Miało być jak nigdy, wyszło jak zawsze. Fernando Santos miał być gwarantem niezapomnianej przygody. Portugalczyk to przecież doświadczony i utytułowany trener, który miał odmienić polską kadrę. Oczekiwania rozbiegły się jednak z rzeczywistością.
Portugalczyk notuje wpadkę za wpadką, a porażka z Albanią sprawiła, że Polacy mają jedynie matematyczne szanse na awans. Patrząc na powołania, wygląd wyjściowych jedenastek, decyzje o zmianach w trakcie meczu i atmosferę w kadrze, można się zastanawiać, czy dalsza współpraca z Santosem ma jeszcze sens.
Selekcjoner na lata…
Z wypowiedzi członków PZPN-u można było wywnioskować, że projekt Fernando Santosa będzie długoterminowy. Portugalczyk związał się z polską kadrą na dwa cykle eliminacyjne – do Euro 2024 i mistrzostw świata 2026. Awans na Euro miał oznaczać automatyczne przedłużenie kontraktu. Sam Cezary Kulesza mówił o zmianie nastawienia związku i postawieniu na klasowego trenera, który przez kilka lat ma odmieniać i rozwijać kadrę.
Sam pomysł był dobry. Przecież w ostatnich latach szkoleniowcy reprezentacji Polski dosyć szybko żegnali się ze stanowiskiem. Jak wiadomo, ciągłe zmiany nie wpływają dobrze na zespół. Rzeczywistość okazała się jednak bardzo brutalna. W pierwszych pięciu meczach eliminacji Polska zdobyła jedynie sześć punktów. Porażki z Czechami, Mołdawią i w rewanżu z Albanią obnażyły słabość reprezentacji, a zwycięstwom daleko było do przekonujących.
Fernando Santos i jego „pomysł” na grę
Trudno jest wygrywać mecze i grać dobrą piłkę bez odpowiedniego planu na mecz. Niestety za kadencji portugalskiego trenera trudno jest dostrzec ów plan. Gra Polaków przepełniona jest chaosem, brakuje charakteru i odwagi. Piłkarze podejmują nieprzemyślane decyzje i ostatecznie gra sprowadza się do chaotycznych wrzutek czy strzałów. Umiejętności zawodnikom na pewno nie można odbierać, przecież większość z nich gra w dobrych europejskich klubach. Wszystko więc sprowadza się do decyzji trenera, które bardzo często są niezrozumiałe.
Zastanawiające są przede wszystkim powołania. Wydawało się, że gdy kadrę przejmie zagraniczny trener, to nie będzie on patrzył na historię pewnych zawodników w kadrze, tylko na aktualne umiejętności. Niestety albo nie dostrzega pewnych faktów, albo zrezygnował z powołań opartych na obecnej formie piłkarzy. Można się zastanawiać, dlaczego tak silną pozycję w kadrze ma Grzegorz Krychowiak, który przecież od lat nie gra już na tak wysokim poziomie. W tym samym czasie Bartosz Slisz, który w ostatnich meczach Legii grał solidnie, nie dostał nawet minuty w dwóch meczach kadry. Szansę otrzymał m.in. Karol Linetty, którego występu lepiej nie komentować…











