W przeddzień trzeciej rocznicy głośnej katastrofy lotniczej Associacao Chapecoense de Futebol pożegnało się nawet z matematycznymi szansami na utrzymanie w brazylijskiej Serie A. Złożyło się na to wiele czynników, niekoniecznie związanych z tym tragicznym wydarzeniem, ale bardziej ze złym zarządzaniem klubem.
Ostatnią szansę na utrzymanie Chapecoense był przedwczorajszy domowy mecz z Botafogo FR, czyli drużyną także walczącą o pozostanie w brazylijskiej ekstraklasie. W pierwszej połowie obie ekipy miały spore trudności ze stworzeniem sobie sytuacji pod bramką przeciwnika, przy czym częstszym posiadaniem piłki mogli pochwalić się gospodarze z Chapeco.
https://www.youtube.com/watch?v=r61NN5LutCY
To właśnie oni rozpoczęli drugą część spotkania od ataków, które wpłynęły jednak negatywnie na ich grę w defensywie. Goście z Rio de Janeiro bezlitośnie wykorzystali więc luki w defensywie przeciwnika, stąd w 53. minucie meczu bramkę zdobył 19-letni pomocnik, Rhuan. Chapecoense, nie mając większego wyboru po stracie gola, nie zmieniło swojej taktyki, ale poza dwiema niezłymi sytuacjami nie potrafiło przebić się przez szczelną defensywę Botafago. Ostatecznie rezultat spotkania nie zmienił się.
Zarządzanie po tragedii
Po katastrofie lotniczej z 28 listopada 2016 roku, w której zginęła niemal cała drużyna Chapecoense, specjalne traktowanie klubu z zachodniej Brazylii stało się oczywistością. Przyznano mu więc tytuł zwycięzcy Copa Sudamericana, a przede wszystkim zapewniono, że przez kolejne dwa sezony nie będzie mógł spaść z tamtejszej Serie A. W ten sposób „Verdao” dano czas na odbudowanie drużyny.
W 2017 roku zespół z Chapeco spisywał się całkiem nieźle w rozgrywkach brazylijskiej ekstraklasy, zajmując na koniec sezonu 8. lokatę w tabeli premiowaną kwalifikacjami do Copa Libertadores. Rok później drużynie szło już znacznie gorzej, stąd tym razem uplasowała się ona na 14. miejscu w Serie A. Zawodnicy biegający na co dzień w zielonych strojach nie zachwycali także w międzynarodowych rozgrywkach.
Kiepskie wyniki z ubiegłego roku zrzucono na karb słabego zarządzania w klubie. Władzom Chapecoense zarzuca się przede wszystkim doprowadzenie do jego kłopotów finansowych. Co prawda spadek do Serie B nie będzie wyrokiem dla zespołu, lecz najprawdopodobniej nie uda mu się zatrzymać najlepszych zawodników. Nie chodzi jedynie o sam fakt relegacji z najwyższej klasy rozgrywkowej, lecz o zaległości wobec piłkarzy. Chęć przedłużenia wygasającego kontraktu wyraża chociażby 35-letni pomocnik, Mario Araujo, będący zresztą ulubieńcem kibiców „Verdao”. Nie ukrywa on jednak, że trudno podpisać nową umowę z klubem mającym blisko ośmiomiesięczne zaległości wobec zawodników.











