Polska i Francja to kraje o odrębnej kulturze, jednak wiele wątków we wspólnej historii obu państw się przeplata. Wybitni muzycy, artyści i naukowcy odcisnęli swoje piętno na relacjach polsko-francuskich. Czasami bywało też tak, że zazdrośni Francuzi chcieli nam „podkraść” naszą chlubę. W przypadku meritum mojego artykułu raczej nikt nie będzie myślał o naturalizowaniu Szymańskiego i Frankowskiego, jednak warto wziąć pod uwagę, że Polacy grający dla drużyny z serca Bretanii są nieodłączną częścią zespołu, który w tym sezonie spisuje się bardzo dobrze. Jak obaj zawodnicy radzą sobie w obecnych rozgrywkach? Odpowiedź znajdziecie w dalszej części artykułu.
Francuskie powiedzenie „À chaque oiseau, son nid est beau”, które w dosłownym tłumaczeniu oznacza „Dla każdego ptaka jego gniazdo jest piękne”, można rozumieć jako metaforę przywiązania do własnego kraju, jego kultury i tradycji. Każdy z nas ma bowiem miejsce, które uważa za wyjątkowe, niezależnie od tego, jak postrzegają je inni. Podobnie jest w przypadku naszych rodaków, którzy po wyjeździe do Francji zyskali coś, czego przez znaczną część kariery im brakowało – środowisko, w którym mogą odnaleźć swoją najlepszą formę. Wynika z tego, że jeśli miejsce, w którym się znaleźliśmy, jest na nas otwarte, wszystko, co dobre, przyjdzie i zaprocentuje w przyszłości.
Frankowski z trenerem czerpią wzorce z Lens
Przemysław Frankowski razem z trenerem Franckiem Haise’em znają się od czasów wspólnej pracy w Racingu Lens. Wówczas obaj panowie święcili triumfy w lidze francuskiej, osiągając niesamowite wyniki. Skutkiem dobrej gry całego zespołu było wywalczenie historycznego awansu do Champions League. Sam Przemysław Frankowski dołożył swoją cegiełkę do tego sukcesu. Bowiem przez cały sezon 2023/2024 prezentował niesamowitą formę sportową, co przełożyło się na strzelenie pięciu goli i zanotowanie trzech asyst, które jak na pozycję prawego obrońcy robią wrażenie. Łącznie Polak spędził w klubie z północy Francji cztery sezony, zagrał w 122 spotkaniach i mógł poszczycić się niesamowitymi 30G/A na poziomie Ligue 1. Można zatem odnieść wrażenie, że we Francji Polak był uwielbiany przez kibiców, głównie za sprawą swoich umiejętności. Tak też było, jednak kontuzje, które trapiły zawodnika powodowały, że irytacja narastała nie tylko u samego piłkarza. Zresztą, kontuzje u Przemka to coś, co w głównej mierze odciskało piętno na jego regularności sportowej.
– „Na plus w sytuacji Frankowskiego działa to, że doskonale zna założenia taktyki Francka Haise’a – w końcu współpracował z nim w Lens. Te mimo innej formacji (Rennes gra czwórką obrońców) pozostają niezmienne i jednym z nich jest właśnie ważna rola bocznych obrońców w ofensywie. Tutaj Frankowski ma oczywiście spore pole do popisu, mając asekurację może podłączać się do akcji zaczepnych.” – mówi nam Bartłomiej Gabryś.
Totalna klapa w Turcji i renesans formy w Rennes
Przemysław Frankowski po grze dla RC Lens postanowił zmienić otoczenie. Z propozycją przyszedł wówczas Galatasaray, który wypożyczył Polaka z obowiązkiem wykupu. Epizod w Turcji nie był dla niego tak udany, jak we Francji. Polak zagrał w 14 spotkaniach, w których przywdziewał koszulkę popularnej „Galaty” i zaliczył jedną asystę. Z początku wydawało się, że Polak dobrze wybrał i sportowo transfer się obroni. Najlepszy mecz to jego debiut z Rizesporem, gdzie Polak jako wahadłowy mógł swobodnie podłączać się do akcji ofensywnych. Problem pojawił się w momencie, kiedy trener Okan Buruk zmienił ustawienie swojej drużyny z 3-4-3 na 4-4-2. Było to o tyle istotne, że zaczęto wymagać większej odpowiedzialności, koncentracji i pracy w defensywie, a z tym u Polaka było różnie.
Później było tylko gorzej, Frankowski miał problemy z wygraniem rywalizacji o skład z zawodnikami, którzy byli lepsi w defensywie i lepiej pasowali do systemu Buruka. Kwintesencją jego fatalnej gry była czerwona kartka w derbach z Beşiktaşem. Po tym spotkaniu większość kibiców i ekspertów postawiło widoczny znak zapytania pod nazwiskiem Frankowskiego. Krótko po tym trener Buruk zaczął coraz częściej odstawiać Przemka na boczny tor.
Renesans w Rennes
Koniec końców nie był to udany epizod w kraju, który znamy ze świetnego i popularnego w Polsce dania. Pomimo że Polak zdobył z Galatasaray dwa trofea, oczywiste było, że nie zagości tam na dłużej. Zaczęły się poszukiwania klubu, który mógłby wykupić Frankowskiego. Na jego szczęście we Francji, w której miał świetną renomę, aż roiło się od ofert. Finalnie postawił na klub ze stolicy Bretanii, gdzie kluczową rolę odegrał trener, którego znał z wcześniejszych występów w Lens.
Franck Haise postanowił zaufać ponownie zawodnikowi i sprowadził go do klubu. Styl gry zespołu, który preferuje Haise, nie różni się zbytnio od tego, co mogliśmy widzieć w Lens. Wysoko grające boki obrony to coś, co z pewnością Frankowskiego jeszcze bardziej skłoniło do przyjęcia propozycji Stade Rennes.

Mimo tego, że poprzedni sezon miał przyzwoity, bo zagrał w 19 spotkaniach, to znów borykał się z kontuzjami, które przeniosły się na krótki wymiar czasu na boisku. Udało mu się jednak zdobyć gola i zanotować asystę. Chodziły jednak głosy, że gdyby nie kontuzje, Frankowski mógłby jeszcze bardziej uwydatnić swoje atuty.
Prawdziwy przełom nastąpił na początku tego sezonu. Polak wyszedł w praktycznie wszystkich meczach od początku, co przełożyło się na gola oraz asystę. Widać, że system gry oraz sam trener Frankowskiemu służą. Prezentuje to też powyższy radar OPTY w percentylach, który pokazuje, że Frankowski w formie to jeden z najlepszych obrońców w lidze. Problemem jego wciąż pozostaje jedno, defensywa. Nie jest też tak, że Polak to słaby w destrukcji zawodnik. Jednak należy powiedzieć sobie jasno, że nie jest to jego najlepsza strona.
Mocny początek Szymańskiego, później średnio
Sebastian Szymański po dość udanej przygodzie w Turcji zwrócił na siebie uwagę głównie swoją charakterystyką. Potrafi być mobilnym pomocnikiem, który gra między liniami, lubi schodzić na skrzydła i jest mocno uniwersalnym zawodnikiem. Pokazały to występy w Fenerbahce, w którym zbierał świetne recenzje i zagrał prawdopodobnie swój sezon życia, notując 10 goli i 11 asyst. Francuski klub zapłacił za Polaka prawie 10 milionów euro.
Wśród kibiców z Bretanii pisząc ten artykuł napotkałem stwierdzenie, że gdy Szymański ma piłkę na przedpolu, nigdy nie pudłuje podczas oddawania strzału. Jest to o tyle ciekawe, że Polak udowadniał, że potrafi zdobywać bramki zza pola karnego, jak chociażby w spotkaniu z PSG. Zresztą zagrał wtedy prawdopodobnie swój najlepszy mecz w barwach Stade Rennes. Później jednak wystąpił u Szymańskiego pewien dołek formy, jego regularność nie była tak częsta jak na początku sezonu.

W dodatku w kilku meczach po prostu znikał i przechodził obok spotkania. Być może wynika to z jego roli na boisku, która z biegiem tego sezonu zmieniła się. Początkowo Polak występował na pozycji numer „10” jednak w ostatnim spotkaniu z Paris FC został przesunięty nieco niżej i grał jako „ósemka”. Brał na siebie ciężar rozgrywania akcji i zabezpieczał środek boiska. W taki sposób trener starał się mocniej zaakcentować to, co Szymański potrafi robić bardzo dobrze – posyłać diagonalne podania w przód, gdzie odnajdywał partnerów na skrzydłach. Więc skoro jego sposób gry jest przydatny dla drużyny, to dlaczego jest słabiej niż na początku?
***
Odpowiedź może kryć się właśnie w zmianie roli na boisku. Grając jako ofensywny pomocnik, Szymański ma więcej okazji do szukania strzału, wejść w pole karne i bezpośredniego kreowania sytuacji. Przesunięcie go niżej oznacza natomiast większą odpowiedzialność za rozegranie i zabezpieczenie środka pola. Polak może dzięki temu lepiej wykorzystywać swoje umiejętności w budowaniu ataków, ale jednocześnie rzadziej znajdować się w strefach, w których jego ofensywne atuty są najbardziej widoczne.
Nie musi to oznaczać, że trener Rennes przestał dostrzegać jego potencjał. Być może szuka sposobu na lepsze wykorzystanie jego techniki i umiejętności zagrywania piłki do bocznych sektorów. Pytanie tylko, czy w tej roli Szymański będzie potrafił zachować to, co wyróżniało go na początku sezonu. Dla Rennes najkorzystniejszy scenariusz to taki, w którym Polak nie tylko pomaga w rozegraniu, ale również regularnie pojawia się pod bramką rywala i przekłada swoją aktywność na konkretne liczby.
Mocna konkurencja nie pomaga obu Polakom
Obaj Polacy, mimo że spisują się raz lepiej, raz gorzej, mają jedną cechę wspólną. Jest nią oczywiście spora rywalizacja. Na prawej stronie Przemysław Frankowski ma do rywalizacji Bryana Reynoldsa, a więc Amerykanina, który w przeszłości reprezentował barwy Romy. W obecnym sezonie piłkarz z Ameryki Północnej zagrał w pięciu spotkaniach Ligue 1, notując dwie asysty i pokazując się ze świetnej strony. Natomiast jakim jest zawodnikiem? Jest to ofensywnie nastawiony boczny obrońca, który w przeszłości z powodzeniem występował na pozycji skrzydłowego.
Ten mierzący blisko 190 cm wzrostu piłkarz to zbliżony profilem zawodnik do Przemysława Frankowskiego, jeśli chodzi o aspekty ofensywne. Różnica jest jednak w poruszaniu się. Frankowski uwielbia posyłać podania progresywne w wyższe tercje boiska. Podczas kiedy Reynolds preferuje głównie biegi za obronę z wykorzystaniem swoich warunków fizycznych. Gdybym miał porównać go do jakiegoś piłkarza z TOP-u z pewnością byłby to Denzel Dumfries. W swoich najlepszych latach kariery potrafił dawać drużynie to co najlepsze za sprawą właśnie takich akcji. Po pierwszych meczach sezonu można zauważyć też jedno, obaj są na podobnym poziomie ofensywnym. Mają jednak swoje braki w grze destrukcyjnej. Na korzyść Frankowskiego w całej tej sytuacji działa na pewno doświadczenie na najwyższym poziomie, które ma zdecydowanie większe niż Amerykanin.
Szymański też nie ma lekko
U Sebastiana Szymańskiego sprawa wygląda nieco inaczej. Polak ma na swojej pozycji do rywalizacji ogromną konkurencję. Valentin Rongier i Adrien Thomasson czy nawet Mahdi Camara, a więc ograni ligowcy, którzy mają doświadczenie z gry choćby w OM czy RC Lens.
Valentin Rongier, Mahdi Camara i Adrien Thomasson oferują Franckowi Haise’owi nieco inne atuty niż Sebastian Szymański. Rongier odpowiada przede wszystkim za kontrolę nad grą, spokój w rozegraniu i zabezpieczenie środka pola. Camara wnosi fizyczność, dynamikę i intensywność w pressingu, dzięki czemu może być szczególnie przydatny w meczach wymagających dużej pracy bez piłki. Thomasson łączy natomiast mobilność z umiejętnością rozegrania i dużą aktywnością przez całe spotkanie.

Na ich tle Szymański wyróżnia się przede wszystkim kreatywnością. Potrafi zagrać prostopadłe podanie, znaleźć przestrzeń między liniami i zagrozić bramce strzałem z dystansu. Problem w tym, że jego atuty są najbardziej widoczne w ofensywnej roli, podczas gdy pozostali pomocnicy mogą dać trenerowi większą równowagę i wszechstronność.
Szymański nie musi być gorszym piłkarzem, żeby przegrywać rywalizację o skład. Wiele zależy od potrzeb zespołu i tego, jaką rolę Haise będzie chciał mu powierzyć. Polak musi jednak regularnie dostarczać konkretów pod bramką rywala, bo sama technika może nie wystarczyć, by wywalczyć stałe miejsce w jedenastce.
Kilka słów od eksperta
– „Mimo tego, że reprezentanci Polski zebrali już sporo minut na początku sezonu, muszą mieć się na baczności jeśli chodzi o swoje miejsce w wyjściowym składzie. W meczu Ligi Europy na prawej obronie Frankowskiego zastąpił nowy letni nabytek, Bryan Reynolds. Zebrał on za swój występ dobre recenzje i może być mocnym konkurentem naszego rodaka. Z kolei Szymański ma jako rywali o miejsce w środku pola „Czerwono-Czarnych” uznany ligowy zestaw. Valentin Rongier, Adrien Thomasson czy Mahdi Camara to naprawdę konkretna ekipa.
Przede wszystkim pozytywem jest to, że Szymański daje sobie radę w Ligue 1. Pojawiały się głosy, że ze względu na aspekty fizyczne może sobie nie poradzić we Francji. A czy coś musieliby poprawić? W zasadzie pozostaje trzymać dobrą, równą formę, notować liczby (szczególnie w przypadku Szymańskiego) i powinno być dobrze. Choć trzeba przyznać, że przy grze na dwóch frontach zapewne będą zasiadać na ławce. Nawet gdyby urośli do miana pierwszoplanowych postaci.” – mówi nam Bartłomiej Gabryś, ekspert od ligi francuskiej.
Jak mogą pomóc kadrze?
Szymański może dać reprezentacji kreatywność między liniami, prostopadłe podania i umiejętność przyspieszenia ataku krótkim zagraniem. To zawodnik, który potrafi znaleźć rozwiązanie w ciasnej przestrzeni i zagrozić bramce strzałem z dystansu. Frankowski wnosi natomiast dynamikę na boku boiska, dobre poruszanie się bez piłki i umiejętność podłączania się do ataków. Może zapewnić szerokość w ofensywie, dośrodkowania oraz dodatkową opcję przy przejściu z obrony do ataku.

Obaj mogą więc uzupełniać się charakterystyką, dając kadrze więcej możliwości w budowaniu akcji i atakowaniu przestrzeni. Trzeba jednak zachować dystans do ich formy klubowej. Szymański miewał problemy z przełożeniem dobrej gry w klubie na reprezentację. Frankowski również nie zawsze prezentował w kadrze tę samą regularność. Ich atuty są przydatne, ale kluczowe będzie to, czy potrafią wykorzystać je w systemie reprezentacji i przeciwko rywalom, którzy często zostawiają Polakom niewiele miejsca.
– „Więcej jest wątpliwości i zastrzeżeń, niż pochwał. Przełożenie pozytywów z Rennes na kadrę wciąż traktuję z rezerwą – jak zapewne wielu kibiców reprezentacji Polski.” – dopowiada Bartek.










