Nie bez powodu trenerów drużyn narodowych nazywa się selekcjonerami. Dobór odpowiednich zawodników na poszczególne pozycje to jedno z najważniejszych rzeczy w pracy sternika reprezentacji. Nie sposób obiektywnie określić, która pozycja na boisku jest dla drużyny najważniejsza. Bez dwóch zdań jednak zespół mający dobrze obsadzony środek pola sprawia wrażenie dużo bardziej poukładanego.
Krzyż, który nieść musi polska kadra narodowa pod wodzą każdego kolejnego selekcjonera nazywa się popularnie „graniem z kontry”. Narzucony „Biało-Czerwonym” wiele lat temu styl grania w piłkę wciąż jest starannie pielęgnowany, choć opinia publiczna coraz głośniej domaga się od naszych reprezentantów konstruowania ataku pozycyjnego. Ceni się zwykle szybkich skrzydłowych czy niezmordowanych bocznych obrońców, zapominając o pozycji, która zdaniem wielu stanowi o sile drużyny.
Odmóżdżeni
Środkowych pomocników często nazywa się „mózgiem zespołu”. To właśnie ci zawodnicy są odpowiedzialni za nadawanie tempa gry i kreowania sytuacji swoim bardziej ofensywnie usposobionym partnerom. W reprezentacji Polski od lat stawia się umieszczanie środku pola panów od brudnej roboty. Środkowy pomocnik w rozumieniu naszych selekcjonerów ma za zadanie odebrać piłkę rywalowi i jak najszybciej oddać ją któremuś ze skrzydłowych. Poszukiwania kreatywnych pomocników zazwyczaj kończyły się fiaskiem. Starano się nawet zasięgnąć pomocy z zagranicy, czego efektami były epizody Obraniaka czy Rogera Guerreiro w koszulkach z orzełkiem na piersi. Obecnie najbliżej takiej charakterystyki jest Piotr Zieliński, co wcale nie oznacza, że problem został rozwiązany.
Temat znalezienia pomocnikowi Napoli odpowiedniego miejsca w kadrze wraca podczas każdego zgrupowania. Upatrywało się w nim już wyczekiwanego wizjonera, przyszłego lidera kadry czy źle wykorzystywanego geniusza. Jakiejkolwiek łatki byśmy Zielińskiemu nie przyszyli, faktem jest, że w narodowych barwach na razie głównie zawodzi. Naprawdę udane spotkania piłkarza z Ząbkowic Śląskich w kadrze można policzyć na palcach jednej ręki. Nie bez przyczyny Robert Lewandowski często cofa się po piłkę i sam próbuje uszyć jakąś sensowną akcję.
Zielińskiemu na pewno nie pomagają notoryczne zmiany jego boiskowych zadań. Próbowano go usadowić na tylu pozycjach, że nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, gdy za rok czy dwa zobaczymy go w formacji defensywnej. Niemniej jego umiejętność zdobywania przestrzeni, czy szukanie niecodziennych form sforsowania obrony rywali są godne podziwu. Niestety, zdarzają się na tyle rzadko, że trudno pokładać w nich większe nadzieje.











