W jedynym sobotnim spotkaniu 24. kolejki Serie A Juventus Turyn bez większych problemów pokonał u siebie Catanię 3:1. Mimo zaskakującego początku meczu „Bianconeri” przez niemalże całe spotkanie dominowali. Świetne zawody rozegrał Andrea Pirlo – pomocnik popisał się bramką oraz asystą.
Skazywana na pożarcie Catania miała piorunujący początek. Już w 4. minucie gracze „Rossazzurrich” wysunęli się na prowadzenie! Pablo Barrientos strzałem z kilkunastu metrów zmusił Gigi Buffona do kapitulacji. Żaden z sympatyków „Starej Damy” zapewne nie spodziewał się takiego otwarcia…

Podopieczni Antonio Conte musieli zakasać rękawy i wziąć się do roboty. W 10. minucie groźnie strzelał Borriello, jego uderzenie minęło jednak słupek bramki strzeżonej przez Kosicky’ego. Identyczny efekt przyniósł rzut wolny wykonywany przez Pirlo. Gracze z Sycylii nie odpuszczali – co jakiś czas groźnie szarpał Alejandro Gomez, jego efektowne dryblingi siały popłoch wśród defensorów „Bianconerich”.
W 19. minucie bardzo bliski wyrównania był wspomniany wcześniej Marco Borriello, ale jego główka wybita została z linii bramkowej przez przyjezdnych. Dosłownie parę chwil po nieskutecznej próbie byłego gracza Romy tuż za polem karnym Catanii Bergessio faulem powstrzymał Andreę Pirlo. Arbiter odgwizdał rzut wolny Do piłki podszedł sam poszkodowany i udowodnił, że nie bez kozery uznawany jest dziś za jednego z najlepszych na świecie specjalistów od tego typu stałych fragmentów gry. Piłka po technicznym uderzeniu Włocha zgrabnie ominęła mur złożony z graczy gości, po czym wylądowała przy lewym słupku bramki Kosicky’ego. Słowak nawet nie drgnął.
Wyrównujący gol wyraźnie rozochocił graczy „Juve”. Pretendenci do zwycięstwa w tegorocznej edycji Serie A mieli zamiar niezwłocznie dołożyć kolejne trafienia. Najbliższy celu był Quagliarella. W 34. minucie piłka po jego uderzeniu z odległości kilkunastu metrów opieczętowała poprzeczkę bramki Catanii. 180 sekund później, w ten sam sposób, akcję rozgrywającą się na drugim końcu boiska wykończył niezwykle aktywny Gomez. Była to jedna z niewielu dogodnych sytuacji Catanii.
Żaden z zawodników „Bianconerich” nie potrafił już sforsować defensywy podopiecznych Vincenzo Montellego i pierwsza odsłona spotkania zakończyła się rezultatem 1:1. Przewaga gospodarzy była jednak bezsprzeczna. Dowód – aż 71% czasu gry przy piłce znajdowali się gospodarze.












