Mecz Polska – Chorwacja był meczem szalonym, pełnym zwrotów akcji. Czy Chorwaci byli do pokonania? Naszym zdaniem tak, ale pewne grzechy dalej się powtarzają. Niemniej i na remis nie możemy narzekać, bo Polacy po prostu dali dziś show i w obronie (tutaj wydatnie pomógł Paweł Dawidowicz), i w ataku, gdzie nie brakowało determinacji i pomysłu.
To miał być kolejny trudny mecz ekipy Michała Probierza. Wiemy doskonale, jak nam idzie z mocniejszymi rywalami w tych rozgrywkach, chociaż z Chorwacją ostatni mecz do pewnego momentu nie wyglądał tak źle. Dopiero druga połowa obnażyła nasze braki oraz słabości. We wtorek nasze młodzieżówki nie przegrały żadnego meczu, więc u seniorów liczyliśmy na miłą niespodziankę i się nie zawiedliśmy.
Polska – Chorwacja: szokująca jedenastka broniła się tak do 20. minuty
Optymizm powoli się kurczył, zwłaszcza po ostatniej wyraźnej porażce z Portugalią. A gdy niektórzy zobaczyli wyjściowy skład na Chorwatów, to już można było się złapać za głowę i zastanawiać, co znowu wymyślił Michał Probierz. Choć pomysł na grę selekcjonera jest ciekawy i ambitny, to dotąd brakowało potwierdzenia w praktyce.
Tymczasem pierwsze 20 minut broniło wyborów selekcjonera. Podobnie jak w meczu z Portugalią rzuciliśmy się od razu na Chorwatów. Lecz tym razem przyniosło nam to bramkę. Piotr Zieliński po fantastycznej asyście Kacpra Urbańskiego (mądra decyzja, żeby pomocnik Bolonii zaczął w wyjściowym składzie) pokonał przy pomocy drobnego rykoszetu Dominika Livakovicia.
Polacy znów wyskakiwali wysoko do rywali i parę razy zmusili ich do prostych błędów, nawet gdy Chorwaci zaczynali od bramki. Kibice jakoś tak żywiej kibicowali, nasi piłkarze też dobrze grali. Miła odmiana losu?
Polska – Chorwacja: 7 minut grozy „Biało-czerwonych”
Niestety w 20. minucie miny nam nieco zrzedły. Po rzucie wolnym w bocznej strefie piłka wypadła poza „szesnastkę” i dopadł do niej Borna Sosa. I jak już ją huknął, to człowiek czuł, że padnie gol. I niestety tak było. Kolejne trzy minuty później kibice usiedli ze skwaszoną miną. Bardzo dobra wymiana podań wśród gości wyprowadziła naszą obronę w pole. Baturina zgrał do Sucicia, a ten precyzyjnym strzałem przy słupku nie dał Bułce szans.
Co Paweł Dawidowicz robił na boisku? Dobre pytanie
Ale to jeszcze nie był koniec dramatu. W 27. minucie Paweł Dawidowicz postanowił pomóc Martinowi Baturinie w zdobyciu premierowego gola dla „Vatreni”. Ale był na tyle sprytny, że nie zrobił tego bezpośrednio. Dlatego podał piłkę do Petara Sucicia, który po krótkim podprowadzeniu piłki wystawił wybiegającemu zza jego pleców pomocnikowi Dinama Zagrzeb, który puścił ją między nogami Marcina Bułki.












