Wczoraj, w ramach rozgrywek 2. ligi Widzew Łódź podejmował Pogoń Siedlce. Dwa zespoły, które mają różne cele. Dla tych pierwszych liczy się tylko awans na zaplecze ekstraklasy, najlepiej z pierwszego miejsca. Dla drugich zaś spokojne utrzymanie i spróbowanie walki o baraże. Oba zespoły spotkały się w Sercu Łodzi i dały pokaz radosnego futbolu. Łodzianie pokonali siedlczan 7:3, co jest historycznym wynikiem z kilku względów.
W poprzednim sezonie w bezpośrednich spotkaniach pomiędzy tymi drużynami raz padł remis 1:1, a raz lepsi o jednego gola okazali się Widzewiacy (1:0). Przed wczorajszym meczem podopieczni trenera Kaczmarka byli na lekkim musiku, ponieważ Resovia Rzeszów odskoczyła im na trzy punkty.
Od samego początku Widzew zaczął na dużej intensywności. W pierwszych minutach zmiażdżył swojego rywala. Chcieli jak najszybciej zdobyć gola i to im się udało w 7. minucie. Na prowadzenie wyprowadził ich Marcin Robak. Doświadczony napastnik pewnie wykorzystał rzut karny (tym razem uderzył w prawy dolny róg).
Po objęciu prowadzenia Widzewiacy mieli ochotę na więcej. Raz za razem konstruowali swoje akcje, w konsekwencji czego w 23., 37. i 42. minucie zdobywali kolejne bramki. Do przerwy łodzianie schodzili przy czterobramkowym prowadzeniu.
Po przerwie nastąpiło rozluźnienie w szeregach „Czerwono-biało-czerwonych”. W 64. minucie jedenastkę wykorzystał Adam Mójta. Zrobiło się 4:1, ale reakcja łodzian była godna pochwalenia. Po dwóch minutach zrobiło się 6:1. I wcale nie był to koniec radosnej gry. Strzelanina zatrzymała się na hokejowym wyniku 7:3. Co na pewno przejdzie do historii obu klubów.
Rzadka siódemka
Widzew stracił trzy gole, ale za to zdobył siedem. Tylu bramek nie strzela się co kolejkę. Jest to naprawdę bardzo rzadkie wydarzenie. Łodzianom kilkakrotnie w swojej historii udawało się już notować tyle trafień w jednym spotkaniu. Trudno jednak jest dotrzeć do pierwszych lat funkcjonowania tego klubu i sprawdzenia dokładnie wszystkich rezultatów, jakie rok po roku padały w meczach Widzewa.











