Cała Stalowa Wola żyje festiwalem Stalove, jednak najbardziej zagorzali kibice poszli wspierać swoją ukochaną „Stalówkę” przed występami gwiazd muzyki. Na emocje narzekać nie mogli, aczkolwiek niesmak pozostał. Przed meczem każdy kibic brałby ten rezultat w ciemno, lecz wydarzenia boiskowe nie pozwalają się cieszyć z remisu przeciwko aktualnemu wicemistrzowi Betclic 2. Ligi. Zawisza Bydgoszcz pokazał ogromny charakter i mimo gry w osłabieniu od 28. minuty zremisował przy Hutniczej z miejscową Stalą 3:3.
Przed tym spotkaniem to Zawisza był zdecydowanym faworytem. „Niebiesko-czarni” wygrali ostanie cztery spotkania i przed startem kolejki zajmowali 2. miejsce w tabeli. A „Stalówka” cały czas boryka się ze swoimi problemami i gra w kartkę. Aczkolwiek to podopieczni Jarosława Skrobacza jako pierwsi doszli do głosu.
Stal Stalowa Wola wypunktowała Zawiszę
Zawisza Bydgoszcz lepiej wszedł w to spotkanie. W pierwszych minutach częściej utrzymywał się przy piłce, jednak nie potrafił przełamać dobrze dysponowanej na początku spotkania defensywy „Zielono-czarnych”. Stal jednak bardzo umiejętnie punktowała kontratakami swoich rywali. Posiadanie piłki na marne poszło drużynie z Bydgoszczy w 20. minucie. Po dobrej kontrze „Stalówka” wywalczyła rzut rożny, z którego wpadła bramka Jakuba Jelenia.
Piłkę w pole karne dośrodkował z lewego narożnika boiska Maciej Śliwa, jego zagranie spadło na dalszy słupek, a w tamtym miejscu czekał już Łukasz Furtak. Kapitan „Zielono-czarnych” zagrał piłkę głową wzdłuż „szesnastki”, a z najbliższej odległości golkipera Zawiszy Michała Oczkowskiego pokonał Jakub Jeleń.
Napastnik „Zielono-czarnych” dzisiaj obchodzi swoje urodziny. Polak sprawił sobie naprawdę sympatyczny podarunek w tym szczególnym dla niego dniu.
Istnieje głupsza czerwona kartka?
W 28. minucie tego spotkania wydarzyła się bardzo kuriozalna sytuacja. Mateusz Stępień, który był najjaśniejszym do tamtej pory zawodnikiem Zawiszy, wszedł w kolejny pojedynek na lewym skrzydle z Szymonem Kwapiszem. Skrzydłowy znalazł lukę pomiędzy dwoma zawodnikami „Zielono-czarnych”. Pognał tam z futbolówką, która została mu odebrana, jednak Polak dorzucił swoje trzy grosze do tej sytuacji i wykonał symulkę.
Na nią jednak nie dał się nabrać arbiter tego spotkania Piotr Szypuła i ukarał Stępnia żółtym kartonikiem. Ten nie wytrzymał, w nerwach ruszył do sędziego i zaczął protestować. Piotr Szypuła długo się nie zastanawiał. Błyskawicznie ponownie ukarał zawodnika Zawiszy drugą żółtą kartką. Tym samym Mateusz Stępień musiał w bardzo głupi sposób przedwcześnie opuścić boisko.











