Pierwszy niedzielny mecz w Serie A nie rozczarował. Będący rewelacją jesieni Inter przyjechał do Genui, aby zmierzyć się z grającą ostatnio w kratkę Sampdorią. Goście z łatwością pokonali grających koszmarnie w defensywie gospodarzy. W meczu tym od pierwszej minuty grał tylko jeden reprezentant Polski – Bartosz Bereszyński. Były piłkarz Legii długo jednak nie przebywał na boisku. W 33 min. spotkania dostał „wędkę” i resztę meczu oglądał z wysokości ławki rezerwowych.
Wczoraj po 12 wygranych z rzędu, Juventus w końcu stracił punkty w Serie A. Broniąca się przed spadkiem ekipa SPAL bezbramkowo zremisowała z mistrzem Włoch. Dziś ta 29. kolejka rozpoczęła się od meczu pomiędzy Sampdorią, a Interem.
Udane powroty
Pierwszy kwadrans meczu był bardzo spokojny. Nie za wiele się działo, a groźnych sytuacji było jak na lekarstwo. Dopiero w okolicach 20 minuty Inter powoli zaczął wchodzić na wyższe obroty. Seria kilku rzutów rożnych sprawiła, że zamknęli gospodarzy w obrębię ich własnej „szesnastki”.
Nagle piłkarze „Nerazzuri” odpalili. Pomiędzy 26, a 31 minutą zdobyli trzy gole, które dały im pełną kontrolę nad tym spotkaniem. Później tylko śrubowali wynik tego meczu. Warto też podkreślić, że nareszcie przełamali się dwaj najlepsi zawodnicy Interu – Ivan Perisic i Mauro Icardi.
Ten pierwszy otworzył wynik tego spotkania. Chorwat długo czekał na tego gola. Po raz ostatni do bramki rywali trafił w spotkaniu z Chievo Verona, które rozgrywane było 3 grudnia 2017 roku. Tak więc jest to jego pierwszy gol w tym roku kalendarzowym.
Drugie przełamanie to, to w wykonaniu Icardiego. Argentyńczyk zdobył aż cztery gole. Fantastyczny występ i najlepsze przerwanie złej passy, jakie tylko można było sobie wyobrazić. Mauro Icardi nie zdobył bramki od 5 stycznia b.r. Mało tego nie strzelił w tym sezonie jeszcze czterech goli w jednym meczu, aż do dzisiaj.
W swojej karierze jednak ta sztuka już mu się udawała. Napastnik Interu po raz ostatni zrobił to 27 stycznia 2013 w spotkaniu z Pescarą. Wtedy reprezentował jeszcze barwy swojego dzisiejszego rywala – Sampdorii. Co najlepsze te cztery gole zdobył na tym samym stadionie, co dzisiaj. Historia zatoczyła koło.
Podsumowując ten mecz, można powiedzieć, że było to spotkanie bez większej historii. Goście w pięć minut zdobyli pełnię władzy na boisku i nie oddali jej aż do ostatniego gwiazdka sędziego. Piłkarze Sampdorii byli bezradni i na poważnie nie potrafili zagrozić bramce Samira Handanovicia.











