Piłka nożna to sport w którym droga z niebios do piekieł jest bardzo krótka. Wiele klubów w ostatnich latach spadło o kilka klas rozgrywkowych i teraz próbuje się odrodzić. Jednym z nich jest Zagłębie Sosnowiec, które jeszcze w roku 2008 występowało w Ekstraklasie, a teraz musi walczyć na boiskach II ligi.
W ostatni weekend miałem okazje z bliska przyjrzeć się zespołowi prowadzonemu przez Marka Chojnackiego, gdyż Zagłębie zawitało do mojego rodzinnego Żagania, by walczyć o ligowe punkty z miejscową drużyną Czarnych Arena. Był to też mecz, który przekonał mnie do tego, że warto dokładniej przyglądać się II lidze.
W drodze na stadion musiałem ukrywać się przed rzęsiście padającym deszczem. Nie mogłem jednak zrezygnować z przyjemności oglądania spotkania z tak utytułowanym zespołem, jakim jest Zagłębie Sosnowiec. Cztery wicemistrzostwa Polski, cztery zdobyte Puchary Polski i kilku zawodników z doświadczeniem w Ekstraklasie wzbudzało podziw.
Kiedy wygodnie usadowiłem się w maleńkiej loży prasowej, wsłuchiwałem się w słowa kilku dziennikarzy z Sosnowca, którzy przyjechali do Żagania. Widać, że są to ludzie, którzy tęsknią za wielką piłką, a tułaczka po małych miejscowościach jest dla nich zwyczajnie męcząca. Wskazywało na to, to co mieli do powiedzenia na temat boiska, na którym przyjdzie grać ich pupilom. Mówiąc delikatnie, stan murawy czy trybun żagańskiego stadionu nie wzbudzał ich zachwytu.
Po jakimś czasie przestało padać i na murawę wyszli piłkarze, by przeprowadzić przedmeczową rozgrzewkę. Goście wydawali się wyluzowani, bawili się piłką, grali w dziadka. Szczególną uwagę przykuwał nowy zawodnik, Tomasz Stolpa, z którym, jak udało mi się dowiedzieć od żurnalistów z Sosnowca, w klubie wiążą spore nadzieje.
Zawodnicy Czarnych Arena byli skoncentrowani, a podczas rozgrzewki postawili na intensywne ćwiczenia.
W końcu rozpoczął się mecz. W składzie gości tacy piłkarze, jak Adrian Marek, swego czasu nazywany jednym z najbardziej utalentowanych środkowych obrońców młodego pokolenia, Marcin Folc, czyli człowiek, który strzelał Legii Warszawa, oraz Vladimir Bednar, słowacki wojownik. I to właśnie Bednar był na początku meczu jednym z najaktywniejszych na boisku. Wspólnie z prawym obrońcą Strojkiem kilka razy groźnie zaatakowali przy bocznej linii boiska.
Odpowiedź zawodników z Żagania była jednak zabójcza. Po zamieszaniu w polu karnym i kilku przebitkach głową piłką z bliskiej odległości wepchnął do siatki Michał Sudoł.
Kolejne minuty to typowy mecz walki. Śliska murawa sprawiała, że piłka po każdym długim zagraniu odbijała się, nabierając niezwykłej prędkości i tylko dobra technika pozwalała ją opanować niektórym z piłkarzy. Inicjatywę przejęli jednak goście. Czarni zaś cofnęli się do defensywy z nadzieją, że uda się przeczekać zmasowany atak przeciwnika. Goście jednak nie mieli zamiaru przestać i gdyby nie festiwal niedokładności, mieliby na koncie więcej strzałów niż jedno groźne uderzenie Marcina Folca z ostrego kąta.












