miejsce na chwilę, czy na dłużej?
Przy 16 punktach po ośmiu kolejkach Rennes wyprzedza Lille i Monaco, które mają po 15, choć część ligi ma jeszcze mecz zaległy. Prowadzenie jest prawdziwe i na razie tymczasowe. Strasbourg, po czwartej porażce z rzędu, po Paris FC, Nice i PSG, zsuwa się w okolice 16. miejsca, z siedmioma punktami. To już strefa baraży. Trener Haise przed meczem mówił wprost, że w Strasbourgu nie brakuje jakości. Jakość na boisku była. Skuteczności, delikatnie mówiąc, zabrakło.
Na Roazhon Park, tego niedzielnego wieczoru, polska część Rennes wyglądała tak, jakby wreszcie złapała dobre flow.











