W Warszawie byliśmy świadkami chyba jednego z piękniejszych finałów Ligi Europy w historii. W samej pierwszej połowie padły aż cztery bramki, a mecz do końca trzymał w napięciu. Sevilla ostatecznie pokonała Dnipro 3:2 i przeszła do historii europejskiej piłki. W stolicy nie zabrakło też polskiego akcentu, czyli występu i – co ważniejsze – bramki Grzegorza Krychowiaka.
Pierwsza połowa meczu na Narodowym kapitalnie zaczęła się dla piłkarzy Dnipro, którzy już w 7. minucie gry wyszli na prowadzenie po golu Kalinicia. Takiego scenariusza w tym spotkaniu nikt się raczej nie spodziewał.
https://twitter.com/FootyLiveVines/status/603635102539771906
Szybko strzelona bramka podziałała jednak bardzo motywująco na obie drużyny. Od początku byliśmy świadkami otwartej gry z dużą liczbą groźnych sytuacji. W całym meczu Sevilla sytuacji bramkowych stworzyła sobie aż 18, przy 12 po stronie Dnipro. Podopieczni Unaia Emery’ego oddali też więcej strzałów na bramkę rywala (14-9). Hiszpanie spisywali się na boisku lepiej, dłużej utrzymując się przy piłce i częściej atakując, ale Dnipro wykazywało się wysoką skutecznością.
Sevilla szybko jednak odrobiła początkowe straty i w ciągu zaledwie trzech minut zdołała wpakować rywalowi aż dwie bramki. Strzelcem jednej z nich (tej na wagę remisu 1:1) był Grzegorz Krychowiak.
https://twitter.com/Futbol_ahora/status/603640767614091265
– To na pewno moment, którego nie zapomnę, ale najważniejsze jest zwycięstwo. Gdybym strzelił, a mecz zakończyłby się porażką, to na pewno nie cieszyłbym się tak dzisiaj – mówił po meczu Polak.
Dnipro, które było czarnym koniem tych rozgrywek, w finale na pewno nie rozczarowało. Można było obawiać się przed meczem jednostronnego widowiska, ale już pierwsze minuty pokazały, że to będzie bardzo zacięte spotkanie. Ukraińcy pokazali kawałek dobrego futbolu, zwłaszcza w grze z kontrataku. Było widać u nich ich wielką chęć zwycięstwa i ogromną ambicję do walki. Na Stadionie Narodowym dopingowało ich ponad 10 tysięcy rodaków, którzy w obecnej sytuacji politycznej Ukrainy często dawali wyraz swojego wsparcia dla walczących na wojnie w ich kraju. Na trybunach mogliśmy co jakiś czas usłyszeć okrzyki „Ukraina” lub pojedyncze, negatywne przyśpiewki skierowane do Władimira Putina.
Trener Dnipro Myron Markiewicz podkreślał przed tym meczem, że jego piłkarze zagrają dla Ukrainy i żołnierzy walczących na wojnie. Takie momenty na pewno bardzo jednoczą naród w trudnym okresie, jakim jest wojna. Po meczu trener ukraińskiej drużyny szczerze przyznał jednak, że Sevilla była lepsza i zasłużyła na wygraną.
– Gdzieś oddaliśmy te gole. Pozwoliliśmy Bacce na przebicie w nasze pole karne. Popełnialiśmy dużo błędów w obronie. […] Walczymy o mistrzostwo, złoty medal, ale jeżeli chcemy robić to skutecznie, musimy mieć jak najlepszych graczy. Tylko wtedy, na tym poziomie możemy rywalizować z innymi – mówił na pomeczowej konferencji Markiewicz.
Na zawodnika spotkania w Warszawie wybrano Evera Banegę, ale dla większości kibiców MVP meczu był raczej Carlos Bacca. Kolumbijczyk zdobył w tym finale aż dwie bramki i mało brakowało, a skompletowałby hat-tricka. Banega w tej edycji Ligi Europy strzelił najwięcej goli dla Sevilli (7). W całych rozgrywkach zabrakło mu tylko jednego trafienia, żeby zrównać się z najskuteczniejszymi piłkarzami LE w tym sezonie.













