Raków Częstochowa w zeszłym sezonie PKO Ekstraklasy potrafił zauroczyć każdego. Ekipa z województwa śląskiego grała przyjemną dla oka piłkę. Oglądając tę drużynę, nawet neutralny kibic mógł się z nią naprawdę utożsamiać. Jednak przyszedł nowy sezon, przyszły eliminacje do gry w europejskich pucharach, a wraz z tym wszystkim przyszły nowe wymagania…
I tu pojawia się masa pytań, a najbardziej w oczy rzuca jedno z nich. Czy Raków potrafi sprostać pewnym standardom, które obowiązują, bądź co bądź, wicemistrza Polski? Może będzie to mocne stwierdzenie, ale w tej chwili „Czerwono-niebiescy” nie dają argumentów, aby na to pytanie udzielić odpowiedzi pozytywnej. Wręcz przeciwnie. Spora część ekspertów, obserwatorów, kibiców, po prostu osób, które widziały grę „Medalików” w dwumeczu z Suduvą Mariampol, ukierunkowałaby się w stronę negatywnej reakcji.
Nic się nie kleiło
Trudno wczorajszą konfrontację częstochowian z Litwinami nazwać „widowiskiem”. Raczej przypomniała ona show prowadzone w dzisiejszych czasach przez Krzysztofa Ibisza. Niby program ten sam, ale brakuje trochę wyrazu, tego, który widzieliśmy jeszcze niedawno, w przypadku Rakowa w niedzielę podczas meczu z Piastem. Wiadomo, słabsze mecze się zdarzają, ale w zeszłym tygodniu wyglądało to identycznie. W teorii dominujący na placu boju zespół WICEMISTRZA POLSKI, mierzący się z PRZEPOTĘŻNĄ w defensywie Suduvą Mariampol… Śmiech na sali.
Popatrzmy na suche fakty, a te są dość miażdżące dla Marka Papszuna i jego podopiecznych. Raków nie potrafił wykreować żadnej stuprocentowej sytuacji w pojedynku z wicemistrzem Litwy. Chyba że weźmiemy pod uwagę tę Vladislavsa Gutkovskisa z pierwszej połowy, lecz do samej pozycji napastnika w tym zespole zaraz dojdziemy…
A więc gdy podsumowujemy wszystkie akcje gospodarzy wczorajszego starcia, chcąc wyłonić te, które mogły przyprawić fanów z naszego sąsiedniego kraju o mocniejsze kołatanie serca, pozostaną nam przeciętnie groźna akcja Gutkovskisa w pierwszej połowie, główka Sebastiana Musiolika ze 108. minuty spotkania oraz słupek Iviego Lopeza z rzutu wolnego. Mało? Owszem. Czy słusznie wymagamy więcej? Jak najbardziej.
Raków nie ma napastnika…
No nie ma. Trudno powiedzieć o Vladislavsie Gutkovskisie, że jest snajperem na miarę drużyny WICEMISTRZA POLSKI. Tak samo jest w przypadku Jakuba Araka. Sebastian Musiolik, który był wychwalany za sześć bramek i trzy asysty w zeszłym sezonie Serie B, również nie błyszczy. I właśnie na tym lista się kończy…











