Zaskoczył nas Lech Poznań. Baliśmy się strasznie, że Villarreal sprowadzi na ziemię „Kolejorza” i wybije mu grę w piłkę z głowy. John van den Brom zaskoczył jednak wszystkich niedowiarków, którzy wątpili w jego przygotowanie taktyczne. Ogrom charakteru, potu i sił zostawili piłkarze z Poznania na boisku w Walencji. Niestety do Polski nie przywiozą ani punktu, a o wszystkim zadecydowały błędy indywidualne poszczególnych zawodników.
Mecz na Estadio Ciudad de Valencia zakończył się wynikiem 4:3 dla faworyzowanego Villarrealu, który przekuł swoją piłkarską jakość na punkty. Choć oddać trzeba Lechowi niesamowitą walkę i pomysł na ten mecz. Na pierwsze punkty będzie trzeba jednak poczekać co najmniej tydzień.
Van den Brom próbował zaskoczyć i mu się to udało
John van den Brom próbował jakoś zaskoczyć Villarreal. Pewnie zdawał sobie sprawę, że musi coś wymyślić, bo rywal jest po prostu zdecydowanie silniejszy. No i zaskoczył, tak że wszyscy zastanawialiśmy się, co tu jest grane. Amaral na skrzydle? Trójka środkowych pomocników? Ryzyko, bo Lech Poznań już od wielu lat gra formacją 4-2-3-1, a tu w tak ważnym spotkaniu kombinacje.
Grafika to jedno, ale boisko w ogóle przyniosło nam niespodziewane ustawienie i role poszczególnych zawodników. „Kolejorz” grał bez klasycznej „dziesiątki”, lecz zamiast tego ujrzeliśmy ustawienie z defensywnym pomocnikiem. Żeby było ciekawiej, nie okazał się nim Karlstrom czy Murawski, ale na pozór najbardziej ofensywny Kvekveskiri. To właśnie Gruzin odgrywał rolę rygla defensywnego. Ostatecznie Lech grał ustawieniem 4-1-4-1. Nie zważając na to, że nie udało się wygrać, należy pochwalić Holendra za próbę zaskoczenia i pomysł.











