PKO Ekstraklasa nie zna pojęcia niemożliwe. W tym miejscu wszelkie zasady logiki, zdrowy układ, realny bieg wydarzeń oraz naturalna struktura wszechświata nie mają racji istnienia. Możemy to zaobserwować choćby na tegorocznych przykładach napastników Wisły Płock, bilansu Jagiellonii Białystok z czołówką czy spektakularnego zjazdu Czesława Michniewicza. Przedstawiamy zatem wcześniej skreślanych graczy, którzy teraz nadspodziewanie dobrze potrafią tę pokrętność wykorzystać.
Nasze zestawienie obejmuje ośmiu zawodników, których łączny dorobek w sezonie ligowym to aż 41 bramek i 9 asyst. Zupełnie szczerze, gwiazdkę z nieba temu, kto przewidziałby, że wymienione nazwiska tuż przed półmetkiem rozgrywek zdołają uzbierać przynajmniej 15 goli z ostatnimi podaniami, a co dopiero pół setki liczb do klasyfikacji kanadyjskiej.
Mateusz Mak
Jeden z wielu wygranych objęcia drużyny z Podkarpacia przez trenera Adama Majewskiego. Wreszcie widujemy regularne występy doświadczonego pomocnika i wreszcie podziwiamy tego często dotychczas mitycznie przebojowego i bezkompromisowego Mateusza Maka, którego wielki potencjał zawsze trudno było uwolnić. Nieznacznie wyższy z dwójki znanych bliźniaków rozgrywa swoją rundę życia, co dobitnie potwierdzają liczby: siedem goli i cztery asysty. Już w tym momencie, w połowie kampanii, skrzydłowy przebił swój łączny dorobek w klasyfikacji kanadyjskiej z zeszłego sezonu o 225%. A wydaje się, że mógł on nawet wycisnąć nieco więcej i to nie będzie zdecydowanie jeszcze ostatnie słowo beskidzianina. Po cichu 30-latek wyrasta nam nie tylko na gwiazdę Stali Mielec, lecz także całej ekstraklasy.
Robert Dadok
Letni transfer Artura Płatka, który mogliśmy rozpatrywać w kategorii najdziwniejszych ruchów wewnątrz ligi ostatnich lat. Rezerwowy ostatniej utrzymanej ekipy w zeszłym sezonie nie wyglądał na papierze zbyt dobrze, szczególnie że nie najmłodszy już gracz nie przejawiał od dłuższego czasu odpowiednich umiejętności, a minimalne przebłyski. Przeciętny początek sezonu jedynie bardziej spotęgował falę drwin i krytyki zarówno pod adresatem zawodnika, jak i Górnika Zabrze. A jednak cierpliwość i wiara popłaciły. Słynny już wśród trójkolorowych kibiców „Dadinho” poczyna sobie coraz odważniej na prawej flance ekipy Jana Urbana. Do dynamicznego i aktywnego stylu gry 25-letni wahadłowy zaczął dokładać też liczby, zdobył swoją pierwszą bramkę na tym szczeblu, dorzucił trzy ostatnie podania i na teraz mało tego, że jest pewniakiem, to także ważnym elementem śląskiego zespołu.












