Na Giuseppe Meazza, czyli w jaskini lwa, Inter podejmował Juventus. We Włoszech wrzało już kilka dni przed meczem, bo nie dość, że mierzyły się dwa wielkie kluby, to spotkanie mogło wpłynąć na losy mistrzostwa. „Bianconeri” byli o włos od kolejnej straty punktów w lidze, ale ostatecznie zgarnęli komplet „oczek” i w szampańskich nastrojach wrócili do Turynu.
Początkowe minuty spotkania to dość agresywna gra obydwu drużyn. Żadna raczej nie chciała się cofnąć do obrony, a celem było szybkie odzyskanie piłki. Na stworzenie jakiejkolwiek sytuacji kibicom przyszło trochę poczekać, ale na ratunek przybył Juan Cuadrado.
Fatalny początek Interu
Kolumbijczyk dwukrotnie wrzucał z prawej strony i już przy pierwszej próbie pachniało bramką, ale nie zrozumieli się napastnicy Juventusu. Za drugim razem znów jego dośrodkowanie wprowadziło popłoch w szeregach gospodarzy, a na dodatek dotarło do Douglasa Costy. Brazylijczyk nic sobie nie zrobił z próbującego mu przeszkodzić Candrevy i strzałem w długi róg pokonał Handanovicia.
https://twitter.com/giovarusso68/status/990305933862596609
Jakby kibice Interu narzekali, że ten mecz za dobrze się dla nich nie rozpoczął, to już kilka minut później sędzia wyrzucił z boiska Vecino za faul na Mandzukiciu. Urugwajczyk miał wyjątkowego pecha. Dostał w końcu szansę od pierwszych minut, i to w spotkaniu z bardzo mocnym przeciwnikiem, a i tak zagrał tyle czasu co zwykle. Czerwona kartka maksymalnie utrudniła „Nerazzurrim” osiągnięcie korzystnego wyniku w tym pojedynku.
Widoczna była frustracja wśród piłkarzy Interu, bo zaczęli grać ostrzej. Zawodnicy „Starej Damy” nie pozostawali dłużni i w grze pojawiło się więcej złośliwych fauli i agresywnych wejść niż ciekawych akcji. Częściej można było zobaczyć sprzeczki między graczami niż faktyczną grę.
Dla takich przypadków został stworzony VAR. W doliczonym czasie gry padła druga bramka dla Juventusu i jak pokazały powtórki, nie powinna być uznana. Na szczęście mimo początkowego wskazania na środek boiska arbiter zdecydował się na anulowanie gola, i słusznie. Matuidi w momencie zagrania Higuaina znajdował się na spalonym.
Z piekła do nieba
Druga połowa zaczęła się nieco niemrawo, jednak po kilku minutach dosłownie zawrzało w Mediolanie. Dośrodkowanie sprzed pola karnego Cancelo wylądowało idealnie na głowie Mauro Icardiego, a supersnajper Interu wyrównał stan meczu.











