Skra Częstochowa na tydzień przed zakończeniem pierwszoligowych rozgrywek została ostatnim spadkowiczem po wcześniej zdegradowanych Chojniczance Chojnice i Sandecji Nowy Sącz. Druga przygoda po okresie 70 lat z tym szczeblem trwała dla piłkarzy spod Jasnej Góry dwa sezony.
„Skrzacy” tym bardziej mogą się czuć przygnębieni, że zostali brutalnie pokrzywdzeni przez los, nie mając możliwości walki na równych warunkach z rywalami. Częstochowianie dopiero nieco ponad miesiąc temu rozegrali pierwsze domowe spotkanie w trakcie ostatnich niespełna 700 dni, w których musieli udawać się na wyjazdy do innych miejscowości zarówno przy okazji treningów, jak i meczów.
Lepsze wrogiem dobrego
Władze miasta, uchodzące za wrogów sportu, dołożyły więc sporą cegiełkę do tegorocznej klęski Skry, ale nie bez skazy pozostaje klub. Działania prowadzone w przerwie międzysezonowej sprawiały wrażenie takich, które mogłyby pozwolić postawić kolejny krok naprzód. Bez skrupułów pożegnano kilka mocnych postaci szatni: Mateusza Kosa, Mariusza Holika, Krzysztofa Naporę czy dopiero wiosną Dawida Niedbałę. Nie zrobiono wszystkiego, aby zatrzymać Kamila Wojtyrę.
Jak niemalże co okienko, przyjechał wagon kolejnych piłkarzy wypożyczonych z lepszych ekip. Było obiecująco, bo na Loretę ponownie trafili Hubert Sadowski, Oskar Krzyżak i Radosław Gołębiowski, a oprócz nich udało się ściągnąć Benjamina Czajkę, Szymona Michalskiego, Jana Flaka czy Kacpra Łukasiaka, czyli młodzieżowców potencjalnie wyróżniających się na tle reszty. Manewr powtórzono przy nieciekawej sytuacji zimą, gdy na pół roku do drużyny przenieśli się Mateusz Machała i Mateusz Winciersz.
W trakcie sezonu, na zasadzie transferów definitywnych, w świętym mieście znaleźli się Jakub Bursztyn, Denis Gojko, Damian Hilbrycht czy Filip Kozłowski, którzy przy pełni wydobytego potencjału mogliby zaprowadzić „Niebiesko-biało-czerwonych” przynajmniej do czołówki dolnej części tabeli. Wydawało się zatem, że częstochowska Skra ma potencjał do rozwoju i może nawet poprawy zajętego w pierwszym sezonie 13. miejsca.
Niestety, stało się przeciwnie, a przy budowie kadry zwyczajnie przekombinowano. Przerysował również trener Jakub Dziółka, któremu nie udało się zbawić beznadziejnej gry ofensywnej, a przy tym zupełnie zepsuł twardy blok obronny. Zawiódł lider – Adam Mesjasz zaliczył ogromny zjazd formy. Z kolei Adam Olejnik i Piotr Nocoń mieli trudności, wziąć na barki całą odpowiedzialność za drużynę. Powodem tego stanu rzeczy były ich dłuższe nieobecności.
Lekko przeciągany wyrok
Rok 2022 zaczął się katastrofalnie i kończył się katastrofalnie. Ekipa, która po swojej pierwszej rundzie po awansie mogła rozkładać leżaki, musiała drżeć o byt do ostatnich kolejek. W tym złym transie pozostała przez cały obrót ziemi wokół słońca i jeszcze trochę – do marca, bo istoty przegranej trzeba upatrywać głównie w dramatycznej serii dziesięciu spotkań z jednym punktem na przełomie roku. Dopiero w trzecim miesiącu roku ostatnia wówczas drużyna ligi wzięła się w garść. Na przestrzeni marca i kwietnia udało się wygrać pięć z dziewięciu spotkań i wytargać remis w arcyważnym starciu z bezpośrednim rywalem – Odrą Opole.











