Za nami naprawdę ciekawa, wielowątkowa niedziela w PKO BP Ekstraklasie. Na początku Wisła Płock zmierzyła się na swoim stadionie z Cracovią, z którą wygrała 3:1. Następnie Pogoń Szczecin dość spokojnie rozprawiła się z Wieczystą Kraków. Na zakończenie klasyk polskiej piłki – pojedynek między Legią Warszawa a Widzewem Łódź. Po dość wyrównanym meczu padł remis 1:1.
Fatalna Cracovia polega Wiśle Płock – passa trwa
W meczu rozpoczynającym niedzielę z PKO BP Ekstraklasą Wisła Płock podejmowała u siebie Cracovię, która od derbów Krakowa z Wieczystą (21.08) przegrywa wszystkie kolejne mecze. Poległa z Radomiakiem, przegrała tydzień temu z Górnikiem Zabrze, a pomiędzy tym wszystkim odpadła z drugoligowym Zniczem Pruszków w Pucharze Polski. Sytuacja „Pasów” jest fatalna i o ile mają oni na swoim koncie nie najgorsze osiem punktów, o tyle wszystko to zainkasowali podczas niezłego startu rozgrywek. W ostatnich kilku spotkaniach prezentują się natomiast tak źle, jakby mieli być jednym z głównych faworytów do spadku. Wisła Płock po słabszym momencie zaczęła za to wracać na zwycięską ścieżkę. Wygląda na to, że to się udaje, a niedzielne dobre spotkanie jest na to dowodem.
Zaczęło się od gola na 1:0 w 10. minucie spotkania. Gola ciekawego o tyle, że strzelonego głową przez najniższego na boisku, Patryka Kuna. Piłkarza mierzącego 165 centymetrów wzrostu! W dalszym etapie meczu wciąż przeważała Wisła. To ona tworzyła sobie sytuacje, a Cracovia była raczej biernym obserwatorem – brak było jakichkolwiek konkretów z ich strony. Druga połowa niewiele w tym temacie zmieniła. Dalej na prowadzeniu Wisła Płock, aż nagle Łukasz Sekulski wybiegł skrzydłem i został umyślnie złapany i powalony na ziemię przez Dominika Baumgartnera. Austriak miał już jednak żółtą kartkę, a za tę sytuację po prostu druga kara tego typu mu się należała.
Od tamtej pory Cracovia grała w dziesięciu, a jakby tego było mało, w 61. minucie straciła gola za sprawą trafienia samobójczego Sebastiana Madejskiego. Cracovia nie chciała się poddawać i w 69. minucie prawdziwe wejście smoka zaliczył Mohamed Berte. Belg wszedł na boisko trzy minuty wcześniej. Cracovia odzyskała nadzieję, ale nie na długo. Samuel Akere, dla którego był to debiut w Wiśle Płock, wszedł w 62. minucie i zdobył gola, który przypieczętował ich naprawdę przekonujący występ. Byli od Cracovii lepsi i zdecydowanie zasłużenie triumfowali.
Spokojna Pogoń, przebudzenie Churlinova, udany debiut Sancheza. Czy PKO BP Ekstraklasa jest pisana Wieczystej?
Jestem Polakiem, ale w piłce nożnej mam dwie ojczyzny - Polskę i Anglię. Prywatnie fan Legii Warszawa i Manchesteru United. Dziennikarz z pasji. Studiuję, douczam się, pracuję i piszę teksty dla iGola - taki mój życiowy cykl:)
Godzina 14:45 przyniosła nam kolejne ciekawe spotkanie. Pogoń Szczecin, od której rzadziej w polskiej ekstraklasie przegrywa tylko Legia, podjęła u siebie Wieczystą Kraków. Przystępowała w roli faworyta. Rywale ostatnio urwali punkt Zagłębiu Lubin, a wcześniej wygrali z Piastem Gliwice. Pozostałe spotkania to tylko porażki. Łączny bilans wynosi 1-1-5. Słabo – wygląda to jak bilans zespołu, który powinien spaść razem ze wspomnianą wcześniej Cracovią. Z samej gry również trudno wyciągnąć pozytywy. Mimo naprawdę imponującej kadry dobrych zawodników, w klubie wciąż panuje chaos. Chaos, z którym zdaje się, że i zatrudniony niedawno Zeljko Kopić sobie na razie nie radzi.
Spotkanie w pierwszej połowie było bardzo otwarte. Spodziewaliśmy się otwartego meczu i chyba trochę to właśnie dostaliśmy. Choć warto podkreślić, że jednocześnie po obu stronach brak było konkretów. Spotkanie toczyło się w bardzo spokojnym tempie, podczas gdy jeden zespół pokazał, że jednak stać go na ułożenie meczu pod swoje dyktando. Chodzi o Pogoń Szczecin, która w drugiej części spotkania zdusiła zapędy ofensywne Wieczystej, a sama stopniowo zwiększała swój nacisk.
Zasadniczo od początku drugiej części meczu czuć było, że Pogoń powinna wygrać i tak się stało. Bezradny Efthymios Koulouris zaliczył sentymentalny, ale niezbyt udany piłkarsko powrót do Szczecina. W drugą stronę co rusz atakował Darko Churlinov i debiutujący, będący w pierwszym składzie Jordi Sanchez – obaj wpisali się na listę strzelców. Pomijając nieuznanego ze względu na spalonego gola, na listę strzelców wpisał się świetny tego wieczoru Darko Churlinov (być może najlepszy na boisku, gol w 59. minucie). Dobrze znany z Jagiellonii Białystok Macedończyk w końcu „dowiózł” i rozegrał naprawdę dobre spotkanie – w poprzednich pojawiało się pod jego adresem sporo zasłużonej krytyki.
***
Drugiego gola dołożył w doliczonym czasie gry Jordi Sanchez, który nawet poza tą bramką zaliczył naprawdę bardzo dobre spotkanie. Dużo potrzebnej pracy – dobrze, że udało się w taki sposób zwieńczyć ten występ… Zdecydowanie na to zasłużył. Warta odnotowania jest również cieszynka po jego trafieniu. W niej zaczepił właściciela swojego poprzedniego klubu, Jarosława Królewskiego.
Polski klasyk zakończony remisem. Festiwal nieskuteczności w Warszawie
Za nami polski klasyk, który zakończył się remisem 1:1. O godzinie 17:30 Legia Warszawa mierzyła się na swoim stadionie z Widzewem Łódź i gdyby wygrała to spotkanie, wskoczyłaby na fotel lidera PKO BP Ekstraklasy. Remis, który ostatecznie padł, dał jej 2. miejsce. Sam Widzew przystępował do tego meczu z nowym trenerem, Mateuszem Stolarskim po tym, jak Aleksandar Vuković został zwolniony.
Przechodząc już do samych wydarzeń boiskowych, szczerze mówiąc, trudno wskazać jeden zespół, który przeważał w tym meczu. Pewnie więcej akcji miał Widzew Łódź, ale z drugiej strony również padało naprawdę dużo strzałów. Pierwszy gol padł w 19. minucie, a ostatni dwie minuty później. Najpierw uderzył zza pola karnego Rafał Augustyniak, a za winowajcę tego trafienia trzeba uznać Bartłomieja Drągowskiego. Nie zachował się najlepiej również Kamil Piątkowski i wspomniany Augustyniak już pod swoją bramką.
Dośrodkowanie, skuteczny pressing Karola Świderskiego i zamieszanie ze stoperami Legii skończyło się golem na 1:1 – samobójczym w wykonaniu Piątkowskiego. Druga połowa przyniosła już przewagę łódzkiego klubu – tych akcji po prostu ekipa Stolarskiego miała więcej i były one lepsze. Na szczególne docenienie za aktywność pod bramką Otto Hindricha zasłużył Mariusz Fornalczyk czy wspomniany „Świder”. Blisko gola był też Fran Alvarez. Po drugiej stronie warto docenić pewnie heroiczną postawę obronną Hindricha, Piątkowskiego czy Wojciecha Urbańskiego. Tu blisko gola był bardzo słaby Jan Kuchta oraz Rafał Augustyniak po raz drugi – z rożnego. Ostatecznie wynik 1:1, choć mógł być spokojnie wyższy dla obu stron pod kątem strzeleckim, dobrze oddaje to, co działo się na boisku. Mówiąc też uczciwie, oba zespoły powinny szanować ten punkt – zasłużony dla obu stron.
Niedziela nie zakończyła nam zmagań w 8. kolejce. Ostatnim starciem w tej serii gier będzie poniedziałkowe spotkanie Radomiaka Radom z Piastem Gliwice (godzina 19:00).
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Za nami naprawdę ciekawa, wielowątkowa niedziela w PKO BP Ekstraklasie. Na początku Wisła Płock zmierzyła się na swoim stadionie z Cracovią, z którą wygrała 3:1. Następnie Pogoń Szczecin dość spokojnie rozprawiła się z Wieczystą Kraków. Na zakończenie klasyk polskiej piłki – pojedynek między Legią Warszawa a Widzewem Łódź. Po dość wyrównanym meczu padł remis 1:1.
Fatalna Cracovia polega Wiśle Płock – passa trwa
W meczu rozpoczynającym niedzielę z PKO BP Ekstraklasą Wisła Płock podejmowała u siebie Cracovię, która od derbów Krakowa z Wieczystą (21.08) przegrywa wszystkie kolejne mecze. Poległa z Radomiakiem, przegrała tydzień temu z Górnikiem Zabrze, a pomiędzy tym wszystkim odpadła z drugoligowym Zniczem Pruszków w Pucharze Polski. Sytuacja „Pasów” jest fatalna i o ile mają oni na swoim koncie nie najgorsze osiem punktów, o tyle wszystko to zainkasowali podczas niezłego startu rozgrywek. W ostatnich kilku spotkaniach prezentują się natomiast tak źle, jakby mieli być jednym z głównych faworytów do spadku. Wisła Płock po słabszym momencie zaczęła za to wracać na zwycięską ścieżkę. Wygląda na to, że to się udaje, a niedzielne dobre spotkanie jest na to dowodem.
Zaczęło się od gola na 1:0 w 10. minucie spotkania. Gola ciekawego o tyle, że strzelonego głową przez najniższego na boisku, Patryka Kuna. Piłkarza mierzącego 165 centymetrów wzrostu! W dalszym etapie meczu wciąż przeważała Wisła. To ona tworzyła sobie sytuacje, a Cracovia była raczej biernym obserwatorem – brak było jakichkolwiek konkretów z ich strony. Druga połowa niewiele w tym temacie zmieniła. Dalej na prowadzeniu Wisła Płock, aż nagle Łukasz Sekulski wybiegł skrzydłem i został umyślnie złapany i powalony na ziemię przez Dominika Baumgartnera. Austriak miał już jednak żółtą kartkę, a za tę sytuację po prostu druga kara tego typu mu się należała.
Od tamtej pory Cracovia grała w dziesięciu, a jakby tego było mało, w 61. minucie straciła gola za sprawą trafienia samobójczego Sebastiana Madejskiego. Cracovia nie chciała się poddawać i w 69. minucie prawdziwe wejście smoka zaliczył Mohamed Berte. Belg wszedł na boisko trzy minuty wcześniej. Cracovia odzyskała nadzieję, ale nie na długo. Samuel Akere, dla którego był to debiut w Wiśle Płock, wszedł w 62. minucie i zdobył gola, który przypieczętował ich naprawdę przekonujący występ. Byli od Cracovii lepsi i zdecydowanie zasłużenie triumfowali.
Spokojna Pogoń, przebudzenie Churlinova, udany debiut Sancheza. Czy PKO BP Ekstraklasa jest pisana Wieczystej?
Godzina 14:45 przyniosła nam kolejne ciekawe spotkanie. Pogoń Szczecin, od której rzadziej w polskiej ekstraklasie przegrywa tylko Legia, podjęła u siebie Wieczystą Kraków. Przystępowała w roli faworyta. Rywale ostatnio urwali punkt Zagłębiu Lubin, a wcześniej wygrali z Piastem Gliwice. Pozostałe spotkania to tylko porażki. Łączny bilans wynosi 1-1-5. Słabo – wygląda to jak bilans zespołu, który powinien spaść razem ze wspomnianą wcześniej Cracovią. Z samej gry również trudno wyciągnąć pozytywy. Mimo naprawdę imponującej kadry dobrych zawodników, w klubie wciąż panuje chaos. Chaos, z którym zdaje się, że i zatrudniony niedawno Zeljko Kopić sobie na razie nie radzi.
Spotkanie w pierwszej połowie było bardzo otwarte. Spodziewaliśmy się otwartego meczu i chyba trochę to właśnie dostaliśmy. Choć warto podkreślić, że jednocześnie po obu stronach brak było konkretów. Spotkanie toczyło się w bardzo spokojnym tempie, podczas gdy jeden zespół pokazał, że jednak stać go na ułożenie meczu pod swoje dyktando. Chodzi o Pogoń Szczecin, która w drugiej części spotkania zdusiła zapędy ofensywne Wieczystej, a sama stopniowo zwiększała swój nacisk.
Zasadniczo od początku drugiej części meczu czuć było, że Pogoń powinna wygrać i tak się stało. Bezradny Efthymios Koulouris zaliczył sentymentalny, ale niezbyt udany piłkarsko powrót do Szczecina. W drugą stronę co rusz atakował Darko Churlinov i debiutujący, będący w pierwszym składzie Jordi Sanchez – obaj wpisali się na listę strzelców. Pomijając nieuznanego ze względu na spalonego gola, na listę strzelców wpisał się świetny tego wieczoru Darko Churlinov (być może najlepszy na boisku, gol w 59. minucie). Dobrze znany z Jagiellonii Białystok Macedończyk w końcu „dowiózł” i rozegrał naprawdę dobre spotkanie – w poprzednich pojawiało się pod jego adresem sporo zasłużonej krytyki.
***
Drugiego gola dołożył w doliczonym czasie gry Jordi Sanchez, który nawet poza tą bramką zaliczył naprawdę bardzo dobre spotkanie. Dużo potrzebnej pracy – dobrze, że udało się w taki sposób zwieńczyć ten występ… Zdecydowanie na to zasłużył. Warta odnotowania jest również cieszynka po jego trafieniu. W niej zaczepił właściciela swojego poprzedniego klubu, Jarosława Królewskiego.
Polski klasyk zakończony remisem. Festiwal nieskuteczności w Warszawie
Za nami polski klasyk, który zakończył się remisem 1:1. O godzinie 17:30 Legia Warszawa mierzyła się na swoim stadionie z Widzewem Łódź i gdyby wygrała to spotkanie, wskoczyłaby na fotel lidera PKO BP Ekstraklasy. Remis, który ostatecznie padł, dał jej 2. miejsce. Sam Widzew przystępował do tego meczu z nowym trenerem, Mateuszem Stolarskim po tym, jak Aleksandar Vuković został zwolniony.
Przechodząc już do samych wydarzeń boiskowych, szczerze mówiąc, trudno wskazać jeden zespół, który przeważał w tym meczu. Pewnie więcej akcji miał Widzew Łódź, ale z drugiej strony również padało naprawdę dużo strzałów. Pierwszy gol padł w 19. minucie, a ostatni dwie minuty później. Najpierw uderzył zza pola karnego Rafał Augustyniak, a za winowajcę tego trafienia trzeba uznać Bartłomieja Drągowskiego. Nie zachował się najlepiej również Kamil Piątkowski i wspomniany Augustyniak już pod swoją bramką.
Dośrodkowanie, skuteczny pressing Karola Świderskiego i zamieszanie ze stoperami Legii skończyło się golem na 1:1 – samobójczym w wykonaniu Piątkowskiego. Druga połowa przyniosła już przewagę łódzkiego klubu – tych akcji po prostu ekipa Stolarskiego miała więcej i były one lepsze. Na szczególne docenienie za aktywność pod bramką Otto Hindricha zasłużył Mariusz Fornalczyk czy wspomniany „Świder”. Blisko gola był też Fran Alvarez. Po drugiej stronie warto docenić pewnie heroiczną postawę obronną Hindricha, Piątkowskiego czy Wojciecha Urbańskiego. Tu blisko gola był bardzo słaby Jan Kuchta oraz Rafał Augustyniak po raz drugi – z rożnego. Ostatecznie wynik 1:1, choć mógł być spokojnie wyższy dla obu stron pod kątem strzeleckim, dobrze oddaje to, co działo się na boisku. Mówiąc też uczciwie, oba zespoły powinny szanować ten punkt – zasłużony dla obu stron.
Niedziela nie zakończyła nam zmagań w 8. kolejce. Ostatnim starciem w tej serii gier będzie poniedziałkowe spotkanie Radomiaka Radom z Piastem Gliwice (godzina 19:00).