Wreszcie! Tak mogli dziś wieczorem krzyknąć fani piłki nożnej, którzy z utęsknieniem czekali na powrót Ligi Mistrzów. Magiczne rozgrywki wróciły i przywitały nas starciem gladiatorów w Paryżu. Na papierze wszystko wskazywało na to, że będzie to spotkanie bardzo wyrównane, a losy awansu rozstrzygną się za trzy tygodnie w Barcelonie. Stało się jednak inaczej, bo PSG rozbiło Barcelonę 4:0 i chyba już dziś możemy stwierdzić, że paryżanie zagrają w ćwierćfinale.
Mecz PSG – Barcelona przypadł na walentynki. Jest to święto zakochanych i być może wielu kibiców, którzy dziś zasiedli do tego spotkania, zakocha się na długie lata w PSG. Paryżanie zagrali kapitalne zawody i dziś niemal każdy z piłkarzy PSG dał koncert, jakiego nie powstydziliby się najwięksi muzycy świata. Barcelona z kolei będzie chciała ten dzień wymazać jak najszybciej z pamięci, a wiele osób z Katalonii pewnie przypomniało sobie koszmar z 2013 roku, kiedy w takim samym stosunku Bayern rozbił w Monachium kataloński klub.
https://www.youtube.com/watch?v=6IDKqCrUhZI
Paryska dominacja
Mistrzowie Francji, którzy wracają do wysokiej formy, byli w niemal każdym elemencie gry lepsi od gości z Katalonii. Lepiej grali w pressingu, gdzie podchodzili nawet pod pole karne rywala, już w szesnastce kilkoma zawodnikami zawężając pole do rozegrania piłki obrońcom Barcelony, którzy mieli strach w oczach i w związku z tym zagrywali nieprzygotowane podania. Lepiej rozgrywali futbolówkę w trójkątach i lepiej wychodzili do szybkich ataków, a także pokazywali dużo większą zespołowość i konsekwencję w grze, co przejawiało się m.in. znakomitym wyłączeniem z gry największych gwiazd FC Barcelona na czele z Messim i Suarezem.
Każdy z piłkarzy PSG, który zagrał w tym spotkaniu, może uważać się za wygranego, ale kilku z nich zaimponowało szczególnie i w nagrodę dostanie od nas oddzielne wyróżnienie. W środku pola świetne zawody rozegrał Adrien Rabiot, który imponował znakomitym przygotowaniem fizycznym i ogromnym sercem do walki przez 90 minut. Na środku obrony niemal perfekcyjne zagrał Presnel Kimpembe, który dopiero jako 21-latek we wtorek debiutował w Lidze Mistrzów i zaprezentował się niczym profesor, który ma na karku ponad 30 lat i setki ważnych meczów. Na skrzydłach szaleli Julian Draxler, który w dwa miesiące przebył drogę z piłkarskiego piekła do nieba, a za gracza meczu trzeba uznać Angela Di Marię, który robił na boisku, co chciał, strzelił dwie bramki. Jeżeli dodamy jeszcze do tego fakt, że świętował 29. urodziny, nie mógł sobie sprawić lepszego prezentu.
https://www.youtube.com/watch?v=aTOBle_DHEo
FC Barcelona, czyli im ciszej, tym lepiej
A co o Barcelonie? O piłkarzach Luisa Enrique nie można powiedzieć zbyt wiele pozytywnego, dlatego im ciszej o ich występie, tym lepiej. Nie oznacza to jednak, że nie zahaczymy o wątek postawy mistrza Hiszpanii, bo dziś negatywnych uwag jest bardzo dużo. Analizując występ wszystkich graczy, można postawić tezę, że jedyny, który wypadł w miarę przyzwoicie, to Neymar, który starał się napędzić grę swojego zespołu, trochę poszarpać w ofensywie, ale nie miał też wsparcia kolegów, wobec czego za bardzo Barcelony nie mógł zbawić.










