Festiwal pięknych goli w Genui. Mauro Icardi przeszedł do historii


Cztery gole Icardiego i „wędka” Bereszyńskiego

18 marca 2018 Festiwal pięknych goli w Genui. Mauro Icardi przeszedł do historii

Pierwszy niedzielny mecz w Serie A nie rozczarował. Będący rewelacją jesieni Inter przyjechał do Genui, aby zmierzyć się z grającą ostatnio w kratkę Sampdorią. Goście z łatwością pokonali grających koszmarnie w defensywie gospodarzy. W meczu tym od pierwszej minuty grał tylko jeden reprezentant Polski – Bartosz Bereszyński. Były piłkarz Legii długo jednak nie przebywał na boisku. W 33 min. spotkania dostał „wędkę” i resztę meczu oglądał z wysokości ławki rezerwowych.


Udostępnij na Udostępnij na

Wczoraj po 12 wygranych z rzędu, Juventus w końcu stracił punkty w Serie A. Broniąca się przed spadkiem ekipa SPAL bezbramkowo zremisowała z mistrzem Włoch. Dziś ta 29. kolejka rozpoczęła się od meczu pomiędzy Sampdorią, a Interem.

Udane powroty

Pierwszy kwadrans meczu był bardzo spokojny. Nie za wiele się działo, a groźnych sytuacji było jak na lekarstwo. Dopiero w okolicach 20 minuty Inter powoli zaczął wchodzić na wyższe obroty. Seria kilku rzutów rożnych sprawiła, że zamknęli gospodarzy w obrębię ich własnej „szesnastki”.

Nagle piłkarze „Nerazzuri” odpalili. Pomiędzy 26, a 31 minutą zdobyli trzy gole, które dały im pełną kontrolę nad tym spotkaniem. Później tylko śrubowali wynik tego meczu. Warto też podkreślić, że nareszcie przełamali się dwaj najlepsi zawodnicy Interu – Ivan Perisic i Mauro Icardi.

Ten pierwszy otworzył wynik tego spotkania. Chorwat długo czekał na tego gola. Po raz ostatni do bramki rywali trafił w spotkaniu z Chievo Verona, które rozgrywane było 3 grudnia 2017 roku. Tak więc jest to jego pierwszy gol w tym roku kalendarzowym.

Drugie przełamanie to, to w wykonaniu Icardiego. Argentyńczyk zdobył aż cztery gole. Fantastyczny występ i najlepsze przerwanie złej passy, jakie tylko można było sobie wyobrazić. Mauro Icardi nie zdobył bramki od 5 stycznia b.r. Mało tego nie strzelił w tym sezonie jeszcze czterech goli w jednym meczu, aż do dzisiaj.

W swojej karierze jednak ta sztuka już mu się udawała. Napastnik Interu po raz ostatni zrobił to 27 stycznia 2013 w spotkaniu z Pescarą. Wtedy reprezentował jeszcze barwy swojego dzisiejszego rywala – Sampdorii. Co najlepsze te cztery gole zdobył na tym samym stadionie, co dzisiaj. Historia zatoczyła koło.

Podsumowując ten mecz, można powiedzieć, że było to spotkanie bez większej historii. Goście w pięć minut zdobyli pełnię władzy na boisku i nie oddali jej aż do ostatniego gwiazdka sędziego. Piłkarze Sampdorii byli bezradni i na poważnie nie potrafili zagrozić bramce Samira Handanovicia.

Mauro Icardi i klub 100

Mauro Icardi rozegrał dziś chyba najlepszy mecz w tym sezonie. Przez długi czas był w słabszej dyspozycji, tak jak cały zespół Interu, ale dziś wystrzelił jak z procy. Wyczyn argentyńskiego napastnika z pewnością przejdzie do historii. Przecież nie codziennie zdobywa się cztery gole w jednym spotkaniu.

Dodatkowo bramki zdobyte w tym meczu mają podwójne znaczenie dla mediolańskiej „dziewiątki”. Dzięki nim Mauro Icardi przekroczył magiczną barierę stu goli zdobytych na poziomie Serie A. Długo na to czekał, ale jak już się doczekał to wszedł do tego elitarnego grona w wielkim stylu. Teraz ma już 103 strzelone bramki w najwyższej klasie rozgrywkowej we Włoszech i jeśli chodzi o najlepszych obcokrajowców zrównał się z Adrianem Mutu. Rumun do strzelenia tylu goli potrzebował aż 271 spotkań, natomiast Mauro Icardi tylko 180 meczów.

„Wędka” Beresia

Ekipa Sampdorii grała tragicznie w defensywie. Pięć straconych goli mówi wszystko. Ich środek pola w ogóle nie istniał. Przez co obrońcy „Sampy” mieli więcej pracy. Błędy w ustawieniu, w kryciu, brak podwajania, brak koncentracji poskutkowały takim, a nie innym wynikiem. W 33 minucie plac gry opuścił Bartosz Bereszyński, który był jedynym Polakiem występującym w tym meczu.

Nic innego, jak klasyczna „wędka”, ale czy aby na pewno? Prawy obrońca powrócił do treningów dopiero w czwartek. Być może poczuł jakiś ból i nie czuł się na siłach, aby kontynuować to spotkanie. Zdania są podzielone. Z jednej strony Bereszyński nie zawinił przy żadnej z trzech pierwszych bramek (tyle strzelił Inter do momentu zejścia Polaka). Z drugiej strony jednak były piłkarz Legii był zdenerwowany tym, że opuszcza plac gry. Oby nie było to odnowienie urazu tylko zwykła „wędka”, która może przytrafić się każdemu piłkarzowi.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Możesz zalogować się swoim kontem FB, Twitter lub pisać jako gość.

Najnowsze