W pierwszym niedzielnym spotkaniu 14. kolejki PKO BP Ekstraklasy Śląsk Wrocław podejmował ekipę Piotra Stokowca. Teoretycznie miał być to jednostronny mecz, w którym gospodarze niezbyt dużym nakładem sił mieli zgarnąć trzy punkty. Ostatecznie cel został osiągnięty, jednak mało kto spodziewał się, że zwycięstwo to zostanie wyszarpane dopiero w ostatniej akcji meczu. Tym samym „Wojskowi” utrzymują fotel lidera.
Po remisie z Ruchem Chorzów nikt nie zakładał, że Śląsk Wrocław drugi raz podzieli się punktami z beniaminkiem ligi. Spotkanie z ŁKS-em pokazało jednak, że nie wolno lekceważyć żadnego rywala. Łódzka drużyna była o krok od osiągnięcia bardzo dobrego wyniku, jakim byłby podział punktów z obecnym liderem polskiej elity.
(Prawie) szczelna obrona
Przez długi czas Rafał Leszczyński był praktycznie bezrobotny. ŁKS Łódź starał się stwarzać okazje bramkowe, ale nie potrafił oddać celnego strzału. Pierwszy nastąpił dopiero w 59. minucie, gdy po świetnym podaniu kolegi z zespołu z piłką w pole karne wbiegł Dani Ramirez. Przy uderzeniu Hiszpana fenomenalną interwencją popisał się golkiper gospodarzy, dzięki czemu Śląsk dalej prowadził w spotkaniu z czerwoną latarnią ligi. Przez resztę spotkania goście oddali jeszcze jeden celny strzał, lecz na nieszczęście dla Leszczyńskiego, było to uderzenie wyrównujące wynik starcia. Przy samej bramce nie można jednak zbyt wiele zarzucić 31-latkowi.
Z dobrej strony zaprezentował się Yegor Matsenko. Był waleczny i nieustępliwy. Trudnym zadaniem było odebrać Ukraińcowi piłkę, a sam zawodnik niejednokrotnie potrafił zabrać futbolówkę rywalom. Dawał sporo zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Starał się przyśpieszać akcje z lewej strony boiska i miał swój udział przy golu na 1:0. Podejmował próby długich podań, jednak najczęściej były one nieudane. Przy straconej bramce Matsenko nie nadążył za Kamilem Dankowskim, który wyłożył piłkę Juriciowi na 1:1. Miał również jedno złe zagranie w okolicach swojego pola karnego, po którym interweniować w swojej „szesnastce” musiał Paluszek. Jednak mimo wszystko nie było to złe spotkanie w jego wykonaniu.
Co do Aleksandra Paluszka trzeba powiedzieć, że na początku spotkania był on zbyt nerwowy, jednak z minuty na minutę wyglądał coraz lepiej. Walczył o każdą piłkę i wielokrotnie dobrze interweniował. Gorzej natomiast wychodziły mu długie podania, jednak nie podejmował on zbyt wielu prób tego typu zagrań. Niestety przy bramce dla ŁKS-u to właśnie 22-latek nie pokrył Juricia, który z najbliższej odległości skierował piłkę do siatki. Gdyby nie ta sytuacja nie można by było mieć zbyt wiele do zarzucenia zawodnikowi Śląska.











