Bez niespodzianki zakończyło się spotkanie 15. kolejki Serie A między Milanem i Brescią. Milan bez najmniejszych problemów uporał się z broniącym się przed degradacją rywalem. Liderzy Serie wygrali 3:0 i umocnili się na prowadzeniu w lidze.
Więcej szans na wygraną w tym meczu dawano ekipie gospodarzy. Milan jest obecnie w znakomitej formie. Dowodem na to jest chociażbym zajmowana przez niego pozycja lidera Serie A. Świetną robotę w barwach „Rossonerich” wykonują zdobywcy w sumie 13 goli – Ibrahimović i Pato. Zupełnie inaczej przedstawiała się sytuacja Brescii, dla której każdy punkt jest bezcenny w walce o utrzymanie wśród elity.

Od samego początku gospodarze zepchnęli swoich przeciwników do głębokiej defensywy. Obrońcy Brescii nie pomagali swojemu bramkarzowi, Matteo Sereniemu, który raz po raz musiał wykazać się swoim kunsztem. Napór Milanu opłacił się już po 240 sekundach gry. Świetnym podaniem do Kevina-Prince’a Boatenga popisał się Zlatan Ibrahimović, a reprezentant Ghany nie zmarnował okazji, umieszczając piłkę w siatce. Pokonanie golkipera rywali tylko dodało miejscowym skrzydeł. Podopieczni Massimiliano Allegriego co chwilę organizowali kolejne groźne ataki. Po niemal kwadransie gry niezłą szansę na podwyższenie rezultatu zmarnował zakupiony przed sezonem z Manchesteru City Robinho.
Po nieco ponad kwadransie gry trochę odważniej poczynać sobie zaczęła Brescia. Spośród jej graczy wyróżniał się Caracciolo, który próbował zaskoczyć Abbiatiego, lecz piłka po jego strzale minęła bramkę Milanu. Chwilę później uderzał Diamanti, lecz tym razem na miarę oczekiwań spisała się defensywa miejscowych, blokując ten strzał. Na boisku dzielił i rządził zespół mediolański. Świetna gra „Rossonerich” dawała do zrozumienia, że kolejne gole są tylko kwestią czasu. W 28. minucie Sereni skapitulował po raz drugi. Tym razem piłkę w siatce umieścił Robinho. Podwyższenie wyniku tak zdekoncentrowało przyjezdnych, że nim się obejrzeli, przegrywali już 0:3. Zaledwie 120 sekund po trafieniu Brazylijczyka na liście w sędziowskim notesie znalazło się nazwisko Zlatana Ibrahimovicia.
Brescia próbowała się odgryźć, ale stać ją było tylko na niecelne uderzenie Diamantiego. Z odpowiedzią Milan długo nie czekał. Defensywa przyjezdnych co chwila musiała sobie radzić z groźnymi akcjami lidera Serie A. Aktywnie poczynał sobie Boateng, który dwukrotnie w końcówce próbował zaskoczyć Sereniego. Szczęścia próbowali również Pirlo, Abate i Thiago Silva. Do przerwy wynik nie uległ zmianie, a miejscowi schodzili na nią z zasłużonym prowadzeniem 3:0.
W drugiej połowie Milan nie forsował tempa. Mając tak wielką przewagę, oddał inicjatywę przeciwnikom. Brescia mogła trochę pograć, lecz szło jej bardzo opornie. Zawodnicy Giuseppe Iachiniego mieli olbrzymie trudności z przeforsowaniem defensywy przeciwników. Aktywny był Caracciolo, lecz najpierw chybił, a potem dał się złapać na spalonym. Po kwadransie od wznowienia boisko opuścił kontuzjowany Kone zastąpiony przez Edera. Chwilę później na bramkę Sereniego uderzał Robinho, a Gennaro Gattuso został zablokowany.
Po okresie ciekawszej gry gości, wszystko wróciło do „normy”. Ponownie przeważać zaczęli „Rossoneri”. Kontrolowali wydarzenia na boisko, aczkolwiek nie parli ostro do przodu. Starali się raczej utrzymywać grę w środku boiska. Nie rezygnowali jednak z prób podwyższenia wyniku, ale kolejne nie przynosiły rezultatu. W 66. minucie niecelnie uderzał Ibrahimović. Niedługo potem na boisku w jego miejsce pojawił się Ronaldinho, który od razu, lecz bez powodzenia, próbował wpisać się na listę strzelców. Zaraz po tym, starając się zaskoczyć Abbiatiego, chbybił Diamanti.
Nie była to ostatnia szansa Brescii na wywalczenie honorowego gola. Na bramkę Milanu strzelał jeszcze Caracciolo, ale i tym razem piłka nie znalazła się w siatce. W odpowiedzi przeciwnika dobić chciał Flamini, lecz i on nie potrafił celnie uderzyć. Chwilę później zablokowany został Robinho. Pod koniec meczu akcje gości kończyły się rozpaczliwymi strzałami Edera i Budela. Żaden z nich nie znalazł jednak drogi do siatki, a podopieczni Massimiliano Allegriego odnieśli zasłużone zwycięstwo.