Z pewnością kibice na Węgrzech nie mogli się w tym sezonie nudzić. Chociaż Ferencvaros zapewnił sobie obronę mistrzowskiego tytułu już na trzy kolejki przed końcem rozgrywek, to emocje do samego końca zapewniła walka o utrzymanie. Niepokojący wydaje się z kolei fakt, że OTP Bank Liga zaczęła znikać z dużych węgierskich miast.
O węgierskiej ekstraklasie było po raz pierwszy w tym roku głośno w pierwszej połowie maja. Była ona bowiem jedną z pierwszych europejskich lig wracających do gry po przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa. Po raz drugi zyskała ona rozgłos w zeszły weekend, gdy do drugiej ligi spadła drużyna Debreceni VSC. Nie o taką „sławę” chodziło jednak wszystkim zainteresowanym OTP Bank Ligą. Zdjęcia ze stadionu z Debreczyna obiegły światowe media, bo po przegranym meczu z Paksi FC na murawę wbiegli kibice i poszarpali kilku zawodników. Do samej kwestii spadku „Lokich” jeszcze jednak wrócimy.
Nowy dominator?
Debreceni VSC przez blisko dekadę dominowało w węgierskim futbolu. Pomiędzy 2005 a 2014 rokiem zdobyło siedem tytułów mistrzowskich i czterokrotnie sięgało po krajowy puchar. Od sześciu lat nie ma już jednak jednej drużyny, która w pozytywnym tego słowa znaczeniu odstawałaby od reszty. O tytuł zazwyczaj walczą wspomniany już Ferencvaros oraz MOL Fehervar FC Szekesfehervar. Zdarzają się jednak niespodzianki, bo za taką można uznać zdobycie mistrzostwa przez Honved Budapeszt przed trzema laty. Wydaje się jednak, że to stołeczna drużyna jest na najlepszej drodze, aby powtarzać sukcesy klubu z Debreczyna.
Świadczy o tym nie tylko fakt skutecznej obrony zdobytego przed rokiem tytułu. Popularnym „Fradim” udało się także zagrać w tym sezonie w fazie grupowej Ligi Europy. Na dodatek do ostatniej jej kolejki walczyli o awans do 1/16 finału. Wyraźna w tym zasługa Serhija Rebrowa, trenera mistrzów Węgier i legendy ukraińskiego futbolu. Szkoleniowcowi zatrudnionemu przed prawie dwoma laty udało się to osiągnąć po roku pracy, podczas gdy jego poprzednik był krytykowany głównie za występy drużyny w europejskich pucharach. Thomas Doll pracując we „Fradich” przez pięć lat, odpadał w eliminacjach Ligi Mistrzów i Ligi Europy między innymi w starciach z albańskim Partizani Tirana, bośniackim Zeljeznicarem Sarajewo czy izraelskim Maccabi Tel Awiw.
Rebrow w porównaniu do Dolla dokonuje też bardziej przemyślanych transferów, zwłaszcza jeśli chodzi o własnych rodaków. Niemcy sprowadzani za Dolla w praktyce nie wnieśli niczego do węgierskiej ligi, stąd żegnano się z nimi bez żalu. Tymczasem ukraiński pomocnik Ołeksander Zubkow stał się w parę miesięcy jedną z największych gwiazd OTP Bank Ligi, a w kontekście jego rodaka Ihora Charatina zaczęto nawet mówić o powołaniu do węgierskiej reprezentacji. Nieco gorzej radzi sobie białoruski napastnik Mikałaj Sihniewicz, ale jest to głównie spowodowane bogactwem „Fradich” w ataku. Warto jednocześnie zaznaczyć, że Rebrow dysponuje większym budżetem niż Doll.











