Drużyna Skry lokuje się obecnie tuż nad strefą spadkową 2. ligi. Częstochowianie mierzą się również z problemami organizacyjnymi, związanymi także z wciąż niedostosowanym do rozgrywek obiekcie przy ulicy Loretańskiej. Jak przebiega wiosna w szeregach Skry? Jaka przyszłość czeka niemal stuletni klub?
Bez trybun ani rusz
Faza zasadnicza trwającego sezonu 2. ligi, a zarazem walka o utrzymanie na poziomie centralnym wkraczają w decydującą fazę. W morderczy bój o zachowanie drugoligowego bytu wciągnięta została również Skra Częstochowa, zeszłoroczny spadkowicz z zaplecza PKO BP Ekstraklasy. Poza problemami typowo sportowymi częstochowianie mierzą się również z niebagatelnymi kłopotami natury organizacyjnej.
Już z początkiem nowego roku ogólnopolskie media donosiły o licencyjnych problemach Skry. Częstochowianie zostali nawet ukarani odjęciem siedmiu punktów w przyszłym sezonie (ostatecznie zniwelowanym do czterech „oczek”). Jest to konsekwencja utajnienia informacji odnośnie do przyznania zawodnikom należnych zobowiązań – takowe zostały uregulowane dopiero z opóźnieniem.
Przypomnijmy, że to niejedyne problemy drużyny spod Jasnej Góry. Skra wciąż nie dostosowała swojego boiska do odgórnych wymagań PZPN-u. Obiekt przy Loretańskiej spełnia zasadniczo zaledwie jedno z dwóch podstawowych założeń – bo choć mecze piłki nożnej rozgrywać tam można, to… nie mogą przyglądać się im kibice.
Na dostosowanie stadionu Skra otrzymała dwa lata. I rzeczywiście, pewne prace już poczyniono, między innymi wymieniając murawę i oświetlenie. Nie można zatem powiedzieć, że władze klubu leżały przez ten czas z założonymi rękoma. Cóż jednak z tego, skoro zamknięty dla widzów stadion jest najzwyczajniej w świecie absurdem.
Dlaczego stadion Skry nie ma trybun? Myślę, że nawet dyrektor MOSiR-u nie udzieli tej odpowiedzi, więc ja tym bardziej. Trzeba zadać to pytanie miastu, może rzecznikowi? Chociaż kiedy ostatnio rzecznik wypowiadał się na temat obiektu, to nie miał pojęcia, o czym mówi. Czekamy na rozstrzygnięcia ze strony miasta, czy podejmie rękawicę i zajmie się tym tematem – tłumaczył w rozmowie z portalem „Weszło” prezes Skry Artur Szymczyk.
Pikująca forma
Jeśli zaś chodzi o kwestie czysto sportowe, sprawa również nie wygląda zbyt różowo. Skra zainaugurowała rundę wiosenną w mizernym stylu, inkasując w trzech pierwszych spotkaniach roku 2024 zaledwie punkt. I choć częstochowianie przełamali się w starciu z Kotwicą Kołobrzeg (1:0), był to jedynie chwilowy zryw.
Ekipa spod Jasnej Góry triumfowała po raz kolejny dopiero miesiąc później, ogrywając przy Loretańskiej rezerwy Zagłębia Lubin (2:1). Jeśli jednak chodzi o dyspozycję na przestrzeni całego kwietnia, były to jedynie miłe złego początki. Skra przegrywała następnie w spotkaniach z Pogonią Siedlce (0:1), ale i bezpośrednimi rywalami w walce o zachowanie ligowego bytu – GKS-em Jastrzębie (0:2) oraz Wisłą Puławy (0:1).











