Skra Częstochowa spada do drugiej ligi


Zeszłosezonowy beniaminek zaplecza ekstraklasy tym razem nie oszukał przeznaczenia

30 maja 2023 Skra Częstochowa spada do drugiej ligi
Natanael Brewczyński/Skra Częstochowa

Skra Częstochowa na tydzień przed zakończeniem pierwszoligowych rozgrywek została ostatnim spadkowiczem po wcześniej zdegradowanych Chojniczance Chojnice i Sandecji Nowy Sącz. Druga przygoda po okresie 70 lat z tym szczeblem trwała dla piłkarzy spod Jasnej Góry dwa sezony.


Udostępnij na Udostępnij na

„Skrzacy” tym bardziej mogą się czuć przygnębieni, że zostali brutalnie pokrzywdzeni przez los, nie mając możliwości walki na równych warunkach z rywalami. Częstochowianie dopiero nieco ponad miesiąc temu rozegrali pierwsze domowe spotkanie w trakcie ostatnich niespełna 700 dni, w których musieli udawać się na wyjazdy do innych miejscowości zarówno przy okazji treningów, jak i meczów.

Skra Częstochowa wraca do domu, ale zostaje w strefie spadkowej

Lepsze wrogiem dobrego

Władze miasta, uchodzące za wrogów sportu, dołożyły więc sporą cegiełkę do tegorocznej klęski Skry, ale nie bez skazy pozostaje klub. Działania prowadzone w przerwie międzysezonowej sprawiały wrażenie takich, które mogłyby pozwolić postawić kolejny krok naprzód. Bez skrupułów pożegnano kilka mocnych postaci szatni: Mateusza Kosa, Mariusza Holika, Krzysztofa Naporę czy dopiero wiosną Dawida Niedbałę. Nie zrobiono wszystkiego, aby zatrzymać Kamila Wojtyrę.

Jak niemalże co okienko, przyjechał wagon kolejnych piłkarzy wypożyczonych z lepszych ekip. Było obiecująco, bo na Loretę ponownie trafili Hubert Sadowski, Oskar Krzyżak i Radosław Gołębiowski, a oprócz nich udało się ściągnąć Benjamina Czajkę, Szymona Michalskiego, Jana Flaka czy Kacpra Łukasiaka, czyli młodzieżowców potencjalnie wyróżniających się na tle reszty. Manewr powtórzono przy nieciekawej sytuacji zimą, gdy na pół roku do drużyny przenieśli się Mateusz Machała i Mateusz Winciersz.

W trakcie sezonu, na zasadzie transferów definitywnych, w świętym mieście znaleźli się Jakub Bursztyn, Denis Gojko, Damian Hilbrycht czy Filip Kozłowski, którzy przy pełni wydobytego potencjału mogliby zaprowadzić „Niebiesko-biało-czerwonych” przynajmniej do czołówki dolnej części tabeli. Wydawało się zatem, że częstochowska Skra ma potencjał do rozwoju i może nawet poprawy zajętego w pierwszym sezonie 13. miejsca.

Niestety, stało się przeciwnie, a przy budowie kadry zwyczajnie przekombinowano. Przerysował również trener Jakub Dziółka, któremu nie udało się zbawić beznadziejnej gry ofensywnej, a przy tym zupełnie zepsuł twardy blok obronny. Zawiódł lider – Adam Mesjasz zaliczył ogromny zjazd formy. Z kolei Adam Olejnik i Piotr Nocoń mieli trudności, wziąć na barki całą odpowiedzialność za drużynę. Powodem tego stanu rzeczy były ich dłuższe nieobecności.

Lekko przeciągany wyrok

Rok 2022 zaczął się katastrofalnie i kończył się katastrofalnie. Ekipa, która po swojej pierwszej rundzie po awansie mogła rozkładać leżaki, musiała drżeć o byt do ostatnich kolejek. W tym złym transie pozostała przez cały obrót ziemi wokół słońca i jeszcze trochę – do marca, bo istoty przegranej trzeba upatrywać głównie w dramatycznej serii dziesięciu spotkań z jednym punktem na przełomie roku. Dopiero w trzecim miesiącu roku ostatnia wówczas drużyna ligi wzięła się w garść. Na przestrzeni marca i kwietnia udało się wygrać pięć z dziewięciu spotkań i wytargać remis w arcyważnym starciu z bezpośrednim rywalem – Odrą Opole.

Zawodnicy nie tylko pokazywali charakter, który zawsze znajdował się w DNA klubu, ale momentami przyjemnie dla oka grali w piłkę. Zwycięstwo w Katowicach, które udokumentowano bramką z połowy boiska było miażdżące, a sama ta chwila napawała optymizmem przed trzema domowymi potyczkami o wszystk0. Ale cóż, najwyraźniej gracze poczuli się zbyt pewnie i komfortowo. Później Skra sama sobie nie dała nawet cienia szansy na pozostanie nad kreską. Nadeszły dwie porażki z rzędu w końcowych fragmentach przy „Lorecie”. Przegrana w Głogowie z Chrobrym, który smaku trzech punktów nie zaznał wtedy od 11 meczów, była gwoździem do trumny.

– Dziś przyszedł moment pierwszej porażki. Degradacja do niższej ligi. Smutne, ale to dowód na to, że w Fortuna 1. Lidze nie da się grać nieprzygotowanym, bez zaplecza i domkniętego budżetu. To dobrze dla polskiej piłki, że weryfikacja nie czeka, nadchodzi i jest. To przestroga dla innych – aby grać w gronie najlepszych 36 klubów Polski, musisz być na to mocno gotowy – skomentował wiceprezes klubu Piotr Wierzbicki w mediach społecznościowych, dodając, że to pierwszy gorszy czas od drogi klubu z A-klasy.

Co dalej?

Skrę Częstochowa spotkał zatem cios, który może zaburzyć jej funkcjonowanie i plany postępu, które zakładały przecież awans do ekstraklasy w dalszej przyszłości. Ale na pewno jej nie złamie. Klub „spod kasztanów” czeka teraz pewnego rodzaju czyściec. Włodarze dawno nie znajdowali się w położeniu potrzeb wykonania surowych zmian. Mało prawdopodobne, że drużynę nadal będzie prowadził trener Dziółka, który jest już łączony z innymi pracodawcami.

Obecnie na palcach jednej lub dwóch rąk moglibyśmy wymienić piłkarzy, którzy pozostaną w składzie pospadkowym. Przy zakończeniu wypożyczeń i wygaśnięciu kontraktów będzie ich znikoma liczba, a wspomniani Bursztyn, Kozłowski, Gołębiowski czy tacy piłkarze, jak Lukoszek, Jaroch, Pyrdoł spokojnie mogą pozostać na tym pierwszoligowym poziomie rozgrywek. Możemy się spodziewać, że „Skrzaków” zasilą gracze powracający z czasowych pożyczek i zawodnicy z akademii. Wyzwaniem będzie znalezienie sternika, który będzie potrafił posprzątać bałagan i ustabilizować pozycję w drugiej lidze przed ewentualnymi próbami powrotu.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze